Przedwczoraj późnym wieczorem w TVN mogliśmy obejrzeć egzekucję na panu Januszu Kaczmarku, podobną na swój sposób do egzekucji sprzed paru miesięcy wykonanej na Andrzeju Lepperze. Tym razem pluton egzekucyjny został rozszerzony o trójkę dziennikarzy śledczych, reszta jednak odbyła się bardzo podobnie, choć w dziwny od strony technicznej sposób. Oto bowiem na początku Kaczmarkowi pozwolono sobie pogadać w programie „Teraz my”, do którego zaproszono go wraz z egzotycznym mecenasem Piotrowskim, miłośnikiem latarni i Barbary Blidy. I, co ciekawe, tylko to przebiło się tak naprawdę do innych mediów. Jednak po programie „Teraz my” mogliśmy obejrzeć reportaż „Tajemnica 40 piętra”[1], autorstwa takich postaci jak panowie Kittel i Duda, o których za chwilę, a także bliżej mi nieznany pan Jabrzyk z TVN. W telewizji można było zobaczyć reportaż, pokazujący związki Kaczmarka z Krauzem i Lepperem, których łączyć miał tajemniczy doktor jakby żywcem wyjęty z artykułów Roberta Tekielego w „Gazecie Polskiej”. Równocześnie zaś w internecie na żywo można było oglądać dalszą część „Teraz my” i reakcje Kaczmarka, jednak tylko do czasu, bo nagle transmisja została, w pół zdania byłego szefa MSWiA przerwana i pojawił się napis końcowy.
Sama audycja nie wniosła do sprawy nic nowego, 90% tych informacji można było zobaczyć już wcześniej w jednym z wydań „Misji specjalnej”[2], która dodatkowo pokazała związki Krauzego z byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych, i o wiele mocniej zaakcentowała sprawę domniemanych nadużyć przy informatyzacji rozmaitych kluczowych dla państwa instytucji. Samo jednak pojawienie się w TVN tej audycji, stawiającej zarówno Kaczmarka, jak i Krauzego w niekorzystnym świetle, jest pewną zmianą. TVN dotąd oskarżany był o sprzyjanie Krauzemu, co wzmacniały związki personalne – pan Piotr Gricuk jest równocześnie członkiem rady nadzorczej TVN i powiązanego z Krauzem Biotonu.[3] Kaczmarek zaś był zawsze gwiazdą i autorytetem, chętnie sypiącym oskarżeniami z wątpliwym pokryciem wobec Kaczyńskich i ich współpracowników. Wątpliwości do jego osoby dotąd nie były jakoś specjalnie nagłaśniane, częściej był ofiarą niż podejrzanym. Tymczasem wykonano na nim egzekucję, odłamki pocisków zaś mogą trafić w Krauzego i... nic się nie dzieje. Jak wspomniałem na początku tekstu, pozostałe media interesują się raczej tym, co powiedział Kaczmarek w pierwszej części swojego wieczoru w telewizji, czyli powtórzonej po raz kolejny sugestii, że za śmierć Blidy odpowiadają wszyscy oprócz niego, on zaś odradzał i ostrzegał. Niestety nieskutecznie. Gdy przed wyborami Morozowski z Sekielskim dokonali telewizyjnego mordu na Lepperze, ten się już nie pozbierał, stracił całą wiarygodność i nie dostał się do sejmu, pozostając na marginesie polityki. Prawdopodobnie i tak by się tam znalazł, jednak zakładając, że Leppera wcześniej już unieszkodliwił Kaczyński, to Morozowski z Sekielskim przebili go osinowym kołkiem. Teraz to samo robią z Kaczmarkiem, jednak trudno tak naprawdę zorientować się, po co. W to, ze w imię dziennikarskiej rzetelności i prawdy – nie uwierzę. Na pierwszy rzut oka na całej sprawie zyskują Kaczyńscy, ponieważ reportaż czyni jednego z ich obecnych przeciwników osobą bardzo niewiarygodną. Równocześnie co prawda w nich uderza, ponieważ pokazuje, że jego nominacja była potężnym błędem, to jednak jest wiadome już od dawna i nie ma specjalnej siły rażenia. Tracą zaś tą siłę wszelkie oskarżenia zgłaszane przez Kaczmarka, dotąd tak chętnie nagłaśniane przez media. Gdy jednak prześledzić listę osób biorących udział w produkcji filmu i jego promocji, nie sposób nie zauważyć, ze nie są to osoby zainteresowane wzmacnianiem Kaczyńskich. Kogo tam bowiem mamy? Morozowskiego i Sekielskiego, którzy rozpoczęli w swoim czasie nieudaną operację zatopienia pisowskiego rządu za pomocą taśm Begerowej, mamy podejrzewanego o współpracę z WSI Bertolda Kittla (co jeszcze ciekawsze, oskarżanego przez przyjaciela Kaczmarka – Jaromira Netzela, ale to już temat na oddzielne dociekania), mamy wreszcie Macieja Dudę, dziennikarza, który miał być świadkiem Kaczmarka potwierdzającym oskarżenia o rzekomą inwigilację dziennikarzy[4]. Nie są to osoby z drużyny „dziennikarzy reżimowych”. Pozwala to zakładać, ze sprawa ma jakieś drugie dno, które poznamy za czas jakiś, lub w ogóle. Uderza mnie brak zainteresowania tym tematem zarówno w mediach, jak i wśród blogerów. Po rozjechaniu Leppera kilku coś tam napisało, choć nie byli to jego fani – o takich w internecie trudno. Kaczmarka chyba nikt nie żałuje, lub nikt nie wie, co napisać, jedyny wpis poświęcony wczoraj tej osobie dotyczył oskarżeń Piotrowskiego z „Teraz my”. A rzecz jest trudna, złożona i budząca wątpliwości. Warto więc o niej pisać, choćby trzeba się było poruszać całkowicie po omacku.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)