193 obserwujących
1237 notek
1115k odsłon
  348   3

Śmierć Marszałka (1)

Po ponad dwóch latach marszałek Rydz-Śmigły wrócił do Polski.

       Po przekroczeniu w nocy z 17 na 18 września 1939 roku granicy z Rumunią marszałek Rydz-Śmigły został internowany przez władze rumuńskie i przewieziony do miejscowości Craiova południowym zachodzie kraju. Po kilku dniach opuściła go żona – Maria, która wyjechała do Francji.

       Opuszczenie przez Naczelnego Wodza walczącego kraju spotkało się z jednoznaczną krytyką. Marian Hemar napisał:
Wicher targa rumuńską nocą
Próżno oczy i uszy zakryjesz –
To upiory do okien łopocą –
Generale! My polegli. Ty żyjesz?

      „Miałem trzy rzeczy do wyboru: walczyć, odebrać sobie życie, pójść do niewoli. Walczyć - nie miałem więcej jak pół kompanii - to znaczy skierować z pistoletami na czołgi oficerów sztabowych, dorobek dwudziestolecia teraz tak potrzebny. Odebrać sobie życie - to znaczny stwierdzić przegraną" – zwierzył się marszałek Melchiorowi Wańkowiczowi w grudniu 1939 roku.

     W połowie października 1939 roku Rydza-Śmigłego  przetransportowano koleją do Dragoslavele w Karpatach Południowych, gdzie zamieszkał w willi patriarchy Kościoła rumuńskiego Mirona.Razem z nim przebywali - oprócz szofera i służącego - pułkownicy: Henryk Cianciara, Zygmunt Wenda i Bronisław Wędziagolski, a także mjr Jerzy Krzeczkowski.

     „Willa Marszałka otoczona była drutem i strzeżona przez oddział żandarmerii z oficerem-dowódcą na czele. – relacjonował ppłk   Antoni Dudziński - Właścicielką willi była siostrzenica patriarchy Mirona, pani Vasiliu, żona chirurga z Bukaresztu (...). Należy podkreślić, że stosunek pp. dr. Vasiliu do Polaków, a szczególnie do Marszałka były pozytywny i życzliwy, powiedziałbym - przyjacielski. W warunkach, kiedy kontakt Marszałka ze światem był nader ograniczony i wręcz utrudniony, pp. Vasiliu niejednokrotnie spełniali rolę cennych łączników z Bukaresztem".

      Wspomniana pani Vasiliu przez jakiś czas ukrywała szablę i mundur marszałka, które zostały później powierzone ppłk. Dudzińskiemu, które je przechował i przekazał w 1977 roku do skarbca na Jasnej Górze.

      Po przejęciu władzy w Rumunii na jesieni 1940 roku przez zwolenników całkowitego podporządkowania kraju III Rzeszy marszałek przy pomocy swych współpracowników zaczął przygotowywać swoją ucieczkę.

      W niedzielę 15 grudnia 1940 roku ukradkiem w cywilnym ubraniu opuścił willę. Po przeprawieniu się przez rzekę Dembovinare wsiadł do podstawionego samochodu, którym w asyście zaufanych ludzi - płk. Eugeniusza Wyrwińskiego i ppłk. Romualda Najsarka - przedostał się nad granicę z Węgrami.

     W Dragoslavele Rumuni początkowo w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że marszałek jest już na wolności - jego zaufani robili wszystko, aby pozorować obecność Rydza-Śmigłego w domu. Ucieczkę odkryto dopiero po trzech dniach.

     17 grudnia, w towarzystwie przewodnika i współpracowników, marszałek przekroczył granicę. Przedostał się do Szeged, gdzie został zaopatrzony się w fałszywy dowód tożsamości na nazwisko Stanisława Kwiatkowskiego. Po przedostaniu się do Budapesztu zatrzymał się u Bazylego Rogowskiego, wicewojewody tarnopolskiego.

      W czasie pobytu w Budapeszcie leczył się w jednej z tamtejszych  z klinik, a po regeneracji sił zamieszkał w położonej na przedmieściach miasta willi hrabiny Karoliny Marenzi, wdowie po austro-węgierskim generale. Pod koniec lutego 1941 roku, w obawie przed dekonspiracją, zmienił kryjówkę, przenosząc się nad Balaton. W kwietniu 1941 roku wrócił jednak do Budapesztu.

     W trakcie pobytu w stolicy Węgier prowadził rozmowy polityczne ze swoimi współpracownikami, planując przedostanie się do kraju i prowadzenie działalności konspiracyjnej. Miał kontynuować dzieło inż. Juliana Piaseckiego, który przed rokiem powołał do życia na Węgrzech Obóz Polski Walczącej. Twórcy organizacji zamierzali wykorzystać autorytet byłego Naczelnego Wodza, licząc na osłabienie tendencji antysanacyjnych.

    Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej przyspieszył przygotowania do powrotu marszałka do okupowanego kraju.

     Gen. Sikorski był zaniepokojony tymi planami marszałka, w depeszy do gen. Stefana Grota-Roweckiego, komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej zaznaczał, iż  „Otrzymałem wiadomość, jakoby Marszałek Śmigły Rydz udał się do Polski z zamiarem pracy powstańczej. Nie przypuszczam, aby była prawdziwa.  Znając sytuację w kraju, nie sądzę, aby Śmigły Rydz znalazł oparcie i możność pracy w naszych szeregach". „Gdyby jednak - zastrzegał - Śmigły-Rydz rzeczywiście przedostał się do okupowanej ojczyzny, należało zalecić mu ponowny wyjazd, najlepiej do Stambułu - gdzie zresztą go od dłuższego czasu oczekiwano”.     „Przybyszowi - instruował gen. Sikorski - powinno się oświadczyć, że obecność jego w Polsce utrudnia naszą pracę i może spowodować szkodliwe dla sprawy podejrzenia i tarcia” .

     25 października, Śmigły-Rydz w asyście Rogowskiego i zaufanego przewodnika – górala Franciszka Fronczystego „Staszka” - opuścił Budapeszt, udając się w stronę granicę ze Słowacją. „Twarz - dziwnie znajoma... Czy to możliwe? Profesor wyjmuje lusterko i zupełnie nie po męsku, starannie układa zgniecione kapeluszem pasma włosów. A więc to peruka! Teraz jestem pewny. Powierzono mojej opiece Rydza-Śmigłego" - zapamiętał podróż „Staszek”.

     W punkcie przerzutowym w Rożniawie, marszałek przesiadł się do samochodu. Tak dojechał do samej granicy i - w towarzystwie Rogowskiego i Fronczystego - stanął po słowackiej stronie. Tam, we wsi Gemerská Poloma, odebrał ich miejscowy gospodarz, który zaoferował im odpoczynek przed wyczerpującą ostateczną wędrówką w górach.

     „Już niedaleko granica. – relacjonował Fronczysty- Jest już tak blisko, że przed decydującym skokiem wszyscy kładziemy się na ziemi i nasłuchujemy. Wokół panuje idealna cisza, tylko bicie naszych serc jest tak głośne, że wydaje się alarmować całą okolicę. Ruszamy dalej, odbijamy w prawo, by wejść w krzaki. Jeszcze moment jakby niezdecydowania. I wreszcie skok. No to jesteśmy na ojczystej ziemi...". Był 27 października.

     Dalsza droga wiodła przez Chochołów, gdzie uciekinierzy dotarli pieszo, zatrzymując się w chacie zaangażowanego w konspirację, kuzyna Fronczystego, Karola Skorusy. Następnie dojechali wozem konnym do stacji kolejowej Szaflary, gdzie przesiedli się do pociągu, kierując się do stolicy Generalnego Gubernatorstwa.

     „Podczas tej nocnej wyprawy konnej Staszek Fronczysty – wspominał ppłk Dudziński - szedł przodem z latarką w ręku, aby w razie natknięcia się na patrol niemieckie ostrzec jadących specjalnym sygnałem świetlnym i żeby Marszałek mógł na czas opuścić wóz. Furman miał usprawiedliwiać swoją nocną jazdę chorobą konia i jazdą do lekarza w Nowym Targu, ale obyło się bez takiej przygody. Szczęśliwie wsiedli do pociągu krakowskiego i bez przeszkód dojechali do celu. Na dworcu oczekiwał już na nich ks. Antoni Zapała".

    Po dwóch dniach odpoczynku w Krakowie Rydz-Śmigły wyjechał do Warszawy, gdzie zamieszkał jako Adam Zawisza w mieszkaniu przy ul. Sandomierskiej 18/6  u  Jadwigi Maxymowicz-Raczyńskiej, wdowy po gen. Włodzimierzu Maxymowicz-Raczyńskim.

    Tam miał wkrótce dopełnić swojego żywota.

CDN.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura