Blog
Cato234
Cato234
Cato234 Ceterum censeo communismum esse delendum.
0 obserwujących 9 notek 112414 odsłon
Cato234, 15 października 2010 r.

Ad vocem: "Ujawnijcie, jak umierali".

 

.SMOLEŃSK  2010.

 

Kontrowersje wokół artykułu z Gazety Polskiej 

 

 Hieny czy poszukiwacze prawdy?

Na wstępie zaznaczę jasno: nie jestem fanem Gazety Polskiej. Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś przyjdzie mi, częściowo choćby, bronić artykułów z tego pisma.

Znajduję dziś w Salonie24 pełne oburzenia głosy dotyczące artykułu „Ujawnijcie, jak umierali!” autorstwa Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego z dn. 12.10.2010. Sięgnąłem więc do źródła, i przeczytałem rzeczony tekst: http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/54/3752.

Misiak i Wierzchołowski rozważają możliwości przeżycia katastrofy samolotu prezydenckiego przez część pasażerów. W tekście pojawia się informacja na temat rozmowy jaką – według anonimowego dziennikarza – jeden z oficerów BOR miał odbyć ze swoją żoną, przez telefon komórkowy,  tuż po wypadku tupolewa. Dziennikarze Gazety Polskiej, weryfikując tą wiadomość, dotarli do małżonki owego BOR-owca i jego brata, którzy zaprzeczają obecnie, że jakakolwiek rozmowa telefoniczna po katastrofie miała miejsce. Fakt ten został wyraźnie zaznaczony w tekście.

Artykuł nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia. Jest średnio profesjonalny  (ujmując rzecz eufemistycznie), dziennikarsko nie do końca  rzetelny, przede wszystkim zaś powtarza plotki niesprawdzone lub niemożliwe obecnie do sprawdzenia. Autorzy stawiają pewną tezę, potem wskazują na rzekomy dowód na jej potwierdzenie, a potem stwierdza ją, że przeprowadzona weryfikacja dowodu tego nijak potwierdza. To dość mało logiczny sposób uprawiania dziennikarstwa.  Nie można całkowicie wykluczyć, że w hipotezie stawianej przez GP jest ziarno prawdy – trzeba tylko uczciwie przyznać , że dziennikarzom Gazety Polskiej nie udało się tego w żaden sposób wykazać.

Wydaje mi się jednak, że główne intencje dziennikarzy Gazety Polskiej było następujące: postawienie hipotezy, że część pasażerów przeżyła katastrofę (jako tezy subsydiarnej do tezy zamachu) oraz nagłośnienie wezwań do ujawnienia billingów pasażerów Tu-154. Możliwość przeżycia katastrofy przez część jej ofiar wpisuje się również w doniesienia, które wszyscy usłyszeliśmy kilka minut po katastrofie: media poinformowały nas, że według naocznych świadków z katastrofy ocalały co najmniej trzy osoby. Osoby te miały przeżyć wypadek i zostały wywiezione przez karetki pogotowia. Słynny amatorski film 1:24 nakręcony tuż po katastrofie, zdaniem wielu osób, również wskazuje na możliwość przeżycia wypadku przez część ofiar – choć nie brak i krytyków takich też, określanych często jako „teorie spiskowe”.

Aby rozwiać część wątpliwości wystarczyłoby ujawnić pełne billingi ofiar katastrofy, wraz z informacjami o logowaniu się telefonów do konkretnych stacji BTS. Wnioskuje o to również córka posła Wassermanna. To bardzo rozsądne żądanie, zwłaszcza w kontekście informacji podanej wczoraj na konferencji prasowej przez prokuratora Seremeta, że przynajmniej 19 telefonów uczestników feralnego lotu było włączonych tuż przed katastrofą i/lub po niej (a dokładnie, że tyle komórek zalogowało się do sieci rosyjskich operatorów). Nie chce mi się wierzyć, by aż tyle osób zignorowało ważną zasadę bezpieczeństwa lotów, i w ogóle nie wyłączało telefonów, zwłaszcza w fazie lądowania, gdy bezwzględnie należy wyłączyć wszystkie tego rodzaju urządzenia elektroniczne w kabinie pasażerskiej. Czyżby włączyli telefony tuż przed katastrofą? To wskazywałoby, że na pokładzie działo coś nadzwyczajnego. Może to, teoretycznie,  wskazywać na awarię samolotu, z której pasażerowi zdawali sobie sprawę lub też, że niektóre osoby przeżyły wypadek i po nim włączyły swoje telefony. Taką hipotezy postawiła także w tym zakresie sejmowa komisja Macierewicza. Weryfikacja tych informacji jest niezwykle prosta dla polskiej prokuratury, nie wymaga żadnego współdziałania ze strony służb rosyjskich. Uważam, że wynik tej weryfikacji powinien zostać upubliczniony dla rozwiania wszelkich  wątpliwości w tym zakresie.

Zakładam, że taka była intencja autorów artykułu w Gazecie Polskiej. Wyszło im nie najlepiej, przyznaję, ale okrzyki oburzenia wydają mi się mocno przesadzone i nie zawsze szczere. Przeczytałem notki  „Ujawnijcie, jak żeście to pisali !!!” czy „Hiena Gazeta Polska”, przeczytałem niektóre komentarze, gdzie aż roi się od określeń „gnidy”, „sk...syny”, „hieny”.  To jakiś zmasowany, bezprzykładny atak, ostrzejszy nawet niźli w przypadku najbardziej ohydnych manipulacji lewicowych mediów. Przesadzacie, Panie i Panowie. Apeluję o rozsądek, spokojna refleksję  i odrobinę umiaru w ferowanych wyrokach. Dziennikarze GP są szczególnie krytykowani za rozmowę z rodziną zmarłego oficera BOR, za zakłócanie spokoju w czasie żałoby. To delikatna kwestia, ale każdy przyzna chyba, że kontakty mediów z rodzinami ofiar, rozmowy i wywiady po katastrofie smoleńskiej nie należą do rzadkości.  Wszystko zależy od intencji dziennikarzy. Jeśli jest nią szukanie prawdy, z pewnością rodziny ofiar nie będą im miały tego za złe.

Staram się sprawiedliwie ocenić to, co przeczytałem w tekście Misiaka i Wierzchołowskiego. Moja ocena nie jest jednoznaczna. Artykuł ma wiele wad. Nieudolność –  tak. Powtarzanie niesprawdzonych plotek –  tak. Brak dziennikarskiego profesjonalizmu –  tak. Brak wyczucia w rozmowach z bliskimi ofiar – zapewne również.

Ale nie zgadzam się na przypisywanie autorom działania z najniższych pobudek. Zakładam raczej, że celem było właśnie poszukiwanie prawdy, nie zaś zwiększenia nakładu ich pasma. Nie dostrzegam tutaj działania umyślnego, jakiejś rażącej nierzetelności, złamania etyki dziennikarskiej czy dokonanej  z premedytacją manipulacji. To zupełnie inna kategoria winy, niż profesjonalne macherstwo „dziennikarzy” Gazety Wyborczej, TVN24, czy TokFM. Tam prawie nie znajdziemy tego rodzaju oczywistych, głupich wpadek (choć ostatnio, i to im się zdarza jakby częściej, jak choćby wpadka z przeinaczeniem wypowiedzi Kaczyńskiego).

W sztandarowych mediach polskich „elit” kłamstwo i manipulacja są alfabetem dziennikarskiego warsztatu. Każda wiadomość oceniana jest przez pryzmat ideologicznych celów. Jak mawiał Goebbels, ludzie wierzą tylko w wielkie kłamstwa. Sztaby fachowców od manipulacji, propagandy i socjotechniki pracują nad urabianiem widzów i czytelników. Tam się sprawuje prawdziwy rząd dusz. Dziennikarze GP są tej konkurencji bez szans – wyglądają jak chłopcy z zapałkami w porównaniu do komandosów specnazu.

 

Opublikowano: 15.10.2010 16:04.
Autor: Cato234
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem konserwatystą i demokratą. W sferze ekonomicznej - liberałem. Zawodowo zajmuję się biznesem. Prywatnie - politykuję. Poza tym zajmuję się rodziną, literaturą, filmem i sportem.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Panie Krzysztofie, W dwugłosie Pana i Pana Igora Janke racja leży zdecydowanie po...
  • @All A pamiętacie rodzinę jednego z oficerów BORu, która najpierw potwierdziła, że żona...
  • @autor, @all Ten film powinien zobaczyć każdy Polak. Czytelnicy GW i widzowie TVN nawet...

Tematy w dziale