Nie tak dawno Donald Tusk i jego platforma wygrali wybory pod hasłem normalności, miłości i cudu gospodarczego. Donald Tusk kochał społeczeństwo (no, może z niewielkimi wyjątkami), społeczeństwo kochało Donalda Tuska (j.w.). Kochało, ufało i wierzyło w obiecany cud. Usłużni dziennikarze pracowali ramię w ramię z politykami, kładąc fundamenty pod Rzeczpospolitą Miłości. Hufce fachowców rzuciły się, by ratować sytuację w urzędach, ZUSie, agencjach Skarbu Państwa i ministerstwach. Z telewizji i gazet zniknęły złe wiadomości, nie licząc doniesień o zbrodniach ludzi odchodzącego reżimu. I już było przepięknie, i już było normalnie. Zdawało się, że Tomek Lipiński wyśpiewał Platformie cud. A jednak coś przestało się układać. Z całej piosenki Tiltu ostały się tylko słowa „Ciemny tłum kłębił się i wyciągał ręce/i wciąż było mało, i ciągle chciał więcej/wciąż nie starczało, ciągle było brak/ciągle bolało, że ciągle jest tak”. Od początku kadencji Tuska protestowali już lekarze i pielęgniarki, nauczyciele, górnicy, celnicy. Protesty zapowiadają sędziowie, policjanci i listonosze. Media dotąd nie sympatyzowały z protestującymi, jednak zdaje się, że same mają ochotę – czego się nie spodziewałęm – sprowokować kolejny konflikt, bo oto „Super Express” (a mówiłem, że ich miłość do Tuska nie musi być szczera i prawdziwa, przypomnijcie sobie tamtą okładkę) zaczyna szczuć na rząd emerytów.[1]Skoro znalazło się dla tamtych, walczcie i wy. Zdaje się, że Donald Tusk ma problem. Spirala zaś dopiero zaczyna się nakręcać, wg sondaży ze swoich zarobków niezadowolonych jest 70% Polaków. A pełen miłości rząd daje na prawo i lewo. Podwyżki daje. Więc zapewne kolejka będzie jeszcze dłuższa. Z branż kluczowych dla naszego bezpieczeństwa protestów nie zapowiadali już chyba tylko strażacy i żołnierze zawodowi, a czy oni zarabiają wystarczająco? Z grup, które protestują często, na zbiórce nie zameldowali się jeszcze kolejarze i rolnicy, ale zapewne jest to tylko kwestia czasu.
I tu musi pojawić się pytanie – „kto za tym wszystkim stoi?”. Za rządów PiS ludzie nie zarabiali przecież lepiej, zaś media i opozycja były pierwsze, by wspierać moralnie i materialnie protestujących, wystarczy przypomnieć sobie pielgrzymki do białego miasteczka. A jednak państwo nigdy nie było wstrząsane tyloma konfliktami płacowymi naraz. Nie groził mu też paraliż, którego widmo kilka dni temu stało się przerażająco realne. Zwolennicy PO, jej politycy i jej dziennikarze próbują sprawę tłumaczyć zakulisowymi działaniami opozycji. Owszem, SLD jest powiązane z OPZZ, a PiS z Solidarnością, jednak uważam, że obie te partie byłyby za słabe na rozkręcenie ogólnopolskiej awantury. Każda z nich mogłaby później paść jej ofiarą w przypadku odzyskania rządów. Politycy opozycji winą za sytuację obarczają zaś rząd i wcześniejszą kampanię wyborczą, która rozbudziła nadzieje na szybką poprawę losu. Gdyby jednak wyborcy w swojej masie byli tak niecierpliwi, odbiłoby się to na notowaniach Platformy, a na razie niczego takiego nie widzimy. Oczywiście w każdym z wyjaśnień, oprócz absurdalnej tezy o spisku wszystkich mediów, która przewija się przez forum PO, może tkwić ziarno prawdy. Możliwe też, ze mamy do czynienia z konglomeratem wszystkich tych przyczyn, wzmocnionych przez nieudolność rządu i obawę przed wszelkimi działaniami, które mogłyby zaszkodzić wizerunkowi kandydata na prezydenta, PO premiera. Istnieje też inne wytłumaczenie. Protesty dotykają grup społecznych, od których pracy zależy funkcjonowanie państwa. Rząd Tuska jak dotąd wykazuje się uległością (zwolennicy zapewne określą to jako pragmatyzm) w stosunkach międzynarodowych, jednak uskrzydlony wysokim poparciem społecznym mógłby zacząć wierzgać niczym Tito w Jugosławii. Co prawda, trudno sobie wyobrazić wierzgającego Tuska, który dotąd raczej pokazywał język odwróconemu tyłem przeciwnikowi, niż walił pięścią stół, jednak być może ludzie, którzy mają tu swoje interesy do zrobienia wolą chuchać na zimne. Uznali więc, ze nie zaszkodzi i tak skłonnemu do wielu kompromisów rządowi na wszelki wypadek przystawić jeszcze pistolet do głowy. A że rząd wcześniej już obiecał cud? Czy to pierwszy raz ktoś sam sobie ukręcił sznur?
* tytuł pochodzi z tekstu piosenki zespołu Świat Czarownic "Codzienność"


Komentarze
Pokaż komentarze (8)