Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o oficjalnym zakończeniu polsko-amerykańskich negocjacji w sprawie powstania elementów tarczy antyrakietowej na terenie naszego państwa. Uważam, że Rosja jest na tyle potężnym, a do tego za mało przewidywalnym państwem, że nawet najdrobniejsze zabezpieczenie przed nią jest zachodu warte. Chciałbym jednak odnieść się do niektórych wpisów i komentarzy, traktujących ten temat, a z którymi nie do końca lub wcale się zgadzam.
Po pierwsze fakt, że tarcza na naszym terytorium jednak powstanie nie jest w moim odczuciu niczyim sukcesem – ani rządu, ani Prezydetna. Jeżeli już chcemy traktować to w ten sposób, to mogę się zgodzić, iż tarcza jest sukcesem nas wszystkich, Polaków. Uważam tak dlatego, że budowa tarczy w Polsce była najzwyczajniej w świecie okazją, której nie wolno było zaprzepaścić. Tak więc, gdyby tarcza jednak nie powstała, uznałbym aktualny rząd za zdrajców narodu. W momencie, gdy wszystko wskazuje na to, iż tarcza u nas się jednak znajdzie, uważam, że rząd po prostu spełnił swoją powinność i nic ponadto.
Po drugie denerwuje mnie, gdy czytam, że rząd Tuska wynegocjował więcej, niż wynegocjowałby rząd Kaczyńskiego. Niby skąd taki wniosek? Przecież rząd PiSu nie zakończył jeszcze negocjacji ze stroną amerykańską. Szczegóły nie były dogadane, a że negocjacje są tajne to skąd tak naprawdę wiadomo co dokładnie uzgodniono teraz, a co dokładnie uzgodniono by „za Kaczyńskiego”? To, że PiS był większym entuzjastą dla idei tarczy, niż rząd PO nie jest żadną wskazówką. De facto moglibyśmy powiedzieć, że obecny rząd wynegocjował więcej, gdybyśmy mogli porównać obydwie, ostateczne wersje umów.
Mało tego, załóżmy nawet, że faktycznie Platforma ugrała więcej dla strony polskiej (np. jedna bateria Patriotów), to czy gra była tak naprawdę warta świeczki? Czy dobrze było ryzykować, że Amerykanie się zniecierpliwią i pożegnają nas, mówiąc „Bye! Bye! Poradzimy sobie bez was”? Moim zdaniem nie. Same Patrioty w Polsce wiele nie zmienią, gdyby Rosja, czy ktokolwiek inny chciałby nam faktycznie zagrozić.
Czy przychylam się do opinii, że PO tylko dlatego zgodziła się na tarczę, bo po pierwsze wyszła na niezdecydowanych mięczaków (w świetle wizyty Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi) oraz by złagodzić wydźwięk słów Waszczykowskiego? Jak najbardziej. Byłbym skłonny nawet uwierzyć, że tarcza została zaaprobowana z czysto „sondażowego” punktu widzenia. Skoro Polakom podobała się postawa Prezydenta wobec Rosji w niedawnym konflikcie z Gruzją, to musimy pokazać, że i my potrafimy postawić się Rosjanom. Oczywiście istnieje jeszcze opcja, że PO od samego początku chciała powstania tarczy, jednakże musiała "marudzić", by móc przedstawić to później jako swój wielki sukces.
Powyższe zdania są moimi prywatnymi opiniami, ale abstrahując od nich i spoglądając jedynie na efekty, dzień wczorajszy był dla Polski wybitnie udany. Po pierwsze wykonaliśmy spory krok w kierunku uniezależnienia się od Rosji. Po drugie przekonaliśmy się, że obecna rządząca ekipa potrafi się jednak Rosjanom sprzeciwić. Wprawdzie wciąż uważam, że dobro Polski mają za nic, ale przynajmniej wygląda na to, że nie są „sterowani” z Moskwy, czego muszę przyznać, obawiałem się.
Na sam koniec notki chciałbym jeszcze poruszyć kwestię rusofobii, która (według niektórych) przejawia się w Polsce na każdym kroku. Nawet, jeśli jest ona faktycznym zjawiskiem, to Rosja przez wiele lat pracowała, by sobie na nią zasłużyć, a ja mam ograniczone współczucie dla ludzi, czy państw, które same są sobie winne. Można by Polakom rusofobię wypominać, gdyby w ostatnich latach Moskwa faktycznie starała się pokazać, iż się zmieniła, ale w żaden sposób nie dała oznak takiej zmiany. Jeśli więc istnieje w Polsce rusofobia, jest ona jak najbardziej uzasadniona.
Tymi słowy zamykam notkę i serdecznie wszystkich pozdrawiam! Dziś jest dobry dzień. Jest się z czego cieszyć, więc cieszmy się i wykorzystajmy weekend w pełni!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)