Blog
Cato234
Cato234
Cato234 Ceterum censeo communismum esse delendum.
0 obserwujących 9 notek 112517 odsłon
Cato234, 25 października 2010 r.

Prawda o katastrofie smoleńskiej

.SMOLEŃSK 2010.

 

Czy internauci mogą pomóc wyjaśnić tragedię smoleńską?

 

Jak na razie oficjalna, jedynie słuszna wersja brzmi: błąd pilotów. Być może wywołany presją Prezydenta lub jego otoczenia. Koniec kropka. Prokuratura nie sprawdza nawet możliwości awarii awarii tupolewa – wszak prawie od razu wykluczono tę wersję. Od pierwszych wiadomości tuż po wypadku aż po przekazany raport MAK-u stale jedna i ta sama wersja: błąd polskiej załogi. O zamachu nie chce nikt słyszeć. Kto mówi o ewentualnej odpowiedzialności Rosjan czy polskiej strony rządowej ten niewiarygodny fantasta. Kto rozważa hipotezę zamachu – ten oszołom, moher i faszysta. W mediach i w internecie trwa wojna o prawdę w sprawie katastrofy smoleńskiej.

 

Jeśliby jednak na chwilę roboczo założyć, że hipoteza zamachu na rządowy samolot  z Prezydentem RP na pokładzie jest prawdziwa, i z tym założeniem spojrzeć na tę medialną wojnę – to dostrzec można jeszcze jeden wymiar, który być może umyka naszej uwadze. Na początek, przyjrzyjmy się siłom przeciwników. Po jednej stronie mamy "mainstreamowe" media, najpopularniejsze dzienniki, największe stacje telewizyjne, poczytne tygodni, znanych dziennikarzy i poparcie rządu. I pełną blokadę informacyjną na temat katastrofy smoleńskiej, ocean manipulacji, półprawd i kłamstw. Po drugiej stronie odnajdziemy „Rzeczpospolitą", internet, i – czasem dalekie od profesjonalizmu – „Nasz Dziennik”, „Gazetę Polską” oraz rozgłośnię toruńską ze wszystkimi swoimi wadami. I próby szukania prawdy. Na pierwszy rzut oka wynik tej batalii o świadomość Polaków jest przesądzony, to niczym walka Dawida z Goliatem. Ale jest jeden czynnik wyrównujący szanse: to internet, internauci, blogerzy, którzy są w obozie prawdy. Internet może zmienić ten niezwykle niekorzystny układ sił. W dobie internetu coraz trudniej jest ukryć prawdę.

Wróćmy teraz na moment do hipotezy (powtarzam, hipotezy, bo obecnie zweryfikować tego nie sposób), że Prezydent Lech Kaczyński wraz całą delegacją smoleńską zginęli w wyniku zamachu. Jeżeli tak by było naprawdę, to gdzieś są jego sprawcy. Zapewne należałoby ich szukać w Moskwie, choć nie jest to hipoteza jedyna. Być może, ich współpracownicy również znajdują się w Polsce. Najbardziej naturalnym sojusznikiem byłyby zapewne struktury dawnego WSI, choć niewykluczone, że – idąc dalej tropem tej hipotezy – popleczników sprawców zamachu należałoby szukać, być może, wśród bardziej jawnych, zażartych przeciwników Prezydenta Kaczyńskiego. Nie można wykluczyć, że nigdy nie poznamy prawdy. Ale, zakładając teorię zamachu, jego sprawcy zapewne w podobny sposób postrzegają układ sił w tej bitwie. Gdyby nie internet, już dawno pewni by byli zwycięstwa. Mieliby miażdżącą przewagę sił. Internet nie jest jednak ich. Nie wystarczy zatrudnić kilkudziesięciu etatowych „komentatorów” zamieszczając te same antykaczyńskie wpisy na onecie, gazecie czy interii. Po 10.04 internet nie jest już taki sam. Doszło do ważnego przełomu w świadomości wielu internautów. Szukanie prawdy stało się „trendy”. Setki, albo tysiące osób poświęca swój czas, analizując dostępne nagrania, zbierając i porównując dowody. To coś podobnego do „chmury obliczeniowej”, „cloud” w informatycznym znaczeniu tego słowa: bardzo wielu rozproszonych śledczych, nawet jeśli są amatorami lub półamatorami, może okazać się równie efektywnymi, jak dziesięcio- czy dwudziestoosobowy zespół profesjonalistów. To wszystko jest możliwe jedynie w dobie internetu, gdy dostępność wszelakich informacji jest wręcz niebywała, nieporównywalna z niczym, co znamy z przeszłości. Zdjęcia, zdjęcia satelitarne, relacje świadków, filmy, dane meteorologiczne, dane techniczne na temat budowy samolotów, wyposażenia lotniska, analizy innych katastrof lotniczych, zamachów terrorystycznych, bomb i materiałów wybuchowych, programy do obróbki zdjęć i dźwięku, a przede wszystkim olbrzymia ilość wiedzy fachowej z zakresu lotnictwa, fizyki, mechaniki czy badań wypadków lotniczych – to wszystko jest dziś dostępne za jednym kliknięciem myszką. Oczywiście nie twierdzę, że dzięki internetowi każdy amator stanie się w kilka godzin ekspertem lotniczym. Przeciwnie, przestrzegałbym przed taką nadmierną pewnością siebie. Twierdzę jednak, że tysiące internautów, spośród których część jest wszak fachowcami z dziedzin, które są niezbędne w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej (inżynierowie, konstruktorzy, fizycy, meteorolodzy, piloci), a więc, że ta rzesza internautów wymieniających się informacjami i działających wspólnie, może w efekcie stanowić swoistą "masę krytyczną", realny potencjał intelektualny zdolny do znalezienia prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej. A przynajmniej do weryfikacji wersji, które są nam przedstawiane oficjalnie.

Jest to potężna siła, której nikt rozsądny nie powinien lekceważyć. Wiedzą o tym również przeciwnicy prawdy. Dlatego „druga strona” stosuje w internecie broń, która już wielokrotnie przynosiła im zwycięstwo: kpinę, ośmieszanie, wskazywanie na „obciachowość” poglądów innych niż jedynie słuszne. Próby ośmieszania hipotez dotyczących katastrofy smoleńskiej są niezwykle łatwe. Na początek przypina się im etykietę „teorii spiskowych” i „mitów”. Potem ich autorów nazywa się klasycznie „oszołomami” lub nowocześniej „młodymi wyznawcami fantastycznych hipotez”. Kolejny krok to działania aktywne. Aby ośmieszanie było skuteczniejsze, należy samemu zacząć fabrykować nowe teorie, nowe mity i hipotezy. Dlatego też pojawiają się fałszywe tropy, rzekome fakty, informacje i dowody. A potem się okazuje, że wskazywany na początku autor słynnego filmu, rzekomo zasztyletowany w Kijowie, jednak żyje. Że Edmund Klich, który powiedział coś na temat możliwości przeżycia samej katastrofy przez niektóre wypowiedzi w wywiadzie dla gazety „Młody Konsomolec”, nie tylko nie wypowiedział takich słów, ale i w ogóle taka gazeta nie istnieje. I tak dalej, i tak dalej...

Specjaliście z dawnego WSI są mistrzami tych gier.

Apeluję do wszystkich dziennikarzy, blogerów i zwykłych użytkowników internetu – do wszystkich, którym zależy za ujawnieniu prawdy o katastrofie smoleńskiej – uważajcie na rzekome dowody, fałszywe tropy, niesprawdzone hipotezy. Im będziemy silniejsi, tym takie kukułcze jaja będą się pojawiać częściej. Jeśli w hipotezach na temat zamachu czy choćby odpowiedzialności Rosjan za katastrofę jest jakieś ziarno prawdy, to ze wschodu będzie płynąć szeroka rzeka dezinformacji, która ma zniweczyć naszą pracę.

Opublikowano: 25.10.2010 19:20.
Autor: Cato234
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem konserwatystą i demokratą. W sferze ekonomicznej - liberałem. Zawodowo zajmuję się biznesem. Prywatnie - politykuję. Poza tym zajmuję się rodziną, literaturą, filmem i sportem.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Panie Krzysztofie, W dwugłosie Pana i Pana Igora Janke racja leży zdecydowanie po...
  • @All A pamiętacie rodzinę jednego z oficerów BORu, która najpierw potwierdziła, że żona...
  • @autor, @all Ten film powinien zobaczyć każdy Polak. Czytelnicy GW i widzowie TVN nawet...

Tematy w dziale