Wbrew temu co twierdzi wielu (a wiadomo po której stronie barykady stoją) to nie PiS skłócił społeczeństwo, choć na pewno jakaś w tym jego zasługa jest (największa to taka, że ośmielił się głosami obywateli wygrać wybory).
Społeczeństwo skłócone zostało przez prywatne, czy jak kto woli mainstreamowe media. No bo kto nadał elektoratowi PiSu etykietkę ciemniaków i moherów? Przecież nie Kaczyńscy. Podział był bardzo prosty, ludzie głosujący na PO to sama śmietanka, elita i żeby do niej należeć wystarczy prawidłowo skierować swoje wyborcze preferencje. PiSowcy z kolei to zaślepienie fanatycy, nie potrafiący samodzielnie zrobić nic, poza podtarciem tyłka w ubikacji. Oczywiście miało to zaowocować odpłynięciem poparcia dla PiSu w stronę PO (a właściwie to obojętnie w czyją stronę byleby daleko od PiSu).
Wiadomo, że taktyka ta nie zdała egzaminu, gdyż przynajmniej tyle samo (jeśli nie więcej) osób wciąż deklaruje chęć głosowania na Prawo i Sprawiedliwość. Niestety osiągnięto efekt poboczny, czyli wykształcono (jakież to idealnie pasujące słowo – a użyłem go zupełnie przypadkowo) w wielu osobach nienawiść do Kaczyńskich (to akurat było zamierzone), ale w przypadku elektoratu PiSowego umocniła się jedynie ich sympatia dla tej partii.
Dla mnie to wyraźna oznaka wzrostu świadomości społecznej, gdyż do roku 2005 uważałem, że zawsze wygrają ci, których wspierają główne media i sądziłem, że tak już musi być. Dość symptomatycznym znakiem, ze coś jednak się zmieniło jest choćby wymowa tego artykułu (w kontekście tego kto ostatecznie został zwycięzcą): http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050917/kraj/kraj_a_1.html
Dla mediów sytuacja była jasna, ma wygrać Tusk i koniec. Biedak sam uwierzył już w swoją prezydenturę i trudno mu się dziwić, skoro wszyscy zwracali się już do niego per „Panie Prezydencie” i zapewne na swej drodze ani razu nie spotkał osoby, który przyznałaby, że zagłosuje na "Kaczora".
Wróćmy jednak do podziału społeczeństwa na tych światłych i ciemnych. Otóż można krótko powiedzieć, iż (samozwańcza) elita uważa się za znacznie mądrzejszych od zwolenników PiS. Ja chciałbym jednak zadać kłam temu twierdzeniu. Rozpocznę od podania przykładu dwóch wpisow, które ukazały się dziś na łamach Salonu24. Jeden z nich (http://noteswyksztalciucha.salon24.pl/37731,index.html) jest wybitnie antyPiSowy, drugi natomiast (http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/37717,index.html) z PiSem sympatyzuje. Pierwszy wyjaśnia (niby ironicznie) dlaczego Autor nigdy nie zagłosuje na Pis, drugi jak nietrudno się domyślić objaśnia coś dokładnie przeciwnego.
Państwu zostawiam lekturę obu tekstów i wnioski z nich płynące. Dla mnie jest jasne, że artykuł drugi jest napisany lepiej stylowo oraz jest przynajmniej poparty jakimiś argumentami, wyjaśniającymi powody decyzji Autora.
Na tej podstawie twierdzę, iż elektorat PiSowy jest po prostu mądrzejszy od wszystkich tych ludzi, których Kaczyńskich nienawidzą. I nie chodzi mi tu o inteligencję, gdyż tej nie brakuje po obu stronach, chodzi mi jedynie o coś takiego jak samodzielne myślenie oraz mądrość życiową, którą często nabywa się dopiero z wiekiem. Nie jestem teraz pewien, czy było to w przypadku wyborów parlamentarnych, czy prezydenckich w 2005 roku, ale pamiętam, że PO (lub Tusk) wygrało tylko w jednej grupie wiekowej (przedział 18-25 lat).
Zgodzę się, że młodzi ludzie są często bardziej postępowi niż ludzie starsi. To nie ulega wątpliwości. Jednakże młodzi ludzie nie nabyli jeszcze mądrości życiowej (no bo skąd), a ich poglądy polityczne (gdyż w większości politykę mają głęboko gdzieś) przejmują od swych rodziców lub są kształtowane właśnie przez media. Nie ma w tym nic dziwnego i jest to zupełnie proste i logiczne.
Dobrym przykładem jest tu pewien Salonowicz (nie będę wymieniał nicku), który zaraz po konferencji prokuratury w sprawie zatrzymania Kaczmarka napisał coś w tym guście: „No to kurwa wygraliście”. Poczciwina nie wiedział wtedy co ma myśleć i jak odwrócić kota ogonem, był po prostu bezradny. Nie trwało to jednak długo, gdyż zaraz media zrobiły to za niego i skierowały istotę wydarzenia na boczny tor, w stronę Prezydenta.
Nasz bohater od razu odzyskał wigor i następnego dnia domagał się wyjaśnienia roli Prezydenta w całej sprawie. Tak więc nie odmawiam mu inteligencji, ale widać, że de facto nie ma on własnych poglądów i potrzebuje jakiegoś autorytetu, który mówi mu co ma myśleć. Dodam, że nie jest to nic złego, tzn. ludzie potrzebują autorytetów i nie można mieć pretensji do biednego człowieka, który daje sobą manipulować, gdyż on nie zdaje sobie sprawy z faktu bycia sterowanym. Takiej osobie raczej należy współczuć. Ganić natomiast trzeba polityków, ale w szczególności media, które (celowo) doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji.
Inną kwestią, którą chciałbym tu poruszyć jest zrozumienie i tolerancja. Otóż ja potrafię wczuć się w sytuację osób nie lubiących (eufemistycznie mówiąc) PiSu. Dla mnie ich argumentacja jest często na tyle sensowna, że nie mogę się dziwić, iż są w stanie w nią wierzyć. Oczywiście bzdury o totalitaryzmie to można między bajki włożyć, ale Kaczyńscy i PiS często przez swoje nieopatrzne zachowanie pomagają uwierzyć w niektóre rzeczy, które się im zarzuca.
Potrafię zrozumieć młodego człowieka, który mówi, że jego nie interesuje przeszłość, że nie chce rządu, który się w niej będzie babrał, gdyż nas powinna interesować przyszłość. Po prostu człowiek taki nie przyjmuje do wiadomości, że aby zbudować lepsze państwo, trzeba pod nie podłożyć naprawdę solidne fundamenty, a tego nie będzie się dało zrobić bez rozliczenia się z przeszłością.
Korupcja kwitnie, lecz wspomniany już przeze mnie, młody człowiek nie ma dostatecznej mądrości życiowej, nie pamięta komuny (w końcu w niej nie żył) i nie wie, że ci sami ludzie po 1989 roku wciąż rządzili naszym krajem (tzn. niby wie, ale nie potrafi pojąć kim ci ludzie za komuny byli i w jaki sposób mogą dokonać naprawdę ogromnych spustoszeń w Polsce). Struktury państwowe są zgniłe i muszą być stworzone od podstaw. Jeśli dziś wybaczylibyśmy wszystkim byłym esbekom, czy innym postkomunistom to przyzwolilibyśmy na istniejący stan rzeczy i dalej korupcja kwitłaby w najlepsze. Nic, by się nie zmieniło, bo przecież ci wszyscy aferzyści, mordy ty moje i inne takie – oni mają rodziny. Kodeks postępowania takich osób przejmują przecież ich dzieci i gdybyśmy „przebaczyli” trwało by to w nieskończoność.
No, ale uciekam nieco od meritum. Mówiąc o tolerancji mam na myśli to, że poza zrozumieniem dlaczego dana osoba ma takie, a nie inne wyborcze preferencje, ja te preferencje toleruję. Trudno, ktoś ma inne poglądy, muszę je szanować. Demokracja nie jest systemem idealnym, ale takiego systemu większość z nas chciała i nie mamy teraz innego.
Niestety, mam wrażenie, że tolerancja ta działa tylko w jedną stronę, gdyż zatwardziali przeciwnicy PiSu nie tolerują poglądów proPiSowych (a także nie potrafią ich zrozumieć - "Nie rozumiem jak możesz głosować na kaczory") i jeśli ktoś ma takowe musi być po prostu głupi i na pewno słucha Radio Maryja. Samo to w sobie jest do zaakceptowania, każdy ma prawo myśleć co mu się żywnie podoba, ale trzeba tolerować poglądy innych, a sam już niejednokrotnie na własnej skórze przekonałem się o braku tolerancji dla moich przekonań, gdy starałem się wykazać dlaczego popieram PiS.
Mój dobry kolega okazał się być do tego stopnia tolerancyjny, że gdy podjęliśmy dyskusję na tematy polityczne (którą on wywołał), a ja zacząłem mówić dobre słowo o PiSie, zrobił taką minę jakbym co najmniej nadział go na pal po czym dopił piwo, powiedział, że wychodzi i wyszedł. Po prostu nie mógł znieść tego co mówię, kwintesencja tolerancji. Cóż, jeśli się czegoś nie potrafi zrozumieć to trudno to tolerować.
A więc moi drodzy AntyPiSowcy, zrozumcie wreszcie, że wszystko to co zarzucanie nam, czynicie sami. Gdy uda Wam się to przyznać, wtedy gwarantuję, iż Wasza optyka wykona obrót o 180 stopni i przestaniecie nienawidzić, a nienawiść to naprawdę nie jest wyjście.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)