Włochy to zdecydowanie największy na Starym Kontynecie rynek hazardowy. Obroty w granicach
€6 bn z przychodami sięgajacymi € 850 mln rocznie (źródło: Egaming Review) nie mogą zostać zignorowane przez tamtejsze władze. Nic więc dziwnego w tym, że rządowi w Rzymie bradzo zależy na rozsądnej regulacji i opodatkowaniu firm oferujących graczom swoje usługi.
Znając realia prawne Unii Europejskiej i brak możliwości wykluczenia firm zarejestrowanych poza Italią, władze tego kraju, zamiast podobnie jak w Polsce grozić karami i zmuszać operatorów do rejestracji, przenoszenia serwerów i operacji bankowych na swoje terytorium postanowiły pójść zdecydowanie łatwiejszą i akceptowalną przez obie strony drogą. Włosi i owszem nie rezygnują z opodatkowania firm bukmacherskich, jednak wcale nie muszą w tym celu zmuszać ich do rejestracji czy przenoszenia siedziby firmy. Wystarczy przecież tylko odpowiednio kontrolować transakcje zawierane przez włoskich graczy i nałożyć na firmy zarejestrowane w Wielkiej Brytanii czy na Gibraltarze odpowiednie podatki dotyczące swoich obywateli.
Taka sytuacja odpowiada każdemu - firmom bukmacherskim, ponieważ nie muszą ponosić wysokich kosztów inwestycji związanych z przeniesieniem działalności do danego kraju, jak i rządowi, który będzie wreszcie mógł czeprać zyski z tej branży.
Mimo, że włoska ustawa jest nadal w trakcie przygotowania i konsultacji z Komisją Europejską już pojawiają się głosy, że właśnie takie rozwiązanie może przynieść oczekiwaną regulację rynku e-hazardu w całej Europie.
Czas pokaże czy ten największy europejski rynek hazardu narzuci swoje podejście innym członkom Unii w tym Polsce, której dotychczasowe próby regulacji podejmowane przez ministra Kapicę nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Być może panowie Boni i Kapica mogliby skorzystać z doświadczenia i mądrości Włochów by wreszcie napisać ustawę, która w realny sposób ściągnie podatki z firm e-hazardowych do polskiego budżetu. Jak pokazuje płynący z Rzymu przykład jest na to łatwiejszy sposób niż walka z unijnymi przepisami. Pytanie tylko czy nasz rząd wykaże się iniciatywą i szybko rozwiąże sam ten problem mając na uwadze potencjalne przychody związane ze zbliżającym się wielkimi krokami Euro 2012, czy będzie nieudolnie czekał aż swoje przepisy narzuci mu kierowana inicjatywą włoską Unia Europejska?
Pozostaje mieć nadzieję, że nasi politycy zdadzą sobie wreszcie sprawę z tego co się dzieje i pozwolą firmom hazardowym wprowadzić do polskiego budżetu podatkowe miliony płynące z wydarzeń sportowych z Euro 2012 i Londyńską Olimpiadą na czele.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)