196 obserwujących
1280 notek
1150k odsłon
  708   4

Hołodomor - zaplanowane ludobójstwo (2)

Organizując ludobójstwo na Ukrainie Moskwa zadbała o zachowanie tego w ścisłej tajemnicy.
 
      Równocześnie z mianowaniem Postyszewa odpowiedzialnym za zniszczenie wsi ukraińskiej, Stalin podpisał tajny okólnik nakazujący przerwanie exodusu chłopów uciekających z Ukrainy i Kubania pod pretekstem szukania chleba. „Komitet Centralny i rząd mają dowody, że ta masowa ucieczka organizowana jest przez wrogów władzy sowieckiej, kontrrewolucjonistów i polskich agentów — napisał Stalin  — w celu rozwinięcia propagandy zwłaszcza przeciw systemowi kołchozowemu, a ogólnie przeciw władzy sowieckiej”. W następstwie ogłoszenia tego okólnika szef OGPU Gienrich Jagoda, wysyłał do podległych mu dowódców terenowych rozkaz rozmieszczenia na drogach i dworcach specjalnych patroli mających przechwytywać uciekinierów.

      Schwytanych należało deportować albo odwieźć do miejsca pochodzenia, co w obu wypadkach równało się dla nich wyrokowi śmierci. Ukraina została w tym momencie odizolowana, odcięta od reszty kraju: jej dramat może się rozgrywać przy zamkniętych drzwiach. „Żadnej litości” — nakazał swym oddziałom Postyszew.

      „Brygady szturmowe” komsomolców w sposób bezlitosny odbierały znalezione w garnkach na kuchni lub w piecu resztki     pożywienia i niszczyły je, podobnie jak znalezione żarna i drewniane stępy, mogące służyć do jego przygotowania, wybijały okna i demolowały chaty. Towarzyszyło temu fizyczne i moralne znęcanie się na ludźmi . Członkowie tych brygad otrzymywali kartki żywnościowe na obiady w jadłodajniach strzeżonych przez uzbrojoną milicję. Ludność nazywała ich krasnaja mietła – „czerwona miotła”

     „Wszędzie słychać było szloch – wspominała jedna z uratowanych - . Ci, którzy rekwirowali ziarno, byli bezlitośni. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak jeden człowiek uciekł, porzucając żonę i troje dzieci. Zabrali absolutnie wszystko: krowy, świnie, wszystko. Żonie nic już nie pozostało. Odesłała dzieci, by sobie radziły same, podpaliła dom i powiesiła się”.

     Każdy podejrzewany o ukrywanie choćby ziarenka zboża (które gnije w hałdach pod gołym niebem) był natychmiast rozstrzelany. głodującym ludziom nie pozwalano zjadać nawet zwierząt, które padły z braku paszy -  były one natychmiast palone. Drzewa owocowe spryskiwano środkami chemicznymi, pod których wpływem owoce nie nadawały się do jedzenia. W tej sytuacji jedynym sposobem na przetrwanie pozostał kanibalizm. Pierwszymi ofiarami stały się najmłodsze dzieci.

     Gdy podczas plenum Komitetu Centralnego przywódca partii komunistycznej z Charkowa ze wzburzeniem opowiedział o tej hekatombie, niewzruszony Stalin mu odpowiedział: Mówiono nam, towarzyszu Tieriechow, że jesteście dobrym mówcą, a tymczasem jesteście po prostu dobrym gawędziarzem. Opowiadać takie bajki o głodzie! Chcieliście nas przestraszyć, ale wam się to nie uda. byłoby lepiej, gdybyście zrezygnowali ze stanowiska sekretarza ukraińskiego KC i wstąpili do Związku Pisarzy: będziecie wymyślać bajki, a durnie będą je czytać”.

     Tieriechow nie został ponownie wybrany na dotychczasowe stanowisko. Oficjalnie głodu nie było — nawet na forum wewnątrzpartyjnym.

     Do zatuszowaniu Wielkiego Głodu zablokowano przepływ informacji (kontrola listów, wystąpień publicznych), sfałszowano dane (lekarzom do aktów zgonu nie wolno było wpisywać śmierci głodowej), zniszczono dokumentację (na przemiał szły rejestry zgonów).

    Gdy w 1937 roku przeprowadzono spis powszechny okazało się, że w stosunku do poprzedniego ubyło 6 mln mieszkańców. Wyników nie upubliczniono, a szef urzędu statystycznego Iwan Krawal i jego najbliżsi współpracownicy zostali rozstrzelani. Stracono też kijowskiego redaktora „Sowieckiej Statistiki” i szefa instytutu ekonomii w Ukraińskiej Akademii Nauk. Nowe kadry statystyków przeprowadziły nowy spis powszechny, opublikowany w 1939 roku, odpowiednio zawyżający liczbę ludności. Tak więc w Związku Radzieckim oficjalnie śmierci z głodu nie było.

    Moskwa robiła wszystko, aby ukryć prawdę o tragedii na Ukrainie przed zagranicą. Podczas gdy miliony ludzi ginęły z głodu, ZSRS nadal eksportował zboże, co miało świadczyć o doskonałym stanie sowieckiego rolnictwa.

    Gdy wiosną 1933 roku Wielki Głód osiągnął apogeum, uwaga świata koncentrowała się na Adolfie Hitlerze, świeżo obranym kanclerzu Rzeszy. Jego coraz bardziej agresywna polityka zamykała usta potencjalnym krytykom Stalina.

    Ambasador Francji w Moskwie Charles Alphand w swoich notach dyskredytował wszelkie świadectwa mówiące o głodzie na Ukrainie. „Jeśli, wbrew sowieckim zaprzeczeniom, w niektórych regionach Ukrainy, w szczególności w okresie przednówka, faktycznie wydaje się ujawniać wielki niedostatek — pisał ambasador — to najwyraźniej waga problemu została zdecydowanie przeszacowana na użytek wrogiej reżimowi sowieckiemu kampanii (jak się wydaje, o inspiracji niemieckiej)”.

    W sierpniu 1932 roku Moskwa zorganizowała mu podróż na Ukrainę, którą odbył z przyjacielem Kremla, byłym francuskim premierem Edouardem Herriotem, przywódcą Partii Radykalnej.

   Władze sowieckie zorganizowały im spotkania z partyjną inteligencją, ze starannie dobranymi  robotnikami i kołchoźnikami. Wszędzie widzieli czyste ulice, dobrze zaopatrzone sklepy, i ludzi wynoszących z nich chleb w sposób rzucający się w oczy. Wszystko to było przygotowaną w szczegółach reżyserią.

     W kołchozie, do którego ich przywieziono wszystko zostało umyte, a „z kijowskiego teatru przywieźli meble i wstawiono je do miejscowego klubu. Przywieziono też firanki, portiery, serwety. Jedną część budynku przekształcono na jadalnię, stoły upiększyli kwiatami [...] Zabili kilka byczków i świń, dostarczyli zapas piwa.[…] Zwołali ogólne zebranie kołchoźników i ogłosili, że odeskie studio filmowe wykonywać tu będzie ujęcia filmowe. Ci którzy zostaną wybrani do statystowania wyjdą do pracy, a pozostali powinni siedzieć w domu. Świeżo upieczonym aktorom wydali nową odzież: ubrania, sukienki, kapelusze, skarpety, chustki, obuwie. […]  Następnego dnia, kiedy Herriot miał przyjechać, kołchoźnicy już siedzieli za stołami. Zjadali ogromne kęsy mięsa, zapijając piwem i nie bardzo się z tym ociągali”.

     W podobny sposób przygotowano przyjęcie E. Herriota w stołówce przy fabryce traktorów w Charkowie. Wpisał on po niej do pamiątkowej księgi następujące słowa: „Mogłem się osobiście przekonać, że jedzenie jest tu wyśmienite. Jeśli wszystko jest tak dobre, to restauracja ta mogłaby się znaleźć w Lyonie, które to miasto słynie ze swoich smakoszy”


CDN.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura