Automat. Zwykły automat, taki jak te często spotykane w sklepach, sprzedające gumę do żucia czy piłeczki z chińskim badziewiem. Wrzucasz pieniążek i masz towar. Szybko, sprawnie i bez kłopotu. Cóż więc stoi na przeszkodzie, by w ten sam sposób sprzedawać dopalacze?
Oczywiście nie za pieniądze, wrzucane do automatu, bo byłoby to złamaniem ustawy. Cała procedura kupna odbywa się poprzez SMS lub online na serwerach w innym kraju. Po opłaceniu rachunku otrzymuje się kod, na podstawie którego właściciel punktu sprzedaży, w którym stoi taki automat, wydaje specjalny żeton. Właściciel interesu twierdzi, że to legalne, gdyż sprzedaż ma miejsce poza granicami naszego kraju - u nas dochodzi jedynie do odbioru przesyłki. Posiadacz żetonu wrzuca go do maszyny, wyciąga woreczek kolekcjonerski i spokojnie może udać się kolekcjonować.
Po szeroko zakrojonej akcji antydopalaczowej wydawało się, że społeczeństwo jest przeciwne sprzedaży tego typu produktów. Wystarczyło jednak ogłoszenie o możliwym obejściu obowiązujących przepisów, by w ciągu kilku dni chęć sprzedawania dopalaczy z automatu wyraziło 400 właścicieli barów, sklepów czy stacji benzynowych. Wspólny front walki z środkami odurzającymi okazał się tylko iluzją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)