202 obserwujących
1333 notki
1194k odsłony
  1149   4

Peerelowskie palenie (1)

Dym tytoniowy towarzyszył Polakom przez cały okres PRL-u,

      Choć niemal każdy wiedział, że tytoń to groźna trucizna, ale  zapalić było w dobrym tonie.  Czasem  palacz grzecznie pytał  znajdujących się w tym samym pomieszczeniu: „Mogę zapalić?”. I  rzadko  spotykał się z odmową.

     Paliło się wszędzie. Palili aktorzy w najlepszych scenach polskich filmów, kłęby dymu unosiły  się pod  sufitami dobrych kawiarni i restauracji, a także w knajpach gminnych spółdzielni. Kelnerzy sprzątali  brudne talerze, by zrobić miejsce następnym gościom,
nierzadko zostawiając  na stolikach  popielniczki  pełne petów, bo następny klient i tak je zapełni. Dymem śmierdziały urzędy i korytarze   szpitali, gdzie  z zapalonym papierosem spacerowali chorzy.

      Paliło się na posiedzeniach  Biura Politycznego  PZPR i na spotkaniach opozycji (np.  Jacek  Kuroń na niemal wszystkich zdjęciach ma papierosa w dłoni).   Palono w więzieniach i  w komendach  Milicji Obywatelskiej. W salach konferencyjnych, w biurach,  za kulisami  teatrów, na dworcach  kolejowych,  w szkolnych toaletach i szatniach.  Paliło się w pociągach  (poza przedziałami dla niepalących)  i autobusach, a także w  samolotach na  trasach  krajowych, ale też transatlantyckich –  początkowo wszędzie, a w późniejszych  latach tylko  w ostatnich rzędach, w miejscach dla  palących.

     Palili wszyscy  -  robotnicy, chłopi i inteligencja pracująca, bez względu na płeć, wiek  i miejsce  zamieszkania.  Palili murarze w waciakach i studenci pod bibliotekami i salami  wykładowymi. Palili   także lekarze, którzy przecież doskonale wiedzieli, jak niebezpieczny  dla zdrowia jest  dym tytoniowy.

      Papierosy palono również  w domach  – niezależnie od tego, czy akurat przebywały w  nim dzieci czy nie. Świadomość konsekwencji zdrowotnych była mniej ważna, niż chęć  pokazania się z papierosem. Można powiedzieć, że papierosy rządziły wówczas ludźmi.

      Niby obowiązywał formalny zakaz sprzedawania tytoniu młodzieży do 18. roku  życia, ale w  zasadzie nikt go nie przestrzegał. Nauczyciele nękali palących uczniów, ale  podczas przerw szkolne  toalety śmierdziały dymem nawet w podstawówkach. Nie paliły
chyba tylko przedszkolaki.

     Palenie wytworzyło  normy tzw. dobrego wychowania. Jeśli się miało okazję  przypalić  papierosa  kobiecie, to czy należało swojego papierosa wyjąć z ust, a może wolno trzymać go między wargami? Jak trzymać papierosa: między palcem wskazującym a
serdecznym, a może między  wskazującym i kciukiem?  Co zrobić, gdy popiół spadnie na  obrus? Poślinić palec i delikatnie przykleić,  potem zaś strzepnąć? A może zdmuchnąć? Albo  jeśli ktoś prosi o papierosa, a w paczce jest  akurat  ostatni, czy można odmówić nawet  najbliższej osobie?

     Z paleniem wiązał się specyficzny slang nałogowców. Papieros to :  „szlug”, „pet”,  „kiep”,  „fajka”.  „Kopsnąć” oznaczał żądanie lub prośbę o papierosa, „odpalić” –  poczęstowanie, „spetować”  – zgaszenie, dlatego na popielniczkę mówiło się „petownica”. „Jaranie”, „kopcenie” – a więc palenie.  „Kołek” oznaczał kawałek tytoniowej łodygi, który  trafiał się w papierosie niemal zawsze i nie chciał  się tlić. Dlatego papierosy trzeba było  wykruszać, czyli obracać w palcach i międlić, by chciały się  palić. Nie można było z tym  przesadzać, gdyż przy przypadku słabej jakości papierosów, po  „międleniu” mogła pozostać  niemal pusta bibułka.

      W drugiej połowie lat 70. w tzw. lepszym towarzystwie nie wypadało nosić w  kieszeniach  zapałek lecz zapalniczki jednorazowe, do których dorabiało się zaworki i  napełniało się je gazem w specjalnych prywatnych punktach.

      Znaczna część dostępnych na rynku papierosów była podłego gatunku.

      Każdy palacz „Sportów”  (w latach 70. po 3,40 zł za paczkę) pluł tytoniową drobiną.  W  rankingu popularności zaraz za „Sportami”  były „Klubowe” – straszne świństwo w   paskudnym  opakowaniu. „Klubowe”  pochodziły głównie z dwóch fabryk – radomskiej oraz  augustowskiej. Papierosy z Augustowa uważane były przez PRL-owskich palaczy za  smaczniejsze niż te z Radomia.


     Elita paliła „Caro”  w miękkim, niebieskim opakowaniu z białą  literą C. Popularne  wśród  twardych palaczy były „Mocne” (krótkie papierosy z filtrem) oraz  „Ekstra  mocne”,  zwane „schabowymi (były  z filtrem i bez filtra; pierwsze miały na  opakowaniu czerwony
pasek, a drugie – żółty). Były też   „Piasty”, „Giewonty”,  „Dukaty”,”Silesie”, „Wrocławskie”  i „Łódzkie”.

       Panie paliły często „Płaskie”  lub   „Damskie” (z kartonowym ustnikiem, lecz bez  filtra) albo „Zefiry” z mentolowym  posmakiem. W  niektórych kręgach szczytem  szpanu  stanowiły „Carmeny”, w  ciemnoczerwonym pudełku, najdroższe  z krajowej produkcji.
Często ich wypaleniu bolała głowa, stąd w  latach 70. pojawiła się plotka, że „Carmeny” są  nafaszerowane opium.

CDN.

Lubię to! Skomentuj121 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura