0 obserwujących
30 notek
13k odsłon
230 odsłon

Kompleks kastracji

Wykop Skomentuj1

 Czy jest nagroda Nobla z psychologii? Nie? A to szkoda, bo bym się zgłosił po odbiór. Dokonałem albowiem ważnego odkrycia, które jestem w stanie poprzeć rozległymi obserwacjami. Tego mianowicie, iż narodziła się nasza rodzima, polska odmiana kompleksu kastracji, A mało tego, kompleks ten przybiera rozmiary masowej epidemii.

Jego objawy polegają na tym, iż osobnik nim dotknięty nie toleruje w swym ogrodzie żadnych roślin wyższych niż długość jego własnego członka (no, niech będzie że długość mniemana, a nie rzeczywista). Wystarczy popatrzeć gdziekolwiek w Polsce na nowo utworzone tereny domków jednorodzinnych – wszędzie tylko goła trawka i ew. parę nędznych miniaturowych iglaczków. No,  może jeszcze przy domu jakieś tralki betonowe a’la Janukowycz albo krasnal z urodą p. Eriki Steinbach. I to już jest koniec. Gołe hektary z wytrzebionymi wszystkimi drzewami i krzewami. A zasłonę zamiast nich zapewniają pancerne wymyślne ogrodzenia, nierzadko w cenie, za którą można by kupić całą szkółkę leśną czy ozdobną. Co najwyżej jeszcze jakieś tuje, ale tylko sadzone w żywopłocik co 40 cm i chlastane równo z głową ( „żem jak tuja poderżniętą jest”  jak śpiewała Irena Kwiatkowska w Kabarecie Starszych Panów).

 I ta maniera rozprzestrzenia się jak zaraza mimo, że przecież o krok istnieją stare ogrody, zarośnięte wielkimi drzewami, pięknymi rzadkimi krzewami i bujnymi żywopłotami, oglądane przez wszystkich z zachwytem i zazdrością. Dlaczego tak się dzieje?

Tylko częściowo wytłumaczenie tkwi w przyczynach obiektywnych takich, jak skromne rozmiary obecnych działek oraz debilne prawo zmuszające każdego właściciela niedużego nawet drzewa do pisania podań o zgodę nie tylko na jego usunięcie, ale nawet na odpiłowanie większego konara ( tak oto stworzono przepis klasycznie „przewciwskuteczny”, który zamiast chronić drzewa powoduje, że ludzie wolą nie mieć ich w ogóle, aby nie było urzędowych kłopotów).

Istnieje jednak przecież obecnie cała gama egzemplarzy o dowolnie dobranym docelowo gabarycie czy wymaganiu siedliskowym. Poza tym, wiem jakie są możliwości nawet niedużej działki: do niedawna sam miałem skromny domek w centrum Krakowa z ogrodem zaledwie trzyarowym. A mimo to przez ponad 20 lat mieszkania tam nie tylko zachowałem po poprzedniczce 2 wielkie stare świerki, jabłoń, gruszę i 2 lilaki, ale do tego wyhodowałem pełnowymiarowe 2 brzozy, brzoskwinię, czereśnię, orzech, magnolię i ze 30 mb nieformowanego żywopłotu z różnorakich krzewów. I nie ingerowałem w przestrzeń sąsiadów, zaś w środku zostało jeszcze mnóstwo miejsca na trawnik i kwiaty. Mało tego, wszyscy sąsiedzi chwalili ten ogród, a latem na wyścigi wstawiali swe samochody w cień moich drzew padający na chodnik. Jednak naśladowców jakoś nie znalazłem.

Główne zatem przyczyny powiększania się grona ogrodowych eunuchów tkwią najzwyczajniej w nich samych – w ich konformizmie i lenistwie. Drzewo czy krzew wymaga wpierw szperania, zdobywania wiedzy, wydatku rzędu nierzadko aż czteropaku piwa, a  następnie jakiejś pielęgnacji. No i jesienią zgrabienia liści, co jest czynnością zajmującą czas, w którym niejeden z nas zdołałby taki czteropak obalić, z przyjemnością a bez męczenia się.

Jednak sadźmy drzewa. Z czystego egoizmu, zaręczam. Bardzo bowiem szybko odkryjemy, że w ich cieniu to piweczko wchodzi nawet lepiej niż sąsiadowi pod parasolem z Castoramy, czy innej Ikei.

A poza tym gdy siedzimy pod własnym dorodnym platanem czy dębem, bije od nas czytelne przesłanie, że w naszej okolicy to my jesteśmy facetami rozmiaru XXL. W każdym calu, również bieżącym, że się tak wyrażę.

Stefan Płażek, Kraków 12 maja 2014 r.

 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale