198 obserwujących
1291 notek
1158k odsłon
  356   3

Śmierć Marszałka (2)

2 grudnia 1941 roku zmarł w Warszawie b. Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły.

       W mieszkaniu wdowy po gen. Maxymowicz-Raczyńskiej w Warszawie Rydz-Śmigły spędził ostatnie 27 dni życia.

      „W pierwszej chwili Go nie poznałam; postarzał się bardzo i zmieniały Go grube szkła o podwójnych soczewkach - przystrzyżone wąsy i siwe włosy. Pamiętam Go zawsze wygolonego i ostrzyżonego do zera" - zapamiętała Jadwiga Maxymowicz-Raczyńska swoje pierwsze wrażenie ze spotkania z marszałkiem.

      „Moją służącą Rózię poinformowałam, że gość jest oficerem, uciekinierem z oflagu. Pierwszego wieczoru Rózia niczego nie przeczuwała. (...) Na drugi dzień rano, kiedy zaniosła mu do łóżka śniadanie i zobaczyła Marszałka bez szkieł, poznała go natychmiast. Wróciła z sypialni Marszałka bardzo wzruszona” – zapisała w pamiętniku Maxymowicz-Raczyńska. Od tej pory niewtajemniczonym Rydz-Śmigły przedstawiał się jako Adam Zawisza, nauczyciel z Małopolski Wschodniej, rzekomo znajomy matki generałowej, wynajmujący u niej pokój.

      W mieszkaniu generałowej odbywał spotkania polityczne ze swoimi współpracownikami, wedle jednej z relacji spotkał się nawet z Komendantem Głównym ZWZ gen. Grotem-Roweckim, sporo czytał oraz malował, w tym portret właścicielki mieszkania.

     Nie był w dobrym zdrowiu, ale nagłe pogorszenie jego stanu okazało się szokiem dla otoczenia.

      „Około godziny 1-szej obudził mnie jęk dochodzący z przedpokoju – wspominała wydarzenia z nocy z 26 na 27 listopada Jadwiga Maxymowicz-Raczyńska. – „Zerwałam się, wpadłam na korytarz i zobaczyłam marszałka leżącego przy drzwiach do kuchni, na podłodze. Był w nocnej piżamie. Twarz blada, wpadnięta, czoło pokryte kroplami potu. „Co się stało?”. Marszałek odpowiedział słabym głosem: „Bardzo mi jest źle. Boli serce”.

     Wezwano lekarzy, Marszałek otrzymało najlepszą możliwą pomoc. Jednym z lekarzy był dr Marian Piasecki, brat Juliana Piaseckiego – szefa Obozu Polski Walczącej,  bliskiego współpracownika marszałka. Odwiedził go, i to kilkukrotnie, sam ordynator Szpitala Wolskiego, docent Jan Rogulski, który przywiózł przenośny, ale jednak wyjątkowo ciężki i nieporęczny aparat EKG. Badanie potwierdziło, że Śmigły-Rydz przeszedł zawał serca.

     Wedle zaleceń lekarzy chory miał przyjmować lekarstwa, zalecono także wstrzykiwanie natrium nitrosum (azotynu sodu), co było normalną praktyką. Stan marszałka nieco się poprawił, przyjął inż. Witkowskiego – szefa „Muszkieterów” , udzielił ostatnich instrukcji ich kurierowi - Szadkowskiemu wyruszającemu do Andersa.

      Lekarze odwiedzali chorego codziennie. 1 grudnia podskórnie podano mu kofeinę, zmieniono także skład lekarstw, jakie przyjmował. Wstrzykiwano mu glukozę, kamforę oraz nadal azotyn sodu. W razie silnego bólu miał dostać morfinę i nitroglicerynę. W mieszkaniu Raczyńskiej stale przebywał zaufany oficer marszałka, podpułkownik Marcin Zalewski.

     W nocy z 1 na 2 grudnia nastąpił kryzys.  Rydz-Śmigły doznał kolejnego zawału. Maxymowicz-Raczyńska relacjonowała: „Marszałek rzucał się niespokojnie, na policzkach miał wypieki, w oczach przerażenie. Jęczał przez zaciśnięte usta. Kiedy podchodziłam ze strzykawką napełnioną morfiną, sam gwałtownie podciągnął nogawkę piżamy, by obnażyć udo do zastrzyku. Potem pobiegłyśmy do kuchni, żeby napełnić termofor gorącą wodą i położyć na sercu. Zanim zdążyłam to zrobić, wpadł Marcin [podpułkownik Zalewski] z okrzykiem: „Proszę pani, już…”. Wbiegłam do pokoju, marszałek nie żył”.

      Rydz-Śmigły  zmarł około godziny 4. Lekarze stwierdzili, że bezpośrednią przyczyną zgonu była dusznica bolesna (angina pectoris), będąca następstwem niewydolności naczyń wieńcowych. „Aktem niniejszym solennie stwierdzamy, - podpisało siedmiu lekarzy i oficerów - by w stosownej chwili po powaleniu wroga podanym zostało do wiadomości Polaków oraz wszystkich Narodów [...], że Naczelny Wódz Zbrojnych Sił Polskich w nierównej walce 1939 r. z barbarzyńskimi najeźdźcami z zachodu i wschodu, Drugi Marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz zmarł na angina pectoris w konspiracji dnia 2 grudnia Roku Pańskiego 1941 o godzinie 4-ej na Ziemi Ojczystej w Stolicy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – bohaterskiej Warszawie – pod przybranym imieniem Adama Zawiszy i pochowany został na cmentarzu Powązkowskim. Dan w Warszawie dnia 2 miesiąca grudnia roku Pańskiego 1941. Dr med. Jan Rogowski, Prof. Dr Edward Loth, Dr med. Jan Trzebiński, inż. Julian Piasecki, Dr med. Marian J. Piasecki Dyrektor Szpitala Wolskiego, Józef Namysłowski Wiceprokurator Sądu Okr.”.

     O poranku należało zdecydować co zrobić z ciałem marszałka. „W kamienicy nikt nie wiedział, - relacjonowała Maxymowicz - że ktoś u mnie mieszkał. Poszłam na policję (granatową) i oświadczyłam, że przyszedł do mnie pewien starszy pan, przyjaciel mojej Matki, aby wynająć pokój i nagle w czasie wizyty zmarł. To samo powiedziałam w parafii św. Michała przy ul. Puławskiej. Dozorcę postanowiłam zawiadomić dopiero tuż przed wyniesieniem ciała, a nie wiedziałam na razie, kiedy do nastąpi".

      W godzinach popołudniowych pojawił się w mieszkaniu generałowej Julian Piasecki wraz z lekarzem Edwardem Lothem, który przystąpił do balsamowania ciała zmarłego. „[Lekarz] poprosił, aby rozpalić w kuchni duży ogień – relacjonowała Raczyńska – i dać kilka prześcieradeł, które wziął do pokoju zmarłego, zabierając także rozkładaną drabinkę. Nie pamiętam, jak długo to trwało. Razem z Rózią byłam w tym czasie w kuchni. Pan Julian kilka razy wchodził, przynosząc zawiniątka z prześcieradeł poplamione krwią i surowicą i sam wrzucał je do ognia”.

      Po mumifikacji ciało zmarłego pozostało w mieszkaniu na Sandomierskiej jeszcze przez ponad dobę. Marszałka ubrano w cywilne ubranie, a w lokalu pojawiali się członkowie Obozu Polski Walczącej, oddając hołd marszałkowi. Przyniesiono nawet dwa duże wieńce ze wstęgami Orderu Virtuti Militari.

     Skromna ceremonia pogrzebowa odbyła się 6 grudnia - były Naczelny Wódz spoczął pod nazwiskiem Adama Zawiszy na Cmentarzu Powązkowskim (kwatera IV, grób nr 139). Aby potwierdzić tożsamość zmarłego, Maxymowicz-Raczyńska sporządziła krótkie oświadczenie. Po latach, 20 czerwca 1978 roku, płk Zygmunt Polak wyjawił: „Jeszcze przed pogrzebem w dniu 3 grudnia 1941 roku włożyłem do ubrania śp. Marszałka zawinięty w ceratkę bilet wizytowy Generałowej Maxymowicz-Raczyńskiej. (…) Podpis na tym dokumencie złożyła Generałowa i ja. Dokument ten miał służyć do powojennej identyfikacji”.

     „Tyle tych brzozowych krzyży na jego mogile pozmieniałam na nowe i chciałabym, żeby pamięć o tym szlachetnym, wspaniałym człowieku i o tym wiernym żołnierzu Komendanta nie przeszła bez echa…” – wspominała Sława Wendowa, żona bliskiego współpracownika marszałka płk. Zygmunta Wendy.

     Jego najbliższe otoczenie utrzymywało informację o jego zgonie w ścisłej tajemnicy, co sprzyjało powstawaniu różnych, mniej lub bardziej wiarygodnych teorii spiskowych. Zwięźle odniosła się do nich Maxymowicz-Raczyńska w liście do ppłk. Dudzińskiego z 26 lutego 1980 roku: „(...) co do otrucia, to nikt poza mną i gosposią nie wchodził do kuchni, obiady i kolacje jedliśmy wspólnie, nabierając z tych samych półmisków i wazy. Śniadania, które ja sama przygotowywałam, gosposia zanosiła do pokoju p. Marszałka. Lekarstwa w czasie choroby przynosił dr Piasecki i tylko on dawał zastrzyki.."

     Zwolennicy hipotezy o zamordowaniu marszałka z polecenia gen. Sikorskiego zapominają, iż Rydz-Śmigły po powrocie zadeklarował pełne podporządkowanie kierownictwu ZWZ i chęć dalszej walki pod jego rozkazami. W ten sposób stracił poparcie znacznej części swych dotychczasowych zwolenników i przestawał dysponować realną siłą mogącą zagrozić interesom Sikorskiego.

     Z kolei symulowanie  zgonu i przerzucanie go gdziekolwiek  było – wobec liczby jego zwolenników – również bardzo niebezpieczne. Wystarczyło więc zostawić go w mieszkaniu Maxymowicz-Raczyńskiej, gdzie mógłby spokojnie malować i pisać swoje wiersze, ograniczyć kontakty i spokojnie dezawuować jego działania, niszczyć szeptaną propagandą oraz fałszywymi informacjami jego dobrą opinię. Zwolennicy Sikorskiego mieli już w tego typu działaniach znaczną wprawę – wystarczy przywołać sprawę generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego.

     Trudno zgodzić się z dywagacjami prof. Wieczorkiewicza, który  w „Historii politycznej Polski 1935-1945” stwierdził, że „Zgon mógł być jednakże inscenizacją. Jest prawdopodobne, że śmierć Naczelnego Wodza nastąpiła latem 1942 roku, również zresztą z przyczyn naturalnych. Jedną z możliwych prób wyjaśnienia zagadki jest przypuszczenie, że Śmigły znalazł się w Polsce przede wszystkim po to, aby wobec nowej sytuacji strategicznej, jaką stworzył wybuch wojny niemiecko-sowieckiej i pasmo klęsk Armii Czerwonej, wszcząć rozmowy ostatniej szansy z czołowymi osobistościami III Rzeszy”.

    Ostatnim dowodem na potwierdzenie zgonu Rydza-Śmigłego rankiem 2 grudnia 1941 r. jest paradoksalnie również późniejsza, spiskowa teoria Maxymowicz-Raczyńskiej o podaniu marszałkowi zastrzyku wody zamiast adrenaliny. Została ona już wyjaśniona, lecz sam fakt jej powstania wskazuje, że generałowa w śmierci marszałka upatrywała zdradę i zamach.


Wybrana literatura:

W. Wysocki, M. Wysocka – Marszałek Edward Rydz-Śmigły. Portret Naczelnego Wodza
J. Maxymowicz-Raczyńska -  Edward Rydz-Śmigły w Warszawie
R. Mirowicz -  Edward Rydz-Śmigły: działalność wojskowa i polityczna
C.  Leżeński  - Kwatera 139. Opowieść o marszałku Rydzu-Śmigłym
S. Koper,  T. Pawłowski -  Tajemnice Marszałka Śmigłego-Rydza. Bohater, tchórz czy zdrajca?
P. Wieczorkiewicz – Historia polityczna Polski 1935-1945


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura