203 obserwujących
1333 notki
1195k odsłon
  835   2

Praskie bazary (2)

Obok słynnego Różyca na Pradze do lat 70. istniał także bazar między Stalową i Strzelecką.


     W okresie międzywojennym renoma bazaru Różyckiego była już mocno ugruntowana. Z pewnością był największym i najbardziej znanym bazarem po tej stronie Wisły, a w skali miasta konkurować z nim mógł tylko wolski Kercelak.


       „Tam wszystko się kupiło. – wspominała jedna z klientek -  Tam mogłaś iść głodna, wyszłaś najedzona; poszłaś boso, wyszłaś ubrana; tam wszystko się kupiło, od a do z, od ubrania do... od koszuli, jak to się mówiło, od majtek do, do... do futra, na tym Bazarze Różyckiego.”


      Od strony Targowej sprzedawano piękne ubrania, suknie „pierwszej i ostatniej mody”. Nieodłącznym elementem zakupów było targowanie się, należało nawet do „dobrego tonu”. Po targowisku chodzili także muzykanci, przygrywając kupującym do taktu. Zachęcano do udziału w grach hazardowych: „ Tacy byli cwaniacy, mieli takie krążki, czerwona, czarna wygrywa, tak jakoś to... I ja kiedyś tak sobie stanęłam, przyglądałam się, no to tak wiedziałam jak oni, gdzie ta karta jest. Wszystko to wiedziałam. I myślę sobie: „No może ja się skuszę”. Ale przede mną jakaś kobieta właśnie skusiła się na to – przegrała, oczywiście. I też widziała, że tak jak ona myśli, że ta karta tam jest. Nie, nigdy tam nie można było wygrać.”


      Wśród przekupek dominowały wieśniaczki, które sprzedawały „W liściach kapusty masło osełkowe, ser biały, biały serek, śmietana w bańkach całych, no to – na mnie to robiło wrażenie.”


       Z pewnością do legend Różyca zaliczyć należy postać Wincentego Andruszkiewicza nazywanego „Wicusiem Marynarzem”, który kiedyś pływał na statkach handlowych, a ważył ponad 150 kg.  Handlował przede wszystkim kaszanką i bimbrem. Podczas okupacji hitlerowskiej skupował broń dla Polskiego Państwa Podziemnego. Po wojnie przez kilka lat prowadził lokal gastronomiczny na ul. Brzeskiej. Wkrótce potem ubecy postawili mu ultimatum: albo zostanie kapusiem, albo knajpę trzeba będzie zamknąć. Wicuś nie zgodził się, stracił lokal i wrócił na bazar.


        Targowisko spłonęło w czasie powstania warszawskiego, ale szybko odrodziło się po wojnie.  1950 roku bazar został upaństwowiony, ale nadal dominowały na nim stanowiska prywatne.


        W 1957 w murowanym budynku w głębi bazaru otwarto cieszący się dużym powodzeniem komis. W części bazaru nazywanym „Kanadą” można było odzyskać ukradzione na bazarze przedmioty.


       Okres jego największej świetności przypada na lata 70-te i 80-te XX wieku. Można tu było wówczas nabyć produkty pozornie niedostępne od dżinsów, pomarańczy czy kurczaków po skórzane obuwie. Kwitł także czarny rynek, przede wszystkim walutowy.


        Dziś, choć mocno zaniedbany bazar popada w ruinę, nadal stanowi symbol przedwojennej Pragi. Były nawet plany likwidacji słynnego targowiska, na szczęście nic z nich nie wyszło.


       W 1911 roku Władysław Pachulski i Andrzej Domański założyli bazar, który mieścił się pomiędzy ulicami Stalową i Strzelecką. W następnych latach, w miejscu dotychczasowej, drewnianej, zabudowy, wystawili czteropiętrową kamienicę frontową z długą oficyną biegnącą w poprzek ulicy przy Stalowej 21. Następnie powstała podobna kamienica z oficyną na działce przy Strzeleckiej 26. Budynki łączyły się ze sobą, tworząc w środku rozległy dziedziniec. Właściciele planowali jeszcze wystawienie analogicznej kamienicy przy Stalowej 19, ale wybuch I wojny światowej uniemożliwił tej budowy.


       Pustą przestrzeń pomiędzy czynszówkami przeznaczono na targowisko, zwane niekiedy „Spichlerzem Nowej Pragi”. Można tu było kupić przede wszystkim żywność, ale także odzież, starocie i artykuły żelazne, a w soboty odbywały się słynne targi ptactwem, w tym gołębiami i kanarkami.


      „Był to niezwykły bazar (…)  - wspominał Paweł Elsztein - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nigdzie podobnej atmosfery handlowej nie spotkałem. Był to, jakby powiedzieć, bazar familijny. Wszyscy chyba się znali: handlujący i kupując.”.


       Z kolei Stefan Mierowski zapamiętał, że: „Najbardziej kolorowo i barwnie było na początku roku szkolnego, we wrześniu. Wtedy przechodząc przez bazar można było podziwiać bogactwo świeżych warzyw, owoców i kwiatów, a obok nich duży wybór nabiału i drobiu (w tym żywego) oraz gołębie. Znajdowały się tam stragany z używaną odzieżą i przedmiotami gospodarstwa domowego, czyli tak zwaną starzyzną. W sumie bazar ten nie był duży i daleko mu było do wielobranżowego, na rozległym terenie położonego Bazaru Różyckiego (…)”.


        „Od Strzeleckiej na podwórko wiodła jedna brama, a od Stalowej druga. – wspominała Zofia Osowska -  W środku trzy rzędy straganów. Dalej był jeden rząd ław w poprzek i znów stragany. Za nimi (od Strzeleckiej) rozciągał się plac, na który przyjeżdżali dostawcy warzyw, owoców i mleka”.


      Jeden z rzędów straganów stanowiły drewniane jatki, w których mięso sprzedawali przede wszystkim kupcy żydowscy. Od nich też chętnie kupowano ryby.


      Halina Cieszkowska opisywała, iż „główną aleję okupowali pejsaci Żydzi w tradycyjnych jarmułkach na głowach. W tekturowych kartonach wystawiali swoje skarby: wstążki, nici, korale, cekiny i delikatne koronki, zwane walansjenkami, a na deskach wykładali kolorowe materiały. W ulicach sąsiadujących z bazarem Żydzi również prowadzili handel. Tylko na ulicy Stalowej w latach 30. XX wieku znajdowały się między innymi piekarnia, sklep z rybami i owocami, pracownia galanterii, sklep z odzieżą dziecięcą czy wyroby fajansowe”.


      Cały kompleks szczęśliwie przetrwał wojnę. Targowisko działało aż do lat 70-tych XX wieku.


      „Pod płotem od ulicy Strzeleckiej ustawia się falanga jegomościów w cyklistówkach i fufajkach i celebruje swą wielką „czarną mszę”. – pisał Olgierd Budrewicz - Chodzi głównie o gołębie. Cena ich waha się od 5 do 500 złotych. W ogromnym skupieniu badane są skrzydła, dzioby i pazurki. Padają zagadkowe określenia, referowane są szczegółowo zalety i wady ptaków”.


       W 1962 roku „Stolica” ostrzegała, że „w okolicach bazaru ogniskuje się potajemny handel chwytanymi w sidła, dzikimi ptakami śpiewającymi i barwnymi. Praktykowany jest proceder przemalowywania wróbli na kanarki”.


      Po zamknięciu bazaru nieremontowane kamienice popadły w ruinę. Cała posesja wystąpiła  w nagrywanym w 2003 r. teledysku do piosenki „Bo tutaj jest jak jest” duetu Borysewicz&Kukiz.



Wybrana literatura:


K. Głowacka – Echa dawnej Warszawy. Praga

P. Kulesza - Niebieski syfon. Z dziejów bazaru Różyckiego.

M. Miller -  Co dzień świeży pieniądz, czyli dzieje bazaru Różyckiego

J. Kasprzycki -  Korzenie miasta. Tom III Praga

Lubię to! Skomentuj54 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura