0 obserwujących
32 notki
77k odsłon
  458   0

Noworoczne darcie pierza

Rytuały noworoczne, karnawałowe i witające coraz dłuższe zimowe dni. W moim domu rodzinnym było to pieczenie pączków u babci i smażenie faworków z mamą.

Na szczęście moja mama "wpuszczała" mnie do kuchni już od wczesnego dzieciństwa - sama praktykowałam pieczenie pierwszej pizzy, ciasta zebra i szarlotki sypanej, ale były też takie kuchenne rytuały, do uczestniczenia w których musiałam dorosnąć. Smażenie faworków, w niektórych domach zwanych chrustem, było niemal jak odprawianie czarów w kuchni, które mama rozpoczynała w ostatnich dniach grudnia i powtarzała kilka razy aż do końca karnawału. 
 
 
Zawsze na Nowy Rok pierwszym, wyczekanym deserem były właśnie faworki. Ale zaszczytu ich samodzielnego przygotowywania dostąpiłam dopiero mając ok 16 lat. Przez wcześniejszych 10 lat uczyłam się je robić etapami i to wcale nie w kolejności.
 
Chruściki wymagają długiego stania nad garnkiem z gorącym tłuszczem i mama bała się, że mogę się poparzyć. Początkowo moim zadaniem było przygotowywanie waniliowego pudru, obsypywanie nim usmażonych chrustów i piękne układanie w wysokie stosy na paterach. W wieku ok 10 lat, kiedy młodsza siostra podrosła na tyle, by przejąć sitko z pudrem, doszłam do kolejnego etapu wtajemniczenia, czyli wycinania radełkiem pasków, przekładania faworkowych ogonków i układania gotowych ciastek na tacy, którą mama operowała nad garnkiem z gorącym smalcem. Mając ok 12 -13 lat miałam już na tyle siły w rękach, że mogłam wykazać się umiejętnością wałkowania ciasta na jak najcieńsze płaty - oczywiście wówczas wałkowałam ciasto ręcznie. Pamiętam, że mieliśmy w kuchni blaty w szarą malutką krateczkę i ciasto osiągało właściwą grubość, gdy owa krateczka już nieco przez nie prześwitywała. Taaak mięśnie ramion całkiem nieźle wtedy ćwiczyłam i miło było słyszeć pochwały mamy.
 
Ostatnim etapem, którego się w dzieciństwie nauczyłam było już samo smażenie, czyli wkładanie długich miękkich pasków ciasta do gorącego tłuszczu. Wkładałam nie więcej niż 4-5szt na raz, żeby nie było im ciasno, gdyż puchły i rosły ogromnie. Pamiętam, że największą sztuką było zrobić ja na tyle cienkie i tak szybko, by miały jak największe "bąble", dzięki czemu były lekuchne i kruche. My lubimy długie, wąskie chrusty, to nic, że się połamią czasem przy jedzeniu. Właśnie w tym jest dla nas ich urok :) I tak przejęłam robienie faworków w domu, do czasu, gdy wyjechałam na studia, ale ciasto, ciasto zawsze przygotowywała mi mama. 
 
 
I dopiero kilka lat temu wydobyłam od niej przepis i smażę faworki sama. Chociaż nie, nie sama. Staram się co roku zorganizować kameralne 2-3 osobowe, pierwsze w nowym roku, "kobiece rytualne darcie pierza" * - faworkowe, noworoczne. Włączam piękne dźwięki  i oddajemy się pracy w kuchni na kilka godzin. Posłuchajcie pięknego "Here's to Life"w wykonaniu Jacinthy (klik na strzałeczce)...
 
 
I do tego Was namawiam - umówcie się z mamą, siostrą, przyjaciółką, sąsiadką lub dorastającą córką, włącznie piękną muzykę i smażcie faworki w kobiecym gronie. Tak jak dawniej, umilając sobie pracę kobiecymi rozmowami,  czy filiżanką dobrej herbaty. Na koniec będziecie emanować całkiem nową energią na Nowy Rok, a tradycja karnawałowego smażenia chrustów sprawi Wam ogromną radość. Spakujcie chrusty Waszym przyjaciółkom do pudełek wyłożonych papierem śniadaniowym - świetnie się je transportuje w pudełkach po butach :) A na koniec, gdy już cały dom będzie pachniał wanilią i faworkami, usiądźcie przy dobrej kawie i kieliszku domowego ajerkoniaku, delektując sie pierwszymi faworkami. 
 
 
Z podanych proporcji wychodzą 4 wysokie patery pełne faworków. 
Jeśli nie dysponujesz dużą ilością czasu lub brakuje Ci cierpliwości, zrób chrusty z połowy porcji.


900g mąki + ew na końcu ok. 2 garści do wgniecenia
1 płaska  łyżeczka proszku do pieczenia
10-12 żółtek w zależności od wielkości
500ml gęstej kwaśniej śmietany
6-7  kostek smalcu
cukier puder i waniliowy do posypania
50ml  spirytusu

Mąkę z proszkiem do pieczenia  wyrób z żółtkami i śmietaną oraz spirytusem na elastyczną masę. Ja wyrabiam składniki w mikserze z hakiem do wyrabiania ciężkich ciast – ok. 15 minut. Po wyrobieniu, zbij ciasto drewnianym tłuczkiem, a wszystko to rób bardzo szybko. Sprawdź ciasto rozcinając nożem na połowę - dobrze wyrobione ciasto powinno mieć dużo dziurek w środku. Włóż ciasto  na godzinę do lodówki.
Cukier puder wymieszaj z cukrem waniliowym w miseczce. Przygotuj kilka tac – część z nich wyłóż ręcznikami papierowymi. Przygotuj też patery, na których będziesz układać gotowe faworki. Tuż przed smażeniem, włóż 4 kostki smalcu do szerokiego, płaskiego garnka (najlepsze są kwadratowe) i rozgrzej, ale pilnuj, by smalec nie dymił i nie palił się. - ma być  "średni" ogień.
Schłodzone ciasto wałkuj małymi partiami, lekko podsypując mąką (im mniej maki tym tłuszcz będzie się mniej palił). Ja używam maszynki do wałkowania i dochodzę do grubości "4". Radełkiem lub nożem tnij ciasto na paski, w każdym  pasku na środku zrób podłużne przecięcie i przełóż do środka jedną końcówkę faworka, by utworzyła się piękna "kokardka". Układaj gotowe chrusty na jednej z tac i jeszcze świeże,  nie wyschnięte smaż w średnio gorącym tłuszczu. Najlepsze faworki wyjdą, gdy ciasto będzie cieniutko rozwałkowane i smażone zanim wyschnie. Dlatego właśnie trzeba je wałkować i smażyć partiami.
Pilnuj by tłuszcz nie był zbyt gorący - najlepiej zrób próbę wkładając jednego faworka, nie powinien zbyt szybko się zrumienić. Obracaj faworki w tłuszczu dwoma długimi patyczkami do szaszłyków, jak tylko się lekko zezłocą. Gdy są już złote z obu stron, patyczkiem wyjmuj je z tłuszczu, lekko osączaj nad garnkiem i wykładaj na tace wyłożone ręcznikami papierowymi. W trakcie smażenia możesz dodawać kolejne kostki smalcu, zawsze czekając aż nowa się rozpuści i smalec znów osiągnie właściwą temperaturę.
Wystudzone faworki, używając drobnego sitka, obsypuj waniliowym pudrem nad czysta tacą i od razu układaj na paterze, na której będą podawane. Jeśli zostanie Ci sporo waniliowego pudru, przesyp go do słoika i torenki i uzywaj do kolejnej partii, którą następnym razem będziesz przygotowywać. 
Smacznego :)
 
* "kobiece rytualne darcie pierza" - niegdyś kobiety i dziewczęta we własnym kilku pokoleniowym gronie siadywały do odzierania puchu  i chorągiewek od twardych stosin z gęsich piór. Spotkania te były okazją do rozmów, śpiewu i zabaw folklorystycznych, a kilkudniowe darcie pierza kończyło się "wyskubkiem", czyli poczęstunkiem lub zabawą jako formą zapłaty za pracę. Od kilku lat zapraszam do swojego domu kobiety - bliższe i dalsze - siadamy nad stosami pomidorów, łubiankami truskawek, skrzynkami węgierek, czy wiadrami ogórków i wspólnie robimy przetwory. A w karnawale smażymy faworki. Wspólna praca kobiet przy kuchennym stole zbliża, uspokaja i napełnia niezwykłą energią. Cząstki tej magii zamykamy w słoikach z powidłami, ogórkami dębowymi, laskowym pesto z suszonych pomidorów lub układamy na paterach z chrustem i każda z nas zabiera ją do swojego domu. I ten klimat i urok zawsze można wywołać po prostu otwierając słoiczek stojący na spiżarnianej półce. A czasem organizuję "makaronowe darcie pierza", czyli wspólne robienie domowego tagliatelle.
Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale