0 obserwujących
32 notki
77k odsłon
  2946   0

Śniadanie - notka TYLKO dla mężczyzn

Być kobietą to uwielbiać również śniadania przygotowywane przez mężczyznę. Taki mały męski wysiłek kuchenny, najlepiej w sobotę lub niedzielę, działać potrawi cuda, szczególnie jeśli nie zaczęsto dotychczas kręciłeś się po tym najcieplejszym miejscu w domu. Panowie - zróbcie swoim Kobietom śniadanie w weekend. Nie musi być podane do łóżka, naprawdę! Po prostu w piątek (dziś) w drodze z pracy kup skladniki i wstań następnego dnia nieco wcześniej niż zwykle. Czasem wystarczy 30 minut na mile rozpoczęcie dwóch dni wypoczynku. Nawet jeśli chwile później twoja Kobieta utknie w kuchni na resztę dnia przygotowując trzydaniowy obiad i proszone przyjęcie na 20 osób. A potem... potem zrób z tego tradycję - przynajmniej w jeden dzień w każdy weekend krzątaj się o poranku stukając garnkami. Piękna melodia :)

W weekendowe poranki jest mi fantastycznie. Nieistotne o której i co mnie budzi, z rzadka jest to "poczucie obowiązku", czyli konieczność zrobienia śniadania. W sobotnie i niedzielne poranki jest święto w domu - jadam same pyszności, mogę wybierać i przebierać w repertuarze śniadaniowym i nic, ale to nic nie muszę robić!  (no może czasem ubić śmietanę).  W dni wolne od szkoły i pracy  w kuchni rządzą chłopaki - pierwszy posiłek dla całej rodziny już od lat przygotowują sami. Och, naprawdę jest fantastycznie!


Po przebudzeniu, nawet dużym palcem u nogi nie sprawdzam temperatury w pokoju, leżę zakopana w kołdrze, sięgam do stolika nocnego po ulubioną książkę, włączam coś miłego do słuchania o poranku i czekam. Bardzo dobrze smakują mi poranki ze Stacey Kent mmmm posłuchajcie tego cudnego głosu w jednym z moich ulubionych, pozytywnie nastrajających utworów...

(teraz niżej klik na strzałeczce)....

Słucham i czekam. Takiego niczym nie zmąconego spokojnego oczekiwania mam mniej więcej godzinę, od chwili, gdy panowie wstaną. Z daleka słychać pobrzękiwanie patelni, szum włączanego miksera, rozstawianych na stole talerzy, szklanek, sztućców. Niedługo potem dochodzą do mnie smakowite zapachy - smażonych french toastów, podpiekanej bagietki do jajek na miękko (tak tak tych dwu-żółtkowych!), pieczonych lekuchnych jak piórko gofrów, podsmażanych  naleśników z serem lub konfiturą. Czasem jest to nasza wersja "śniadania angielskiego", czyli jajka sadzone z chrupiącym bekonem, podsmażanymi pomidorami i zrumienionymi pieczarkami, albo Schellerowe "jajka w kondonie", ale najczęściej są to amerykańskie pancakes mmmmpyszne!

Smak prawdziwych amerykańskich "pancakes" poznałam nie w Stanach, gdzie byliśmy przez kilka tygodni -naście lat temu, ale w pewnym, wówczas słynnym amerykańskim hotelu, w którym pracowałam w czasie studiów. "Pancakes", tłumaczy się jako "naleśnik", ale te małe żółte placuszki nijak nie przypominały swojskich cienkich placków, w które mama zawijała przeróżne farsze. To małe coś było lekuchne, mięciutkie, słodkawe i tak fantastycznie smakowało z syropem klonowym! uuuuuu bosko! Najbardziej lubiłam pracować na porannej zmianie, gdzie ze śniadaniowej restauracji zapach pakcakesów rozchodził się po całym piętrze. Ale były one też przygotowywane dla pracowników w naszej stołówce. Pycha!


Amerykańskie pancakes

Kilka lat temu natknęłam się na przepis, który po wypróbowaniu okazał się najbardziej zbliżony do znanego nam "oryginału". Powiadam Wam - na takie śniadania warto czekać cały tydzień!  Lekkie, puszyste,  rozpływające się w ustach. Doskonale smakują ze szklanką świeżego soku pomarańczowego lub zimnego mleka. Najlepsze są oczywiście z syropem klonowym, ale lubimy też do nich miód gryczany lub wrzosowy i wszystkie dżemy, konfitury i powidła, które akurat mam w spiżarni. Z patelni nie schodzą idealnie równe, w owalnych kształtach. Powstają z nich bałwanki, motylki, ludziki - co tylko fantazja kuchcikom podpowie. Wszystkie jednak smakują tak samo fantastyczne. Dla nas amerykańskie pancakes to taka rodzinna śniadaniowa tradycja :) 

2 jajka - używam dwu-żółtkowych o wadze 85-95g każde
340g mleka
75g rozpuszczonego masła
3 łyżeczki proszku do pieczenia
75g cukru
szczypta soli
320g mąki

syrop klonowy do polania

Wymieszaj mokre składniki i dodaj przesianą mąkę. Wylewaj łyżką do zupy niewielkie placuszki i smaż na suchej patelni naleśnikowej na małym ogniu do lekkiego zezłocenia. Zanim przewrócisz placuszka na drugą stronę, powinny popękać wszystkie bąbelki, które powstają w trakcie smażenia, a jednocześnie placuszek odpowiednio podeschnie - trwa to ok 2 minut. Potem jeszcze dosłownie 2 minuty na drugiej stronie i gotowe :) Podawaj polane syropem klonowym lub płynnym miodem. Albo.... jedz z czym chcesz :)   Smacznego ...

Schellerowe jajko w koszulce na chrupiącej grzance

Kurt mówi na nie "jajko w kondomie" :0) prawda, że uroczo? Ile razy zdarzało Wam się gotować jajko wrzucając je do wrzącej wody z octem, zbierać szybko białkowe fafluny, żeby jajko ładnie się prezentowało i nabrało jako takiego kształtu? Ja nie jestem zawodowym kucharzem, ani nawet "mistrzynią patelni", ot lubię gotować szybko, w miarę sprawnie i bez niepotrzebnych stresów. Poziom frustracji przy przygotowywaniu jajek w koszulce oraz ilość nieudanych prób zdecydowanie przewyższała przyjemność jedzenia., a już szczególnie u domowych mężczyzn. Sprytny trick Kurta okazał się odkryciem!
 
 
Pierwszy raz spotkałam Kurta Schellera kilka lat menu na Międzynarodowych Targach Gastronomicznych, które corocznie odbywają się w Warszawie.  Odwiedzałam targi kilka razy i to nawet wśród "profesjonalistów", czyli osób zajmujących się gastronomią i hotelarstwem, ale to dawne czasy.  Oprócz polskich, bardzo ciekawych wystawców (sery korycińskie, jednodniowe soki, wędliny suszone), zjawiają się na nich się bardzo często producenci włoskiej żywności - wędlin, oliwy, skandynawskich serów, czy belgijskiej czekolady, którzy dopiero chcą wejść na polski rynek ze swoimi produktami. Przez całe targi trwają degustacje, pokazy mistrzów kuchni, konkursy dla odwiedzających targi i zawsze można spróbować i podpatrzyć coś ciekawego.
Kurt Scheller prezentował kilka lat temu na targach swoją Akademię Kulinarną i robił pokaz mistrzowski. Podpatrzyłam wtedy sposób na gotowanie "jajek w koszulce" - metoda, którą pokazał okazała się niezwykle prosta i w zasadzie tylko dzięki niej, tak gotowane jajka weszły do naszego śniadaniowego menu.
 

jajko
oliwa
sól, pieprz
zioła, które lubisz
sos hollandaise
tostowana bułka razowa plus ulubione dodatki do jajka - np. pomidorki cherry, szczypior czosnkowy, rzeżucha
 
Schellerowe jajko:wlej do szerokiego rondla wrzątek. Nie musisz go solić ani dodawać octu. Do śniadaniowego woreczka foliowego wlej odrobinę oliwy z oliwek, dodaj sól i pieprz. Kurt w tym momencie wkrusza trochę trawy żubrowej, ale możesz dodać inne ulubione zioła lub nic nie dodawać. Wbij jajko i jak Kurt możesz je skropić żubrówką, ja wolę nieco ostrej oliwy z chilli. Zawiąż woreczek, starając się usunąć nieco powietrza. Wkładaj woreczki do wrzątku tak, by ich zawiązane końce wystawały poza garnek. Zanurzona w wodzie ma być tylko  jajko na dnie torebki. Gotuj ma małym ogniu ok 4-5 min. Miękkość jajka możesz sprawdzać poprzez podniesienie woreczka za węzełek i lekkie uciśnięcie jajka w środku. Naprawdę wyczujesz "czy to już". Gdy osiągną pożądaną konsystencję, wyjmij je ostrożnie z wody, odetnij większą część woreczka  od góry i wyłóż jajko na tostowaną bułkę razową z dowolnymi dodatkami.
Pycha!

Gofry lekkie jak piórko

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości