197 obserwujących
1270 notek
1144k odsłony
  813   2

Mity rumuńskiego zamachu (1)

Na początku 1989 roku stało się jasne, że dni władzy Ceauşescu są już policzone


      Po przejęciu władzy w Rumunii przez komunistów Ceauşescu szybko awansował w aparacie partyjnym i administracyjnym kraju.  Wielokrotnie pełnił funkcję ministra i w końcu stanął na czele partii, zastępując dotychczasowego genseka Gheorghiu Deja.


      Na początku swoich rządów uwolnił zdecydowaną większość więźniów politycznych, odmówił także Moskwie udziału w agresji na Czechosłowację w sierpniu 1968 roku. Nic więc dziwnego, iż cieszył się dobrą opinią na Zachodzie, który udzielił  mu wiele kredytów.

 
      W styczniu 1970 roku udał się z oficjalną wizytą do Chińskiej Republiki Ludowej. Po powrocie z Chin,  zachwycony reformami Mao, postanowił stworzyć na wzór chiński „nowego człowieka” – obywatela żyjącego w kolektywach, całkowicie zależnego od państwa.


     Równolegle stworzył bardzo skuteczny system nadzoru nad ludnością kraju. Nad wszystkim czuwała Securitate - wszechpotężna tajna policja, dysponująca ogromną liczbą donosicieli ze wszystkich grup społeczeństw. Obliczano, że jeden Rumun na piętnastu pracuje dla Securitate albo jest jej informatorem.


    Jednocześnie dzięki serii czystek w partii Ceauşescu wyeliminował wszelkich konkurentów do władzy  To pozwalało mu Rumunią żelazną ręką,  wprowadzając nieprawdopodobny kult jednostki. Ceauşescu kazał się nazywać „Conducatorem” którego to tytułu używali przed wojną przywódcy rumuńskiej skrajnej prawicy.  W prasie powszechnie określano go mianem „Geniusza Karpat”.


     W administracji zatrudnił większość członków swojej rodziny, poczynając od małżonki, którą uczynił wicepremierem. Elena, ambitna i autorytarna, sama uznała się za akademika i przyznała sobie tytuł doktora chemii. Lubiła podpisywać własnym nazwiskiem prace naukowe napisane przez innych.


     Fatalna polityka gospodarcza Ceauşescu doprowadziła  do drastycznego obniżenia poziomu życia  obywateli. Przymusowa kolektywizacja spowodowała katastrofę w rolnictwie. Sytuację pogorszyła decyzja o jak najszybszej  spłacie dużego długu zagranicznego. Doprowadziło to powszechnego braku żywności. W ramach oszczędności  władze zadecydowały,  że temperatura w mieszkaniach nie może przekraczać 11 stopni.


     W kraju, gdzie donosicielstwo było powszechne, ludność mogła tylko pokornie cierpieć, bowiem pozbawiono ją możliwości wyrażenia jakiegokolwiek protestu. Nieliczni dysydenci, często intelektualiści, musieli wybierać między wygnaniem a więzieniem.


    Jednakże w 1987 roku wiele wydarzeń sygnalizowało nadchodzącą zmianę. Chociaż podczas wizyty Gorbaczowa w Rumunii Ceauşescu dał jasno do zrozumienia „Gorbiemu”, że nie zamierza dokonywać reform w kraju, to nie mógł się obyć bez ZSRS, od którego bezpośrednio zależała gospodarka rumuńska. Pieriestrojka czy nie, Moskwa pozostała Wielkim Bratem, który coraz częściej napominał Bukareszt.


     Pod koniec 1987 roku doszło do poważnych protestów społecznych w Braszowie, ważnym mieście przemysłowym na północ od Bukaresztu. Robotnicy, do których przyłączyła się część kadry kierowniczej, splądrowali kilka budynków publicznych i spalili portrety dyktatora. „Conducator” natychmiast wysłał do Braszowa wojsko, które brutalnie stłumiło bunt. W walkach zginęło kilkudziesięciu  demonstrantów oraz dwóch milicjantów. Po raz pierwszy Rumuni ośmielili się masowo wyjść na ulice, by zaprotestować przeciwko reżimowi.


     Po zamieszkach w Braszowie Silviu Brucan przekazał amerykańskiej agencji informacyjnej list ostro krytykujący Ceauşescu. Brucan był liczącą się postacią. W przeszłości pełnił rożne ważne funkcje, m.in. był ambasadorem Rumunii w USA i przy ONZ oraz prezesem Telewizji Rumuńskiej. Na publikację krytycznego tekstu w prasie zachodniej Ceausescu zareagował  w sposób bardzo umiarkowany. Każdy inny zostałby natychmiast aresztowany, natomiast wobec Brucana zastosowano tylko areszt domowy. Nie bez znaczenia był także fakt, iż jego przyjacielem był stały korespondent  TASS w Bukareszcie. W ten sposób Moskwa sygnalizowała Ceausescu, że „ten człowiek jest nietykalny”.


     W następnym roku Brucan, wciąż formalnie przebywający w areszcie domowym, otrzymał zgodę na wyjazd za granicę.  Po krótkim pobycie w Moskwie były ambasador  wyjechał do USA a potem do Wielkiej Brytanii, spotykając się z wpływowymi przedstawicielami tamtejszej elity politycznej. Każdemu z rozmówców wyjaśniał, że między ludnością  a „Conducatorem” powstała tak wielka przepaść, że upadek dyktatora stał się nieuchronny. Nie wahał się także  prosić o pomoc w obaleniu Ceausescu, sugerując wywarcie presję na rumuńskiego dyktatora.


     Wkrótce Ceauşescu został postawiony w stan oskarżenia przez Komisję Praw Człowieka ONZ. Moskwa nie sprzeciwiła się temu oskarżeniu, a sowiecki przedstawiciel wstrzymał się od głosu. Stało się jasne, iż  Gorbaczow zdecydował się skończyć z Ceausescu.


     W marcu 1989 roku prasa zachodnia opublikowała tajemniczy list otwarty do Ceauşescu, napisany przez sześciu byłymi dygnitarzy partyjnych, w tym Brucana. Rumuński dyktator zlekceważył ten sygnał. Był świadomy zagrożenia, jednak nadal był przekonany, że trzyma żelazną ręką partię i jej zbrojne ramię, osławioną Securitate. Pod koniec listopada 1989 roku - czyli tuż przed swoim upadkiem - na zjeździe Rumuńskiej Partii Komunistycznej „Conducator” został jednogłośnie wybrany na sekretarza generalnego partii i prezydenta Republiki Rumunii.


     Jednak proces, który doprowadzi do eliminacji Ceauşescu już się rozpoczął. W obliczu przemian politycznych w bloku wschodnim rumuński dyktator był coraz bardziej izolowany.


CDN.


Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura