No i nie udało się. Ale przyznajmy obiektywnie – szanse były znikome.
Czy Tomasz Adamek mógł pokonać najlepszego obecnie pięściarza świata w wadze ciężkiej? Już pierwsza runda pojedynku pokazała, że nie. Nawet w wadze ciężkiej, o której mówi się, że jeden cios potrafi rozstrzygnąć walkę, są jednak bariery nie do przeskoczenia. Prezentacja zawodników w ringu dobitnie ukazała różnicę dzieląca obu pięściarzy. Potężny, wysoki Kliczko zdawał się być gigantem na tle malutkiego Adamka. Potwierdziła to zresztą pierwsza runda, po której Adamek schodził z rozpaczą w oczach, a Kliczko uśmiechał się pod nosem. On już wiedział…
Czy Adamek przegrał tę walkę? Sportowo – oczywiście tak. Ale też wiele zyskał, co może zaprocentować w przyszłości.
Pokazał, że jest rzeczywiście „Góralem”. Wyszedł na ring i walczył do końca, a po walce przyznał, że był po prostu słabszy. Zrobił, co mógł i to było widać. Zasłużył na brawa i na szacunek wspanialej publiczności we Wrocławiu i setek tysięcy widzów przed TV. W przeciwieństwie do pewnego czarnoskórego napinacza, który winą za porażkę obarczył bolący paluszek.
Bracia Kliczko to w tej chwili zupełnie inna liga dla reszty bokserów wagi ciężkiej. Dopóki będą dzierżyć pasy mistrzowskie, dla tzw. „małych ciężkich” raczej nie ma szans, by powalczyli o jakiś tytuł. Myślę, że Adamek teraz powalczy z jakimś słabszym przeciwnikiem dla odbudowy samopoczucia, po czym wróci na ring, by stoczyć walkę z kimś z czołówki rankingu. Powietkin, Szagajew, Haye? W przyszłym roku mogą stanąć naprzeciw Polaka.
Adamek nie zamknął sobie drogi do pasa mistrzowskiego. Trochę ją wydłużył, ale wierzę, że góralski charakter i niezmordowana wola walki da mu upragniony sukces.
Zasłużył na to całkowicie.


Komentarze
Pokaż komentarze