Edam Edamski, Sekretarz, wypełniał kolejny kwestionariusz. Co i rusz spoglądał na Rysia, bezmyślnie spoglądającego na małego pajączka idącego po ścianie. Nagle drzwi od toalety otworzyły się gwałtownie. Klucha niemalże wyskoczył krzycząc wściekle:
- Co to jest?
Edamski spojrzał na drzwi. Od wewnątrz wisiał mały obrazek, nie mógł jednak dojrzeć, kogo przedstawia.
- Rysiu? Wiesz coś na ten temat?
Edamski przysiągłby, że z głowy Rysia trochę sie zadymiło, kiedy oderwawszy z trudem wzrok od stworzonka zamyślił się, po czym odrzekł:
- Maryja.
- Zwariowałeś? Maryja? W sraczu? - zdumiony zapytał Edamski.
- To nie Maryja, przyjrzyj sie dobrze - rzekł Klucha. Edamski spojrzał uważniej. Twarz była ewidentnie męska.
- Mówię przecież, że Maryja - oburzył się Rysiu. - Zalecenie było.
- Maryja? U nas? Czyś ty, Rysiu, zdurniał do reszty?
- Toż pisze przecież - Rysiu wyciągnął kartkę, chwilę obracał ją w rękach po czym podał Edamskiemu. - Zalecenie takie, że ma być Maryja na obrazku w każdej ambasadzie. I pomieszczeniu użyteczności publicznej.
- Ale toalecie?
- Publiczna przecież. A jaka użyteczna! - Rysiu spojrzał na Sekretarza z iście szwejkowską czułością. Edamski wziął kartkę, spojrzał uważnie i westchnął. Podał ją Rysiowi mówiąc:
- Czytaj. Tu.
Rysiu uśmiechnął się głupkowato. Czytanie nie było jego najmocniejszą stroną, toteż rozkręcał się bardzo powoli.
- Bro... Bro... Ni... Sław... Ma... ry... ja...
- Maria, durniu, Maria! Bronisław Maria! Prezydent nasz!
- O matko, a kogo zdjęcie ja powiesiłem? - zaskoczony Rysiu spojrzał na drzwi toalety. Edamskiemu w tym momencie wszystko opadło. Faktycznie, na drzwiach kibelka wisiało zdjęcie prezydenta.
- Cholera, myślałem, że ty powiesiłeś portret religijny.
- Jaka religia, taka Maria - filozoficznie zauważył Rysiu. Edamski spojrzał na niego zdumiony. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, kiedy nagle otworzyły się drzwi i wszedł, a raczej wtoczył się Łysy. Ledwo go poznali - twarz była opuchnięta, oczy podsiniaczone a liczba zębów zmniejszyła się o dwa.
- Łysy, gdzieś ty był?
- Pod pałacem - wycharczał Łysy i wypluł kolejnego zęba.
- Mecz? Liga przecież nie gra?
- Krzyż mieliśmy usuwać. Ale tamci siły zmobilizowali, z dziesięciu sam położyłem, ale kupa ich była.
- Księży? - zainteresował się Klucha.
- Nie, księża byli z nami.
- I też dostali wycisk niczym Wisła w Karabachu?
- No nie pomogli, nie pomogli. Stali tylko, a tamte nas tłukły.
- Jakie tamte?
- No te, no... - Łysy zaczerwienił się.
- Nie kręć mi tu! Kto ci bańki spuścił?
- Dziesięciu ich było, jak Boga...
- Łysy! - ryknął Klucha, a Edamski zarechotał.
- Przyznaj, że babcie ci tyłek skopały?
- A bo laski miały - zdenerwował się Łysy. - I różańce ofensywne, i krzyże bojowe. A jak ruszyły z "Barką" na ustach to połowę policjantów momentalnie wywiało. Z flanki nas wzięły i było po zawodach.
- Babcie? - dotarło do Rysia. - Łysy, babcie?
- A weźcie wy się wszyscy od... - resztę wypowiedzi zagłuszył trzask drzwi.
Kiedy już się wszyscy wyśmiali, Edamski zapytał:
- Ale co z tym krzyżem?
- Wiesz, Edam, ja bym go jednak zostawił jako świadectwo cudu - rzekł Klucha.
- Cudu? A jaki tam cud był? - sceptycznie zapytał Edamski.
- No bo pomyśl - babcie, te babcie które nie potrafią jednego przystanku w autobusie na stojąco przejechać, zmiotły z powierzchni ziemi przeważające siły przeciwnika. Widziałeś kiedyś Łysego w takim stanie?
Edamski pokiwał z zadumą głową.
- Iście, cud to. Zostawmy Bogu, co boskie. A ty gdzie! - krzyknął.
Rysiu, chowając za plecami młotek, gwóźdź i krzyżyk odszedł od drzwi toalety i kłaniając się co chwila zniknął za drzwiami.
--------------------------------
Poprzednia część:http://familie.pl/Blogi-11-57/b218p5255,Edamski-i-spolka-cz-II.html


Komentarze
Pokaż komentarze