Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że staram się na bieżąco śledzić sprawę Stanisława Remuszki i losy jego uparcie niezauważanej przez nasz medialny mainstream książki, tudzież procesu w sprawie odmowy publikacji jej reklamy. Dziś zaś mam zaszczyt udostępnić skromne łamy swojego bloga samemu Stanisławowi Remuszce, który zaproponował mi publikację w całości lub fragmencie swojego tekstu „Bronię Michnika”, który równolegle ukazuje się na jego stronie autorskiej. Tekst jest dość kontrowersyjny, interesujący i wart uwagi, do tego niezbyt długi, tak więc zdecydowałem się na publikację go w całości, jednocześnie dziękując panu Stanisławowi za zaufanie. Życzę miłej lektury (choć pewnie część tez czytelników zaskoczy i sprowokuje do odzewu, na co obaj z Autorem liczymy). (Budyń78)
Bronię Michnika
Jak donosi "Gazeta Polska", od 2005 roku Adam Michnik oskarżył o zniesławienie różne wybitne postacie - między innymi Andrzeja Nowaka, Rafała Ziemkiewicza, Jerzego Targalskiego, Tomasza Sakiewicza, Roberta Krasowskiego, Andrzeja Zybertowicza, Jarosława Gowina, Annę Jarucką, Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego. W sprawach, które zakończyły się wyrokiem, sąd (poza jednym przypadkiem) przyznawał rację Michnikowi. Publicyści biją na alarm, że to niedobrze.
Dlaczego niedobrze? Z kilku powodów.
Po pierwsze - powszechnie wiadomo, że Michnik to ogólny łajdak oraz zło wcielone (patriotyczne, ideowe, moralne i jakie tam jeszcze), zatem ci, którzy go publicznie krytykują, czynią samo dobro w imię sprawiedliwości.
Po drugie, Michnik jako naczelny cenzor III RP przez kilkanaście lat brutalnie gwałcił wolne słowo i niezależną myśl, więc przynajmniej teraz, gdy upadł, powinien siedzieć cicho, a nie ciągać po sądach Bogu ducha winnych ludzi.
Po trzecie, weryfikując procesowo prywatne oceny, poglądy i opinie - sądy kneblują swobodę wypowiedzi i zastraszają media.
Po czwarte, polskie sądy dlatego przyznają procesową rację Michnikowi (stają tam, gdzie stało ZOMO), że są rządzone przez postkomunistyczne kliki z rodowodem stalinowskim.
Po piąte - Michnik i inni dziennikarze nie powinni pozywać się wzajem, gdyż kłóci się to z dobrymi obyczajami środowiskowymi (zawodowym honorem ludzi pióra, mikrofonu i kamery).
Otóż moim zdaniem przyczyny złego samopoczucia bijących na alarm są zupełnie inne. A właściwie jedna przyczyna. Banalna. Ta mianowicie, że procesowi adwersarze Michnika publicznie ogłosili o nim nieprawdę, która naruszyła jego dobra osobiste. Jak to? To na temat Michnika nie można pisać czego dusza zapragnie? Michnik ma jakieś dobra osobiste? I przysługuje mu państwowa ochrona tych dóbr? Cóż, tak to już jest w demokratycznym państwie prawnym: ono nie rozróżnia między obywatelem świnią a obywatelem świętym. Żeby można było bezkarnie i fałszywie przypisywać Michnikowi brzydkie sprawki, trzeba zmienić Konstytucję RP.
O bulwersujących procesach z powództwa Michnika wiem co nieco z mediów, lecz także z autopsji. Ponad dwa lata temu radzili się na ten temat mnie - jako czołowego michnikożercy? - m.in. Jerzy Targalski i Rafał Ziemkiewicz, a w zeszłym roku osobiście i regularnie kibicowałem na sądowych salach prof. Andrzejowi Zybertowiczowi. Pamiętam, że przypadki pana Jerzego oraz Rafała od początku uznałem za beznadziejne (nie do obrony), natomiast szanse prof. Zybertowicza oceniałem dość wysoko, zwłaszcza po ostatnich zeznaniach redaktora "Rzeczpospolitej" (no, ale poczekajmy do apelacji). Przypuszczam, innymi słowy, że większość z pozwanych po prostu przesadziła z oskarżeniami, zagalopowała się - i o ile trudno ocenić w sądzie stopień czyjegoś draństwa, to dość łatwo da się stwierdzić, czy dany drań coś napisał, powiedział albo zrobił. Jeśli nie napisał, nie powiedział albo nie zrobił - trzeba teraz płacić lub/i przepraszać za głoszenie fałszu, a na przyszłość nie chlapać publicznym jęzorem bez pomiarkowania.
Nie lubię Adama Michnika, a o sądach mam coraz gorsze mniemanie. Jednak jako obywatel uważam, że Michnik i Kiszczak wciąż posiadają takie same obywatelskie prawa jak Targalski czy Ziemkiewicz, sądy zaś - w swej masie - wciąż wywiązują się ze swoich ustawowych obowiązków. Niniejszy komentarz (felieton) ma chwytliwy tytuł, ale, tak naprawdę, to nie jest obrona Michnika. To jest obrona fundamentalnych zasad mojego państwa. I w ogóle elementarza cywilizacyjnego.
Piszę o tym wszystkim nie bez kozery. Pod koniec ubiegłego wieku (1999) jako naoczny świadek wydarzeń opublikowałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie, czyli o "takie postępowanie lub właściwości - cytuję z Wikipedii definicję zniesławienia - które mogą poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, lub rodzaju działalności". Od prawie dziewięciu lat książka ta jest JEDYNĄ (łatwo sprawdzić w Bibliotece Narodowej) opowieścią o narodzinach medialnego koncernu, który tak mocno odcisnął swe piętno na współczesnej historii Polski. Książka liczy 345 stron, doczekała się trzech nakładów i sprzedała w ponad 20 000 egzemplarzy. Gdyby tam był nie to że fałsz, ale cień cienia fałszu, wówczas dawno zgniłbym w więzieniu lub/i poszedł z torbami wskutek sprawiedliwych wyroków niezależnej judykatury wydanych na procesowy wniosek redaktora Michnika i mecenasa Rogowskiego (jego prawniczych antenatów). I co? I nic. Nikt nigdy nigdzie nie podjął żadnej polemiki z podanymi przeze mnie faktami i ocenami!!! Chętnie udzielę wymienionym na wstępie dziesięciu osobistościom darmowych lekcji z pisania, ale jedną radę mogę dać już teraz: trzeba po prostu zawsze pisać prawdę...
Czytelnikom polecam na koniec krótki, lecz znamienny wywiad, który równy rok temu ukazał się na łamach "Naszej Polski", a w internecie dostępny jest tu.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)
Stanisław Remuszko
Warszawa, 14 lutego 2008
P.S. Pogląd wyrażony w "Po piąte" jest próbą narzucenia naszemu środowisku reguł funkcjonujących w świecie przestępczym. To mafiosi i gangsterzy w ramach swych "standardów honoru" nie korzystają w potrzebie z pomocy wyspecjalizowanych państwowych instytucji i służb (policja, prokuratura, sąd), tylko "załatwiają sprawy" we własnym gronie. Oplułeś mnie w "Gazecie"? To ja przywalę ci w "Dzienniku". Zakapowałeś mnie w "Polityce"? Moi cyngle ukarzą cię we "Wprost". Podłożyłeś mi bombę w "Rzepie"? Poczekaj na garotę w TVN. No, chyba że przyjmiesz propozycję nie do odrzucenia...
________________________
Dziękuję panu profesorowi Jerzemu Mozrzymasowi z Wrocławia oraz panu Krzysztofowi Ciesielczykowi z Helu za wskazanie ciekawych (monotematycznych) lektur, które zainspirowały mnie do napisania powyższych uwag - a to na portalu "Interia" z datą 04.02.08 (Rafał Ziemkiewicz "Michnik: instrukcja obsługi"), a także w "Gazecie Polskiej" z datą 06.02.08 (Tomasz Sakiewicz "Mój wiatrak", Piotr Lisiewicz "Zyziu na koniu Hyziu", Maciej Marosz i Grzegorz Wierzchołowski "Michnik totalitarysta" oraz Jacek Kwieciński "Contra").
http://www.remuszko.pl/gw/?page=teksty/wywiad


Komentarze
Pokaż komentarze (37)