Widzę, iż przetoczyła się na Salonie dyskusja, czy inteligencja popiera Prawo i Sprawiedliwość, czy też nie. Czymże jednak jest inteligencja jako grupa społeczna? Czy studenci do niej należą? Moim zdaniem nie.
Każdemu oczywiście wolno rozumieć inteligencję po swojemu, dlatego pozwolę sobie zaprezentować moją definicję tego słowa. Inteligencją nazwałbym pewną warstwę społeczną, która lepiej diagnozuje rzeczywistość, posiada mocny kręgosłup moralny, nie boi się głośno przedstawiać własnych poglądów i zanim je przedstawi, w toku długich badań i przemyśleń (a nie po powierzchownej analizie) upewnia się, iż ma rację. Inteligenci to nie konformiści oraz z całą pewnością są patriotami. Przedstawiciele tej warstwy nie są zadufani w sobie i nie chwalą się przynależnością do takiej, czy innej klasy. I jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa - inteligencja to bardzo wąska grupa społeczna.
Czy pod taką definicję podchodzą studenci jako ogół? Zdecydowanie nie. Owszem, jakiś procent z nich jeszcze podczas studiów możnaby uznać za przedstawicieli warstwy inteligenckiej. Jednakże ten odsetek jest coraz mniejszy odkąd coraz mniej rozwinięci umysłowo ludzie zapisują się na różnego typu prywatne uczelnie. Kiedyś, gdy studiowało się jedynie na uczelniach państwowych przeciętny iloraz inteligencji studentów był po prostu wyższy. Dziś, choć ogólnie typowy student jest inteligentniejszy niż przeciętny obywatel, to jednak różnica ta nie jest już tak wielka. Można jednak powiedzieć, że studenci są inteligencją w rozumieniu posiadania dużego IQ, ale na tym się kończy.
Sam jeszcze do niedawna byłem studentem. Moja uczelnia uchodziła za renomowaną. Studia dzienne, magisterskie, jednostopniowe. Wiem jacy ludzie ze mną studiowali i zdecydowana większość z nich do inteligencji się nie zaliczała. Być może w przyszłości będą się zaliczać, ale najpierw muszą nabrać trochę doświadczenia i zrozumieć co w życiu jest ważne, a co nie. Wielu z nich, miałem wrażenie, błądziło jak dzieci we mgle, nie wiedząc czego tak naprawdę chcą od życia. Dla innych głównym sposobem na spędzanie wolnego czasu były zakrapiane alkoholem imprezy.
Czy naprawdę człowiek, który nawet o sobie dobrze decydować nie umie, może dokonać w pełni świadomej decyzji w innych obszarach? Czy jest politycznie samodzielnie ukształtowany? Śmiem wątpić. Większość studentów nie ma czasu zainteresowaś się głębiej polityką, a co za tym idzie dokonać samodzielnego wyboru, a że media nie przedstawiają obiektywnie rzeczywistości - to dodając dwa do dwóch wszystko staje się jasne.
A jeśli chodzi o inteligencję to, jak wspomniałem, musi to być z założenia dość wąskie grono. W Polsce jednak zaczął panować pogląd, iż każdy zwolennik PO to przedstawiciel inteligencji. Skoro tak, to znaczy że mamy w kraju ponad 40% prawdziwej inteligencji. No, no, robi wrażenie, nieprawdaż? Tylko czemu, skoro jest tak dobrze, to jest tak źle? Skorośmy takim mądrym i uczciwym narodem, to dlaczego tak ciężko znaleźć nam rozsądne drogi rozwiązywania problemów?
Może dlatego, że prawdziwa inteligencja jest tak mało liczna, iż w rzeczywistości ma bardzo niewielki wpływ na wybory dokonywane przez społeczeństwo, które jako ogół jest niestety durne. Dlatego proponuję dać już spokój z dywagacjami kogo popiera, czy poparła inteligencja, bo to i tak przeciętny Kowalski wygrywa (lub przegrywa) konkretnej partii wybory. Adieu...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)