Niejednokrotnie słyszeliśmy o nadchodzącej epidemii COVID-19 w kontekście sezonowych zachorowań na grypę. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, wczesne objawy zakażenia wirusem SARS-CoV-2 przypominają objawy grypy: podwyższona temperatura ciała, suchy kaszel, bóle głowy, bóle mięśni, poczucie rozbicia, zmęczenie. Są to tzw. nieswoiste symptomy chorobowe, które mogą pojawić w przypadku różnych zakażeń, także bakteryjnych, do których dochodzi drogą wziewną.
Po drugie, grypę – wirusową chorobę górnych dróg oddechowych - kojarzy niemal każdy. Grypa co roku pojawia się w Polsce w okresie jesienno- zimowym. Nie ma chyba osoby, która w swoim życiu nie przeszła grypy i nie miała licznych znajomych, którzy też na nią chorowali. I przeżyli. Nie mieli jakiś dotkliwych powikłań, w większości też nie wymagali hospitalizacji.
Oswoiliśmy się z grypą. Liczba zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę w Polsce w sezonie wrzesień – sierpień w poprzednich dwóch latach wyniosła 4,8 i 5,8 milionów. Dane na ten temat, od wielu lat, zbiera Państwowy Zakład Higieny, meldunki epidemiologiczne są ogólnie dostępne na stronach tej instytucji [http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/grypa/index.htm] . Szczyt zachorowań w Polsce przypada na miesiące luty/ marzec [http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/grypa/Ryc_4.jpg]. Od 1 do 5 na 1000 osób, które zachorowały umiera. W 90% są to osoby powyżej 60. roku życia.
Informacje te, gdzieś do końca lutego, były stale przytaczane przez różnych ekspertów (i dziennikarzy) przy niemal każdej dyskusji o możliwych skutkach epidemii wywołanej nowym koronawirusem.
Przekaz, jaki docierał do większości ludzi brzmiał więc mniej więcej w tak: nie ma co się przejmować jakimś koronawirusem, u nas jest grypa, a przecież z tego powodu nikt nie załamuje rąk.
Tymczasem informacje te należy odczytywać zupełnie inaczej. Kluczem jest słowo POMIMO.
POMIMO, że:
1) wirus grypy i przebieg choroby jest znany od dawna;
2) znamy rezerwuar wirusów grypy w przyrodzie; rozumiemy mechanizmy warunkujące ich zmienność
3) mamy światową sieć PIP (Pandemic Influenza Preparedness Framework), który stale monitoruje pojawianie się nowych wariantów wirusa grypy, a także zapewnia procedury udostępniania próbek wirusa w celach badawczych;
4) mamy skuteczne szczepionki przeciw grypie;
5) dysponujemy lekami (np. Oseltamivir), które skutecznie hamują wnikanie wirusa grypy do komórek ludzkich oraz uwalnianie się potomstwa wirusów z zainfekowanych komórek, co hamuje jego dalsze rozprzestrzenianie się w tkankach.
mamy nadal w Polsce, co roku, setki tysięcy zachorowań na grypę sezonową i kilkadziesiąt zgonów.
Na starcie, w przypadku nowego koronawirusa nie mamy właściwie niczego. (Zadziałała na szczęście procedura udostępniania próbek i informacji o wirusie wypracowana w ramach PIP.)
Stałe porównywanie go z grypą w celu uspokajania opinii publicznej było błędem, za który możemy zapłacić wszyscy.
Żaden system opieki zdrowotnej nie jest zaplanowany na epidemię o takiej skali.
Dlatego, scenariusz rozwoju wypadków w naszym kraju zależy od NAS WSZYSTKICH. Tylko dzięki samodyscyplinie uda się spowolnić falę zachorowań, tak, by osoby wymagające pomocy lekarskiej, miały do niej dostęp.
544
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (13)