Blog
Cato234
Cato234
Cato234 Ceterum censeo communismum esse delendum.
0 obserwujących 9 notek 112602 odsłony
Cato234, 14 października 2010 r.

Ad vocem: Smoleńskie domino (Gazeta Wyborcza)

.SMOLEŃSK 2010.


Kolejny ciekawy artykuł z portalu smolensk-2010.pl:

 

 Dziurawe domino “Wyborczej”

 
Publikacja w serwisie: 12 October 2010
W  sobotnio-niedzielnym wydaniu “Gazety Wyborczej” ukazał się  artykuł “Smoleńskie domino”, autorstwa Wacława Radziwinowicza, napisany przy współpracy Bogdana Wróblewskiego. Sformułowano w nim tezę, iż "Katastrofa w Smoleńsku była straszną tragedią, ale typowym wypadkiem lotniczym. Załoga, szukając we mgle kontaktu wzrokowego z ziemią, zeszła za nisko i rozbiła maszynę. Stało się to nie tylko z winy pilotów".  Analiza GW – jak podkreślają eksperci od lotnictwa i zawodowi piloci – zawiera szereg błedów i dezinformacji, godzących w dobre imię załogi rządowego tupolewa.

 1) Autorzy książek o bezpieczeństwie w lotnictwie piszą, że w ten sposób dziś samoloty rozbijają się najczęściej. Katastrofom tego typu nadali nawet specjalną nazwę: CFIT, czyli “zderzenie  z ziemią w locie kontrolowanym” – to znaczy takim, w którym wszystko na pokładzie działa prawidłowo, załoga jest sprawna, a samolot rozbija się, i to najczęściej tak jak było właśnie w Smoleńsku – przy podchodzeniu do pasa startowego.
- Kontrastuje to z wypowiedzią rzecznika producenta TAWS – koncernu Universal Avionics Johna Coxa, który stwierdził, że w wyniku zdarzeń CFIT od ponad 20 lat nie rozbił się żaden samolot pasażerski z zainstalowanym TAWS. – Ponieważ obecnie każdy samolot pasażerski system ten posiada, stwierdzenie pana Radziwinowicza kompletnie dyskredytuje cały raport “Gazety Wyborczej” – podkreślają współpracujący z “Naszym Dziennikiem” eksperci od lotnictwa.

2) “Gazeta Wyborcza” opisuje lipcowe doświadczenie na symulatorze w podmoskiewskim Szeremietiewie. Autor powołuje się na Edmunda Klicha, który relacjonuje, jak to nie było już możliwości poderwania Tu-154 z 20 m, kiedy samolot nieoczekiwanie “przysiadł” i rozbił się.
- Prawdziwy Tu-154M o numerze bocznym 102 niedawno wykonał odejście w procedurze “touch-and-go” (ang. “dotknij i odejdź”). Musnął kołami pas startowy i poderwał się z 0 metra. – O nietrafności relacji pana płk. pil. dr. Edmunda Klicha świadczy natomiast oficjalna instrukcja obsługi samolotu, gdzie czytamy, iż w czasie podejścia do lądowania można go bezpiecznie poderwać z wysokości nie mniejszej niż 10 m – dodaje w rozmowie z naszą redakcją dr Tadeusz Augustynowicz, koordynator lotnisk wojskowych i wieloletni pracownik PLL LOT, menedżer Cargo Terminal London Heathrow Airport.

3) Autor “Smoleńskiego domina” w swoim artykule cytuje także rzekomego pilota 36. pułku – pana “Michała”, który bezpodstawnie oskarża kpt. Arkadiusza Protasiuka i pozostałych pilotów 36. pułku o brak szkolenia symulatorowego w sytuacjach awaryjnych.
- Autor całkowicie zapomina, że kpt. Protasiuk uczestniczył w szkoleniach w powietrzu, a także w treningach sytuacji kryzysowych. I to nie w przestarzałym moskiewskim trenażerze, lecz realnie – w prawdziwym samolocie. Na marginesie można zaznaczyć, że właśnie w tym, który uległ później katastrofie.

4) Arek nie uczestniczył nigdy w testach na symulatorach jako dowódca załogi Tu-154. Był jedynie na tych treningach jako drugi pilot i nawigator – utrzymuje “informator” “GW”.
- Nie jest prawdą, jakoby kpt. Protasiuk nie przechodził szkolenia symulatorowego jako dowódca załogi. – Przeszedł je w roku 2010 na symulatorze lotu w Szwajcarii, gdzie miał okazję sprawdzić swoje umiejętności właśnie w lewym fotelu, przećwiczyć współpracę z drugim pilotem – ppłk. dypl. Robertem Grzywną, tym samym, który zginął, wykonując lot do Smoleńska – podkreślają nasi eksperci. Dodają, że w czasie tego szkolenia przećwiczona została także problematyka odejścia na drugi krąg i reakcji na komendy systemu TAWS (praktycznie takiego samego, jaki znajdował się na wyposażeniu rządowych maszyn Tu-154).

5) Autor “Smoleńskiego domina” sugeruje ponadto, że płyta w Smoleńsku bardziej przypomina lądowisko niż tradycyjne lotnisko.
- Doktor Tadeusz Augustynowicz zauważa jednak, że przykład ten ewidentnie pokazuje, iż redaktor Radziwinowicz nie jest specjalistą ds. lotnictwa, a podjęte przez niego próby ujęcia tych zagadnień we własne schematy mogą co najwyżej wywołać uśmiech u znawców tematu. – Pas startowy w Smoleńsku ma długość 2,5 km i szerokość 50 metrów. Takich wymiarów nie powstydziłby się niejeden międzynarodowy port lotniczy – mówi.

6) Siewiernyj jest wyposażony w przestarzały system naprowadzania – radar nieprecyzyjnego podejścia do lądowania oraz dwie mało precyzyjne radiolatarnie wskazujące załogom zbliżających się maszyn kurs w kierunku pasa startowego.
- Dziennikarze “GW” to prawdziwi prekursorzy lotnictwa! Liczba nowych pojęć, o jakich nie śniło się żadnemu pilotowi na świecie, jest wprost zniewalająca. Czytamy chociażby o “radarze nieprecyzyjnego podejścia”, urządzeniu, które istnieć może co najwyżej na dachu redakcji “Gazety Wyborczej”, bo z pewnością nie na żadnym lotnisku.

Opublikowano: 14.10.2010 00:44.
Autor: Cato234
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem konserwatystą i demokratą. W sferze ekonomicznej - liberałem. Zawodowo zajmuję się biznesem. Prywatnie - politykuję. Poza tym zajmuję się rodziną, literaturą, filmem i sportem.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Panie Krzysztofie, W dwugłosie Pana i Pana Igora Janke racja leży zdecydowanie po...
  • @All A pamiętacie rodzinę jednego z oficerów BORu, która najpierw potwierdziła, że żona...
  • @autor, @all Ten film powinien zobaczyć każdy Polak. Czytelnicy GW i widzowie TVN nawet...

Tematy w dziale