0 obserwujących
31 notek
18k odsłon
76 odsłon

IV RP w sidłach ponowoczesności.

Wykop Skomentuj8
 

Do wystukania tego tekstu w spokojny świąteczny wieczór, skłonił mnie wpis Emisariusza IV RP nawołującego do utworzenia stowarzyszenia na rzecz rozwoju IV RP o nazwie „Kluby IV RP". Nie powiem. Idea może się podobać, zakres działania, jakim miałaby się zajmować przyszła organizacja też imponujący. Cele działania przedstawione przez Emisariusza - wzniosłe.

 

Szkoda tylko, że całe przedsięwzięcie jest z góry skazane na niepowodzenie, z przyczyn, które przedstawia sam autor postu, ale podczas dyskusji. Przedstawia dane statystyczne o działalności ngo w Polsce, z których wynika, że kondycja tychże jest coraz bardziej mizerna. Dlaczego pomysł emisariusza nie ma szans na powodzenie, podobnie jak inne tego typu inicjatywy, postaram się pokrótce przedstawić. Tylko proszę nie krytykować mnie za powierzchowność potraktowania problemu. Jest to zaledwie próba analizy zjawisk, jakie wydaje się, że obserwuję w ostatnich latach. Może niezbyt udatna, ale inspirowana poglądami socjologów nowych mediów, o których rzadko słychać w naszym kraju.

 

Jeszcze nie tak dawno, żeby brać udział w życiu publicznym, działać w organizacjach, czy też mieć na cokolwiek wpływ, należało czynnie zaangażować się w jakiejś dziedzinie działalności publicznej. Związki, organizacje i stowarzyszenia były wszechobecne w przestrzeni publicznej. Przynależność do niektórych przynosiła prestiż, do innych zapewniała karierę, a jeszcze do innych pieniądze. W czasach komunistycznych można było przynależeć do stowarzyszeń, aby uzyskać dostęp do pewnych reglamentowanych dóbr, normalnie niedostępnych, a powszechnie osiągalnych dla członków organizacji.

Zatem, dawniej, aby łowić ryby na wędkę, należało być członkiem Polskiego Związku Wędkarskiego; uprawiać morskie żeglarstwo, należeć do Polskiego Związku Żeglarskiego, pojechać do ZSRR pociągiem przyjaźni po złote obrączki i telewizor Rubin, zapisać się do ZSMP, albo co najmniej ZMW. Był szereg innych organizacji społecznych, których członkostwo coś dawało. Państwo socjalistyczne troszczyło się, aby jak najwięcej jego obywateli należało do jakichkolwiek organizacji, gdyż to zapewniało mu kontrolę nad nimi, zapewniało unifikację poglądów i postaw.

Nie muszę chyba dodawać, że po roku 1989 nastąpił zmierzch wielu organizacji mających swoje korzenie w czasach komunistycznych. Wiele z nich przetrwało do dnia dzisiejszego jako swego rodzaju skamielina z okresu jurajskiego, inne odeszły w niepamięć i pozostały po nich jakieś odciski naskalne jak po jakimś archeopteryxie.

Były również organizacje miłośników „czegoś tam", stowarzyszenia i samorządy zawodowe.

Z biegiem czasu rola sformalizowanych organizacji wydaje się coraz bardziej zmniejszać, możliwe nawet, że w bardzo odległej perspektywie, a może bardzo bliskiej nie będą one odgrywały istotnego znaczenia.

Powodem ich powolnego obumierania, będzie ludzkie wygodnictwo i możliwość brania udziału w życiu publicznym praktycznie bez konieczności wychodzenia z domu.

Problem już ładne kilka lat temu został zauważony przez socjologów nowych mediów, niesłusznie przez niektórych zwanych futurystami, bowiem opisują oni zjawiska, które już się dzieją, a nie te, które hipotetycznie wydarzą się w przyszłości.

Chodzi o nowe społeczności, niektóre o charakterze lokalnym, inne globalnym, jakie powstały w dobie internetu i telefonów komórkowych.

 

Smart mobs, the next social revolutions

 

Istnienie społeczności internetowych, jest wyrazem rewolucji społecznej, jaka dzieje się w świecie nowych mediów. Rewolucja ta nie ominęła również naszego kraju. Jako nieco zapóźnieni w rozwoju nowych technologii wymiany informacji jesteśmy świadkami wydarzeń, które już gdzieś indziej miały miejsce. Znakomicie opisał to zjawisko Howard Rheingold w swojej książce „Smart Mobs, The next social revolutions". Ten znawca nowych mediów znakomicie opisał zjawiska charakteryzujące nowe społeczeństwo funkcjonujące w dobie nowoczesnych technologii informacyjnych.

Na gruncie polskim, zjawisko trafnie scharakteryzował Edwin Bendyk w publikacji pt. „Samotny inteligentny tłum". Tenże ekspert od  mediów elektronicznych i rynku IT pisze: Polskie społeczeństwo w znacznej części wkroczyło już do ponowoczesności, ale jego przywódcy i pasterze nadal tkwią w epoce przemysłowej. Próbują kierować światem, który już dawno odszedł. Najwyższy czas, żeby oni odeszli wraz z nim.

Dalej autor wywodzi, że: Jak zmienia organizację społeczną Internet i telefonia komórkowa? Dopiero się tego uczymy. Jako przykład podaje sytuację opisaną w swojej książce „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci" cyt. W 2002 r. Korea wraz z Japonią były gospodarzami mistrzostw świata w piłce nożnej. Drużyna Korei, zwana Czerwonymi Diabłami, sprawowała się nadzwyczaj dobrze. Jej kibice zwoływali się przez komórki i Internet, by wspólnie oglądać rozgrywki na rozwieszonych na ulicach telebimach. W Seulu gromadziły się miliony młodych ludzi. Powstał w ten sposób Ruch Czerwonych Diabłów, który po pół roku okazał się być wielką siłą polityczną. W czasie wyborów prezydenckich w grudniu 2002 r. dokonała się tzw. rewolucja pokolenia 386. Tym razem młodzi skrzyknęli się, by wybrać swojego kandydata.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale