Blog
Punkt widzenia
Marek Jan Chodakiewicz
64 obserwujących 69 notek 421760 odsłon
Marek Jan Chodakiewicz, 11 kwietnia 2008 r.

Wyzwania badawcze po Zagładzie

 

Na początku tego roku Instytut Pamięci Narodowej przetłumaczył i wydał moją pracę „Po Zagładzie”. Ukończyłem ją w 2001 r., a opublikowałem po angielsku w 2003 r. jako „After the Holocaust: Polish-Jewish Conflict in the Wake of World War II)”. W „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym” oraz „Newsweeku” ukazały się natychmiast krytyczne recenzje.

Nie chciałem na nie odpowiadać, bowiem, po pierwsze, nadwiślańscy wyznawcy politycznej poprawności z grubsza powtórzyli stare zarzuty postawione mi przez ich lewicowych guru z USA.

 

Po drugie, nie odpowiadałem, w Ameryce bowiem nie ma zwyczaju polemizować z recenzjami publikacji naukowych, a w amerykańskich mediach popularnych cenzura politycznej poprawności uniemożliwia rzeczową debatę o sprawach polsko-żydowskich. Po trzecie, ataki na mnie w Polsce były grubiańskimi atakami personalnymi. Po czwarte, podkręcona marketingowo atmosfera towarzysząca publikacji produktu popkultury, jakim jest „Strach” Jana Tomasza Grossa, nie służyła spokojnym debatom. Po piąte, wolałem, aby miejscowemu chórowi politycznej poprawności odpowiedzieli rzeczowo badacze polscy, co wyśmienicie uczynili choćby Jan Żaryn i Piotr Gontarczyk.

 

Doszły mnie jednak z kraju głosy, że moje milczenie może być odebrane jako znak aroganckiej pogardy dla rodaków. Takiej, jaką pokazał inny gość zza oceanu, odmawiając uczestnictwa w debatach telewizyjnych czy odpowiadania na pytania zadawane przez studentów na Uniwersytecie Jagiellońskim. Chciałbym takich skojarzeń uniknąć. A ponieważ emocje opadły, pragnę też ustosunkować się do niektórych zarzutów. Wymaga to nakreślenia szerszego kontekstu. Najpierw opowiem o postrzeganiu historii Polski w Ameryce, potem zajmę się metodologią i sprawą źródeł; następnie skoncentruję się na zasadach oceny pracy naukowej w USA oraz przedstawię uwarunkowania wydania mojej pracy w Polsce.

 

                               Co wiedzą Amerykanie

 

Praca moja „Po Zagładzie” pisana była z myślą o czytelniku amerykańskim. W USA dominuje przekonanie, że wejście Armii Czerwonej do Polski w 1944 r. to wyzwolenie, a nie druga okupacja. Co do amerykańskiego stanu wiedzy o stosunkach polsko-żydowskich, to chyba najzwięźlej opisał to liberalny profesor historii z University of California Berkeley, John Connelly („Ordinary Poles” w piśmie „Commonweal”, 23 lutego, 2007, http://www.thefreelibrary.com/Ordinary+Poles.-a0160322782):

„Dla większości Amerykanów jednak opowiadanie, że „zwykli Polacy” stosowali przemoc [wobec Żydów], spowoduje wzmocnienie głęboko zakorzenionych przesądów. Pewna nauczycielka historii z Oakland na przykład powiedziała mi, że książka Grossa „Sąsiedzi”, o Jedwabnem, niczego nowego jej nie nauczyła: ona od zawsze wiedziała, że Polacy zabijali Żydów. Reszta moich słuchaczy, a byli to nauczyciele historii szkół średnich, zgodziła się z nią. Dla nich Auschwitz i Treblinka to polskie obozy i nic w książce Grossa tego nie zmieni”. Taka „wiedza” jest wynikiem nieobecności przez pół wieku rzetelnej historii Polski ze względu na brak wolności naukowej i brak dostępu do archiwów w komunistycznym totalitaryzmie.

 

 

Ja też miałem wielkie kłopoty ze zdobyciem polskich źródeł oryginalnych i z weryfikacją w polskich archiwach dostępnych w USA relacji. Po 1989 r. kontynuowano bowiem niechlubne praktyki za czasów totalitaryzmu. Byłem w Polsce dwukrotnie na stypendium doktoranckim jako obywatel USA na początku i w połowie lat 90. Za każdym razem odmówiono mi wstępu do archiwów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdy chciałem badać materiały z lat 40. ubiegłego stulecia. Złamano tym samym polsko-amerykańską umowę naukową, nie mówiąc już o tym, że złamano zasadę otwartości i swobody badań naukowych, na jakiej powinna się opierać demokracja. Po prostu kontynuowano komunistyczną cenzurę.

Co więcej, polityczna poprawność spowodowała, że większość naukowców w Polsce nie zajmowała się tematami kontrowersyjnymi. Niestety, podobnie zachowywali się dziennikarze i publicyści. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że do dzisiaj Aleksander Kwaśniewski nie doczekał się solidnej biografii, a jego historia rodzinna pozostaje wciąż niewyjaśniona? Do dziś nie wiadomo, czy to, że jego ojciec służył w komunistycznym aparacie terroru, jest pomówieniem czy faktem. W USA taki brak zainteresowania byłby nie do pomyślenia. Prezydentowi Billowi Clintonowi wyciągnięto wszystko. Nie tylko jego własne słabości i przewinienia, ale też, że zmienił nazwisko, że bił go ojciec alkoholik, oraz że wychował się w biedzie i nędzy, w baraku na kółkach. Ujawnianie prawdy, przejrzystość życia publicznego to podstawa sukcesu USA. Służalczość i uległość świata nauki i mediów źle służą wolności i demokracji.

 

                                   Niekonwencjonalne źródła

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Teresa Bochwic Post-kolonializm jest kluczem pasujacym, ale nie wszedzie. W wypadku Polski i...
  • Goście, czytelnicy& interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...
  • Goście, czytelnicy & interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...

Tematy w dziale