190 obserwujących
1197 notek
1085k odsłon
  355   0

Chiński ślad (1)

Wśród kilku teorii przyczyn wybuchu hiszpanki, jest także jej chiński ślad.

     U progu I wojny światowej Chiny były pogrążone w walkach wewnętrznych, toczonych pomiędzy nacjonalistycznym Kuomintangiem a  kontrolującymi ogromne połacie kraju panami wojny – dysponującymi własnymi armiami gubernatorami wojskowymi. Jeden z  nich, generał Duan Qirui, postanowił przystąpić do wojny po stronie Ententy, aby wykorzystać światowy konflikt do wzmocnienia międzynarodowej pozycji Chin.

    Początkowo państwa Ententy nie zamierzały dawać Państwu Środka pretekst do domagania się udziału w  potencjalnych powojennych łupach. Dodatkowo Brytyjczycy obawiali się, aby przykład Chin nie podziałał mobilizująco na mieszkańców Indii.  Propozycja wysłania kontyngentu chińskiego wojskowego do Europy została więc odrzucona.  

    Dopiero gigantyczne straty poniesione na froncie spowodowały zmianę stanowiska państw Ententy. Poległych trzeba było zastąpić – w  okopach, ale również na tyłach, w  fabrykach i gospodarstwach rolnych. Jednym ze sposobów rozwiązania problemu mieli być Chińczycy. Rząd w  Pekinie zaproponował aliantom praktycznie nieograniczony nabór siły roboczej, pochodzącej głównie z północy – mieszkańcy tej części kraju byli bardziej przystosowani do zimnego i  wilgotnego klimatu zachodniej Europy.

    Początkowo, by zachować pozory neutralności, robotnicy oficjalnie pochodzili tylko z  terenów pozostających pod kontrolą zainteresowanych państw. Po oficjalnym wypowiedzeniu  przez Chiny wojny państwom centralnym w sierpniu 1917 roku rozpoczęto rekrutację do pozostającego pod brytyjskim dowództwem Chińskiego Korpusu Pracy, Chinese Labour Corps (CLC).

    Jednym z ochotników był 23-letni Wang Fu, pochodzący z  małego miasteczka w prowincji Shantung w północnych Chinach. Do portów traktatowych na półwyspie Szantung ruszył strumień ludzi wywodzących się z najróżniejszych grup społecznych

    Kilka tygodni przed wyjazdem młodego Chińczyka w  pobliskiej prowincji Shanxi zaczęła szerzyć się tajemnicza, zaraźliwa i zabójcza choroba. Objawy – podwyższona temperatura, bóle głowy i  mięśni, męczący suchy kaszel – były typowe dla tzw. „zimowej gorączki”, regularnie pojawiającej się jesienią w tamtym regionie od stuleci. Jednak u  niektórych zarażonych rozwijały się znacznie poważniejsze objawy. Ich oddech stawał się chrapliwy i  krótki, a przy każdej próbie zaczerpnięcia powietrza na usta pojawiała się różowa piana, strużki krwi ciekły z nozdrzy i uszu. Powieki puchły, twarz przybierała niebieski kolor. Po czym następował zgon.

    Wieści o szybkim rozprzestrzenianiu się zarazy zaniepokoiły urzędujących w  Pekinie przedstawicieli mocarstw zachodnich. Złożona z brytyjskich i francuskich lekarzy komisja uznała, iż chorobą, która spowodowała wybuch zarazy, była dżuma – czarna śmierć. Na początku XX wieku na ogromnych obszarach pomiędzy Bajkałem a  wybrzeżem Oceanu Spokojnego dżuma panowała endemicznie. W  miastach Mandżurii zachorowały dziesiątki tysięcy ludzi, a śmiertelność dominującej wersji płucnej sięgała niekiedy 100 procent.

    Zaobserwowane w roku 1917 w  północnych Chinach objawy krwotocznego zapalenia płuc bardzo przypominały dżumę płucną. Zachodni specjaliści nastawali na zorganizowanie kordonu sanitarnego wzdłuż głównych szlaków kolejowych północnych prowincji. Postawiona przez cudzoziemców diagnoza oraz proponowane metody walki z  zarazą nie spodobały się przedstawicielom chińskiej administracji. Według nich choroba nie była żadną dżumą, a jedynie ostrzejszą wersją endemicznej „zimowej gorączki”. Wskazywali przy tym, iż w odróżnieniu do dżumy, śmiertelność „nowej” choroby była stosunkowo niska.

    Ponadto Chińczycy obawiali się, by pod pretekstem działań antyepidemicznych Europejczycy nie przejęli kontroli nad kolejnymi częściami rozrywanego przez mocarstwa państwa. Chiny wysłały więc do zakażonej prowincji doktora Wu, którego zadaniem było odnalezienie w  ciałach ofiar epidemii bakterii Yersinia pestis i  ostateczne rozstrzygnięcie kwestii dżumy. Doktor Wu odnalazł inkryminowanego bakcyla, uznając jednak teorię dżumy za wątpliwą.

    Tajemnica zarazy z jesieni 1917 roku nie została rozwiązana, a choroba po kilkunastu tygodniach wygasła i  najprawdopodobniej zostałaby zapomniana, gdyby nie jej reperkusje w Europie.

     Świeżo przybyli chińscy ochotnicy przechodzili pospieszne badanie medyczne, głównie pod kątem gruźlicy i chorób wenerycznych. Potem wszyscy byli zanurzani w  w  wannie pełnej środka dezynfekującego, a na koniec jeszcze raz spryskiwani byli środkiem odkażającym. Wkrótce okazało się, że cała procedura, mająca na celu wyeliminowanie zagrożenia epidemiologicznego, była kompletnie nieskuteczna.

     Zimą z 1917 roku na 1918 wielu ochotników w ośrodkach rekrutacyjnych zaraziło się tajemnicą zarazą od towarzyszy przybyłych z północnych Chin. Wkrótce liczba zachorowań szła w  tysiące, choć - analogicznie jak w północnych prowincjach z- wypadków śmiertelnych było stosunkowo mało. Nadzorujący rekrutację i  transport oficerowie, skierowali setki ochotników na  kilkutygodniową kwarantannę. Rozważano nawet  wstrzymanie całej operacji, ale centrala w Londynie wysyłała wciąż nowe transportowce. Członkowie CLC, nawet jeśli zdradzali symptomy choroby, zostali wysłani do Europy. Jednostki, na których pokłady wchodzili, stawały się statkami zarazy, epidemia wyruszała w świat.

CDN.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura