Mija 100 dni rządu, którego jedyną aktywnością jest rozliczanie rządu poprzedniego. Lecz choć minister Ćwiąkalski zdążył już nawet aresztować Jarosława Kaczyńskiego (co prawda tylko wirtualnie, ale trudno spodziewać się jakiś innych działań tego rządu), a kolejne konferencje prasowe demaskują współpracowników niedawnego reżimu, są i tacy, którzy domagają się rozliczeń głębszych. Nie z nienawiści, czy z żądzy zemsty – ku przestrodze. Jedną z takich osób jest Waldemar Kuczyński, człowiek wierny staremu solidarnościowemu hasłu „Im gorzej tym lepiej” (że było to stare solidarnościowe hasło pamiętam z pierwszego, jaki w ogóle zapamiętałem, „Dziennika Telewizyjnego” z dzieciństwa) i ulubieniec prawicowców skupionych na forum iv.rp, zdobywca tamtejszej nagrody Małłacha. Kuczyński opublikował w „rzeczpospolitej” tekst, który na pewno spodoba się wszystkim jego fanom, noszący tytuł „Pisowski wilk nadal niebezpieczny”[1]. Artykuł rozpoczyna stwierdzenie, że PiS nie posiadał tak naprawdę legitymacji do objęcia władzy, później zaś jest równie ciekawie. Dla autora PiS jest jak wilk, którego owieczki – Polacy, wpuścili do zagrody w roku 2005, zaś dwa lata później go z tej zagrody pogonili. Ten jednak wciąż stoi blisko i groźnie szczerzy kły, zaś część otumanionych owieczek gotowa jest znów oddać mu się pod opiekę, nie będąc zadowolona z aktualnego opiekuna. Z jakim zwierzątkiem kojarzy mu się Donald Tusk, tego niestety Kuczyński nie wyjawia, koncentrując się na groźbie wilczej recydywy. Jak jednak publicysta widzi rozwiązanie tego problemu? Nie pisze tego wprost, ale jedynie poprzez zastrzelenie wilka. Kuczyński odmawia PiS prawa do istnienia w polskim życiu politycznym. Oto bowiem „(...)nienormalna sytuacja trwa nadal, choć mniej groźna, właśnie przez obecność wewnątrz demokratycznego porządku zagrażającej mu partii, czy lepiej konglomeratu, bo dzisiaj tą antysystemową opozycję tworzy partia Jarosława Kaczyńskiego oraz, zdominowany przez niego, brat prezydent wraz ze swoją ekipą, co zasięg nienormalności politycznej poszerza.” Autor domaga się całkowitego rozliczenia PiS, które w jego myśleniu życzeniowym doprowadzi do zniknięcia tej partii ze sceny, zapewne w skutek całkowitej kompromitacji w oczach wyborców z jednej strony, i być może – bo przecież kompromitujące działania były niezgodne z prawem – izolacji jej przywódców w zakładach karnych. Patrząc przez pryzmat wydarzeń ostatnich tygodni Kuczyński zdaje się apelować, o znalezienie wreszcie konkretów, które pozwolą zatopić PiS. Ciekawe jednak, na czym opiera swoją wiarę w ich istnienie, skoro każda kolejna wielka afera, mająca być gwoździem do trumny okazuje się być co najwyżej nadmuchanym balonikiem. Kuczyński zdaje sobie bowiem sprawę, ze dla obecnej ekipy PiS pozostaje jedyna alternatywa. Parafrazując piosenkę Kultu „Lewy czerwcowy”, znana tez jako, nomen omen, „Panie Waldku, pan się nie boi” – trzeba szybko znaleźć cos konkretnego, bo inaczej wywloką stąd każdego. Oczywiście, można uznać, ze to kolejna porcja znanego nam na pamięć bełkotu a la „Gazeta Wyborcza”, choć tym razem opublikowana w „Rzeczpospolitej”, jednak warto ten artykuł przekonać, choćby, paradoksalnie, ku pokrzepieniu serc. Bo niby wybory przegrane, kolejne przyczółki IV RP tracone, układ wraca drzwiami i oknami, a pan Waldek wciąż się boi.
39
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (13)