0 obserwujących
30 notek
13k odsłon
204 odsłony

Pierwsze refleksje po wyborach parlamentarnych 2019

Wykop Skomentuj

Ogłoszone dziś w nocy wyniki wyborów do Sejmu i Senatu na kadencję 2019- 2023 w oczywisty sposób skłaniają do analizy przyczyn dwóch istotnych zdarzeń – dużej utraty poparcia ekipy rządzącej w latach 2015-2019 oraz katastrofalnej, najniższej w dziejach III RP frekwencji wyborczej.
Mimo głosów, iż „nic się nie stało”, owszem, stało się. Nie wiadomo, czy i z kim dotychczasowy lider  z tak nikłą przewagą nad resztą sformuje gabinet. Być może po raz kolejny ziści się ponury żart powtarzany od trzydziestu lat przed niemal każdymi wyborami: „Kto będzie rządził po wyborach?” – „Oczywiście PSL, tylko jeszcze nie wiadomo z kim”. A może wnet czekają nas powtórne wybory.
Moim zdaniem daleko poważniejszym zdarzeniem jest frekwencja rzędu 21 proc, już obecnie powodująca głosy podające w wątpliwość legitymację niektórych mandatów, wyłonionych przez grupę wyborców mogących się pomieścić w jednym autobusie. 
Oczywiście dużo przyczyniło się do tego utrzymywanie do upadłego zasady proporcjonalności wyborów, powodującej wchodzenie do parlamentu osób z racji przynależności do listy i miejsca na niej. Ale nie tłumaczy to tak nagłego, skokowego spadku frekwencji, dotykającego przy tym w większości wyborców dotychczasowej ekipy rządzącej.
Znając dość motywację wielu osób z tego środowiska do udziału (lub nie) w wyborach pozwalam sobie wskazać na przyczynę jeszcze inną.
Wszyscy jeszcze dobrze pamiętamy, jak to w ubiegłorocznych wyborach samorządowych 21 października 2018r objęła już w pierwszej turze mandat prezydenta Łodzi p. Krystyna Zdanowska. Wybór ten był poprzedzony wyjątkowo burzliwą dyskusją na wszystkich rodzajach publicznych forów. Chodziło o to, że p. Zdanowska była osobą karaną, z tym że na grzywnę. Rodziło to rozbieżności co do dopuszczalności jej startu, bowiem wprawdzie art. 10 kodeksu wyborczego dopuszcza kandydowanie przez osobę karaną prawomocnie (za przestępstwo umyślne ścigane publicznie), byle nie na karę pozbawienia wolności, to art. 6 ustawy o pracownikach samorządowych nie pozwala na zatrudnienie takich osób jako urzędników samorządowych w ogóle, niezależnie jaką karę sąd orzekł. A wójt jest urzędnikiem samorządowym. Ostatecznie zwyciężyła teza, iż ten pierwszy przepis ma charakter szczególny wobec drugiego, a zatem to on ma pierwszeństwo stosowania. Była to wprawdzie teza prawniczo bardzo wątpliwa, ale opowiedział się za nią (i to jeszcze grubo przed wyborami)  komisarz  wyborczy, a tak się jakoś w kodeksie wyborczym dziwnie złożyło, że od obwieszczenia tego komisarza w przedmiocie biernego prawa wyborczego kandydata nie przewidziano żadnej sądowej drogi odwoławczej.
Otóż dyskusja nad biernym prawem wyborczym p. Zdanowskiej ujawniła szerokiej opinii publicznej, że owa sytuacja istnienia podwójnych standardów karalności została przez ustawodawcę wygenerowana świadomie i celowo. O ile bowiem bezpośrednio po uchwaleniu w 2011 (niemal jednogłośnie i przez koalicję i przez opozycję) kodeksu wyborczego jego twórcy mogli ową kolizję norm tłumaczyć przeoczeniem, o tyle już po wyborach 2014, gdy ów akt przeszedł swój chrzest bojowy i kandydowało już wtedy na wójtów (aczkolwiek bez powodzenia) kilku  karanych kandydatów, nie można było mówić o czyjejkolwiek nieświadomości tej kolizji.
A jednak mimo tej świadomości oraz mimo postulatów ze strony piśmiennictwa i samorządowców, kolizji tej nie tylko przez cztery lata 2014- 18 nie usunięto, ani też nawet nie postulowała tego żadna z funkcjonujących partii opozycyjnych. Oczywistą przyczyną owej bierności była krótka kołdra kadrowa każdej z istniejących obecnie partii politycznych .
Opinia publiczna uświadomiła sobie zatem w 2018 roku, że cała istniejąca klasa polityczna mimo stwarzania pozorów dbałości o jakość życia publicznego chce pozostawienia dla kandydatów na najważniejsze stanowiska publiczne owej furtki, że nawet jeśli popełnią oni umyślnie poważny czyn kryminalny, to zawsze jeszcze mogą liczyć na korzystny biomet w  dniu, orzekania  powodujący, iż prokurator nie zażąda albo też  sędzia nie orzecze kary pozbawienia wolności.
A zatem, cała klasa polityczna działając zgodnie i w porozumieniu ponad podziałami nie chce, iżby stanowiska publiczne w państwie obejmowali ludzie nawet i najuczciwsi oraz najkompetentniejsi, ale politycznie nigdzie nie przynależni. A zatem godzi się ona na to, iżby te stanowiska obejmowali ludzie już nawet nie wyróżniający się poziomem etycznym ponad średnią (czego pragnie każdy uczciwy obywatel), ale także  poniżej niej. 
Uwagi obserwatorów sceny politycznej nie uszedł i ten fakt, że mimo rozdzierania szat nad kandydowaniem p. K. Zdanowskiej nikt następnie z ramienia władzy publicznej nie podjął działań w kierunku wygaszenia tego mandatu. A wszak można było tego spróbować, wskazywano ku temu art. 96 czy 101a ustawy o samorządzie gminnym, art. 189 kpc czy art. 77 ust. Konstytucji. Wg mojego przypuszczenia prób tych nie podjęto, bo w istocie nikt z publicznych graczy nie był zainteresowany wyrokiem jakiegoś niezależnie myślącego sędziego o ważności wymogu niekaralności z art. 6 ustawy o pracownikach samorządowych także i co do wójta.
Konsekwencje znamy. W obecnych wyborach parlamentarnych wystartowało już nie paru, a kilkudziesięciu kryminalistów i wielu z nich zapewne właśnie zyskało mandaty parlamentarne w majestacie prawa. A to już mogła być pigułka zbyt gorzka dla wielu wyborców. Zwłaszcza zaś dla zwolenników dotychczasowej ekipy rządzącej, karmionych twierdzeniami o jej moralnej przewadze i o jej szczerej chęci upodmiotowienia narodu. Stąd wczoraj ich relatywnie najwyższy  ubytek frekwencyjny przy wyborach.
A nawet i jeszcze rok temu, po wyborach samorządowych jesienią 2018 r   był dostateczny czas na zapobieżenie obecnej bardzo groźnej sytuacji, gdy do wyborów przystąpił  praktycznie zaledwie co piąty wyborca. Należało  wtedy dostrzec, że rozbudzone zostały nadzieje na uszanowanie praw narodu jako suwerena, m . in . poprzez liczne deklaracje padające w związku z ubiegłorocznymi obchodami stulecia odzyskania niepodległości. Należało nareszcie odważyć się obdarzać zaufaniem kompetentnych obywateli spoza wąskich kręgów politycznych akolitów.
Obecna sytuacja nie oznacza m. zd., że owa olbrzymia nie głosująca większość jest zobojętniała na sprawy publiczne. Ona jedynie utraciła zaufanie do wszystkich obecnych  uczestników sceny politycznej jako zdolnych do polepszenia standardów życia publicznego. I duża część z nich  będzie poszukiwała w dobrej wierze jakowychś rozwiązań. Co oby się zakończyło sukcesem.

                                         Stefan Płażek, Kraków 19 października 2018 r.



Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka