„Gdyby nie był pan weteranem, bym się na pana obraził. Jak pan może pytać mnie, polskiego premiera o to, czy jestem patriotą?” – powiedział cytuję z pamięci, ale oddając sens wypowiedzi, premier Tusk odpowiadając na pytanie Polonusa podczas spotkania z Polonią w USA. Trójka pozwoliła nam usłyszeć odpowiedź premiera, ale nie uznała za stosowne poprzedzić jej pytaniem, które ją sprowokowało. Działanie to przypomina mi, przy zachowaniu proporcji oczywiście, zachowanie „Gazety Wyborczej” przy okazji pijaństwa Kwaśniewskiego w Charkowie. Jedyną wiadomością na ten temat było wtedy sprostowanie. Dziś autorzy serwisu trójki zachowali się podobnie, starannie selekcjonując to, co ma prawo dotrzeć do uszu słuchacza. Przynajmniej tego konkretnego serwisu. Media nie rozpieszczają nas zresztą relacjami z tego spotkania, dostajemy tylko obrazki kilku gości z transparentami pełnymi literówek i ogólne wrażenie, ze było chyba nieprzyjemnie[1]. Wyjazd więc zdawał się nie udawać, bo wcześniej jeszcze ktoś zafundował rejsowemu premierowi alarm bombowy w samolocie[2], jednak wreszcie doszło do przełomu. Mam wrażenie, ze jest to przełom bliźniaczy do tego z Moskwy, akt całkiem nowej jakości – będący przełomem z racji samego swojego zaistnienia, bez konieczności wystąpienia dotychczas warunkujących użycie tego określenia przesłanek. Tusk powiedział swoje, Bush swoje[3], nie ma nadal konkretów, ale nie to jest ważne, ważne, ze jest przełom. Może za dwa tygodnie Radek Sikorski powie w telewizji, ze w trakcie rozmowy w cztery oczy Bush przyznał się Tuskowi do zrzucania stonki przez Amerykanów?
Może Tusk załatwiłby więcej, gdyby przywiózł Bushowi flaszkę któregoś z trunków produkowanych przez ojców Benedyktynów w Tyńcu. Niestety, premier wcześniej uznał, że skupienia mu nie potrzeba i jak się okazało, ominęła go całkiem sympatyczna impreza[4]. Ci zaś z polityków, którzy na rekolekcje się zdecydowali, zrezygnowali dość szybko z nudnych wykładów, ruszając na podbój księżowskiego sklepiku z alkoholem własnej produkcji. Po zakupach zaś rozjechali się na indywidualne skupienie do swoich domów. Kto nadużywa alkoholu ten wie, że czasem kac może zmusić do refleksji, przemyśleń i składania sobie rozmaitych obietnic. Odpowiednio potężny ból głowy i problemy z żołądkiem mogą nauczyć pokory skuteczniej, niż najbardziej porywający wykład zakonnika. Dodatkowo zaś mądrość głosi, ze na kaca najlepsza jest praca. Tak więc spodziewajmy się, że rekolekcje w Tyńcu zmienią posłów Platformy wewnętrznie a do tego zaowocują wysypem nowych, niecierpliwie wypatrywanych przez dziennikarzy i senatorów aktów prawnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)