190 obserwujących
1208 notek
1093k odsłony
  367   1

Operacja "Mewa" (1)

W końcu 1948 roku w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego wszczęto sprawę o kryptonimie „Mewa”, która dotyczyła rozpracowania operacyjnego byłych oficerów i żołnierzy Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie, którzy powrócili do Polski.

    Po zakończeniu II wojny światowej ok. 3.000 członków Polskich Sił Powietrznych zdecydowało się na powrót do Polski. Wśród nich znaleźli się również weterani Bitwy o Anglię. Władze komunistycznej Polski zachęcały ich do powrotu, oficjalnie oferując weryfikację i uznanie posiadanych stopni wojskowych oraz oferując możliwość służby w ludowym Wojsku Polskim.

     Niemal natychmiast po przyjeździe do Polski zostali oni objęci inwigilacją Urzędu Bezpieczeństwa. Ubecy podejrzewali, że wśród nich mogą znajdować się agenci obcych wywiadów zbierający informacje o polskim potencjale militarnym i gospodarce.

     Zanim doszło do  systematycznej inwigilacji przybyłych z  Wielkiej Brytanii lotników, w  kilku wojewódzkich urzędach bezpieczeństwa (np. w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu) wszczęto postępowania operacyjne w stosunku do kilkudziesięciu b. pilotów. Te działania były impulsem dla ppłk. Juliana Konara naczelnika II Wydziału w I Departamencie MBP, by zająć się sprawą globalnie.

    W wyniku decyzji podjętych na początku 1949 roku wszystkie wojewódzkie urzędy bezpieczeństwa publicznego zostały zobowiązane do rozpoczęcia systematycznej inwigilacji b. pilotów, mieszkających na terenie danego województwa, oraz regularnego nadsyłania raportów do warszawskiej centrali.

    Z analizy zachowanych dokumentów wynika, że od momentu zawiązania sprawy o  kryptonimie „Mewa” powracających do Polski lotników zaczęto oplatać gęstą siecią informatorów, którzy śledzili ich poczynania. Informatorów tych można podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowili koledzy i koleżanki z pracy, którzy przekazywali informacje o zachowaniu podczas wykonywania obowiązków służbowych. W skład drugiej wchodzili sąsiedzi i znajomi, których zadaniem było gromadzenie wiadomości o  życiu prywatnym. Ostatnią stanowili natomiast b. lotnicy PSZ na Zachodzie,  którzy z różnych przyczyn zdecydowali się na współpracę z funkcjonariuszami UBP.

     I tak np., ustalono, iż  na terenie województwa poznańskiego przebywało 10 oficerów, 25 podoficerów i 4 żołnierzy związanych w czasie II wojny światowej z  Polskimi Siłami Powietrznymi na Zachodzie. Funkcjonariusze WUBP  starali się dowiedzieć jak najwięcej o organizacji Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii oraz  przede wszystkim zebrać materiały na temat działalności byłych lotników ze szczególnym uwzględnieniem ich kontaktów z placówkami dyplomatycznymi państw zachodnich. W  drugim przypadku szczególne zainteresowanie wzbudzili George Scott, brytyjski wicekonsul w  Katowicach, który kontaktował się z  Władysławem Walendowskim oraz Joseph Kinal, pracownik ambasady USA, z  którym spotykał się Marian Matuszewski.

     Ustalenia agenturalne związane z  działalnością Matuszewskiego doprowadziły funkcjonariuszy bezpieczeństwa publicznego do wysunięcia wniosku, że tworzy on siatkę szpiegowską. W związku z tym sprawa została przekazana do Wydziału V Departamentu I MBP, który zajmował się zwalczaniem szpiegostwa amerykańskiego i tym samym została wyłączona z „Mewy”.

     Poszukiwania kolejnych b. pilotów nadal kontynuowano i w końcu 1949 roku w ewidencji WUBP w Poznaniu pojawiły się kolejne 64 nazwiska. Akcja werbunkowa przyniosła pierwsze sukcesy – pozyskano w sumie dziewięciu informatorów w środowisku b. lotników.

      Mimo dużego nakładu środków i  czasu na rozpracowanie środowiska byłych lotników PSP nic nie wskazywało na ich działania skierowane przeciwko nowej władzy: „W okresie sprawozdawczym z punktu widzenia kontrwywiadu przejawów wrogiej działalności po bazie byłych oficerów i  żołnierzy RAF-u – napisano w raporcie z grudnia 1949 roku -  nie stwierdzono, nie ujawniono żadnych momentów wskazujących na bliższe kontaktowanie się między sobą czy też szerzenie wrogiej propagandy. Doniesienia otrzymane w tym okresie od posiadanej agentury zawierają treść informacyjną o poszczególnych figurantach spraw nowo ujawnionych lub dotychczas danych po linii innych Wydziałów. Z pobieżnej analizy wynika, że większość figurantów nie zajmuje żadnych stanowisk w instytucjach państwowych posiadających znaczenie gospodarcze, a przeważnie są zatrudnieni w swoim zawodzie jako ślusarze, szoferzy, kupcy czy też pomocnicze siły biurowe”.

     W tym samym czasie rozpoczęto operację w Warszawie, uzasadniając ją tym, że wśród b. pilotów „mogą znajdować się ludzie zwerbowani przez I.S., a następnie repatriowani wraz z innymi Polakami do kraju w celach szpiegowskich. Sekcja II do tej pory zarejestrowała 170 osób, które służyły w jednostkach angielskich lub pracowały w obiektach angielskiego przemysłu wojennego. Obecnie zamieszkują w W-wie i pracują w instytucjach państwowych. Ludzie ci pracują na 50 obiektach, bądź grupowo, bądź pojedynczo – przeważnie na kierowniczych stanowiskach. Największe zgrupowanie tych ludzi obecnie jest w PLL „LOT” i M.P.iH. Wśród tych ludzi znajdują się osoby, które podczas okupacji były szkolone w Anglii w specjalnych szkołach dywersyjnych, a następnie zrzucani do walki z okupantem. Były wypadki, że niektórzy po wyzwoleniu nie zaprzestali swej działalności i w dalszym ciągu pracowali na korzyść angielskiego wywiadu”.

      W momencie rozpoczęcia akcji UBP dla miasta Warszawy posiadał jedynie dwóch informatorów, stąd pojawiła się konieczność rozbudowy siatki agenturalnej.  Po kilku miesiącach stwierdzono, iż  „w dotychczasowym rozpracowaniu nie uzyskano konkretnych materiałów świadczących o wrogiej działalności wśród tego elementu. Jednak wg niepotwierdzonych danych, duża ilość figurantów wstąpiła po przybyciu do Polski w szeregi PPS i PPR, obecnie znalazła się w PZPR. Informacje pochodzą od członków partii. Zachowanie się tych ludzi wg powyższych informacji jest wrogie, żyją wspomnieniami z Anglii, a do partii wstąpili koniunkturalnie. Zważywszy jednak, że element ten w 90% posiada przeszłość wrogą do demokracji, co wynika z zamieszczonych charakterystyk, oraz to, że podczas pobytu w Anglii służył w jej siłach zbrojnych, stykając się z I.S., które posiadają w tych szeregach swoich agentów, jest to podatna baza dla obcego wywiadu. Biorąc zaś pod uwagę rozmieszczenie tego elementu na obiektach, zajmowane stanowiska, to zorganizowanie na tej bazie siatki lub siatek wywiadowczych jest niezwykle łatwe. Trzeci moment wskazujący na niebezpieczeństwo wykorzystania tej bazy przez obce wywiady to fakt, że duża ilość tych ludzi zatrudnionych w „LOT” lata za granicę, gdzie może spotykać się z agentami obcych wywiadów. W związku z powyższym postanowiliśmy w bieżącym okresie uaktywnić rozpracowanie do granic naszych możliwości”.

     Warszawscy ubecy wytypowali grupę 11 osób, które zamierzano zwerbować, by poznać strukturę PSP i ich obsadę personalną, a także mieć swoich ludzi w miejscach, gdzie znajdowały się skupiska lotników służących w  czasie wojny w lotnictwie. Wśród nich znaleźli się m.in. byli członkowie personelu bazy w  Blackpool, szkoły pilotażu w  Hucknall, dywizjonów 300, 301, 302, 303 i 316, jak również 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

      Równocześnie operację rozpoczęli ubecy z  Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w  Warszawie. Charakteryzując sylwetki 16 b. pilotów podkreślono, iż „element składający się z byłych Rafowców jest podatnym do wykorzystania przez wywiad angielski – ponieważ mentalność tych osób jest proangielska i są wrogo ustosunkowani do obecnej rzeczywistości, co tym samym daje możność ich wykorzystania, a  tym bardziej że osoby te pracując na dość poważnych obiektach, którymi interesuje się wywiad angielski – są obiektem naszego zainteresowania z punktu widzenia kontrwywiadu. Jesteśmy w posiadaniu materiałów, że Attaché Lotniczy Amb. Ang., na którego jest założone rozpracowanie pod krypt. „Tur”, interesując się bardzo byłymi Rafowcami, okazując chęć nawiązania stosunków (kontaktów) towarzyskich, pod którymi mogą kryć się inne intencje. W tym celu planuje urządzić przyjęcie, na które chce zaprosić sporą liczbę osób (pracowników) z  personelu PLL „LOT”, którzy w  przeważającej liczbie są to byli Rafowcy. W związku z powyższym postanawiamy przystąpić aktywnie do rozpracowania byłych Rafowców, ponieważ ludzie ci mogą stanowić bazę werbunkową dla obcego wywiadu”.

CDN.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura