Według najnowszego sondażu TNS OBOP poparcie dla Platformy Obywatelskiej w przypadku ewentualnych wyborów parlamentarnych zadeklarowało aż 60 procent badanych (http://rp.pl/artykul/17,234414_Sondaz_TNS_OBOP____PO____60_proc___PiS___19_proc__.html).
Zaledwie 19 procent biorących udział w sondzie zapowiedziało, iż zagłosowaliby na PiS.
Jak wiadomo w naszej ordynacji wyborczej o podziale mandatów w sejmie decyduje się metodą d'Hondta faworyzującą ugrupowania, które uzyskują największe poparcie. Na czym polega owa metoda?
Wikipedia (http://pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_d'Hondta) twierdzi, iż metoda ta polega na znalezieniu największych, kolejno po sobie następujących ilorazów liczby uzyskanych głosów. Podziału dokonuje się dzieląc liczbę głosów przypadających każdemu komitetowi przez kolejne liczby naturalne ,a następnie z tak obliczonych ilorazów dla wszystkich komitetów, wybieranych jest tyle, ile jest mandatów do obsadzenia.
W przypadku gdy kilka komitetów uzyskało takie same ilorazy stosuje się różne metody dodatkowego szeregowania. W Polsce wybrano następujący sposób – jeżeli kilka list uzyskało ilorazy równe ostatniej liczbie z liczb uszeregowanych w podany sposób, a list tych jest więcej niż mandatów do rozdzielenia, pierwszeństwo mają listy w kolejności ogólnej liczby oddanych na nie głosów. Gdyby na dwie lub więcej list oddano równą liczbę głosów, o pierwszeństwie rozstrzyga liczba obwodów głosowania, w których na daną listę oddano większą liczbę głosów.
Przeprowadziłem sobie zatem małą symulację jak wyglądałby podział mandatów gdy:
ilość mandatów: 46 (wiadomo, że do rozdzielenia jest 460, ale wystarczy policzyć dla 46, by proporcjonalnie odzwierciedlić rzeczywisty podział)
ilość głosów: 10000 (czysto hipotetycznie bo ilość głosów nie ma znaczenia)
poparcie dla PO - 60% (a więc 6000 głosów)
poparcie dla PiS - 20% (2000 głosów)
poparcie dla SLD - 10% (1000 głosów)
poparcie dla PSL - 5% (500 głosów)
Okazuje się, iż PO mogłaby oczywiście rządzić samodzielnie zdobywając 300 mandatów (czyli 65% całkowitej liczby). Taka ilość pozwalałaby odrzucać veto prezydenckie (gdyż do tego potrzebne jest 3/5 głosów). Gdyby PO zawiązała koalicję parlamentarną z PSL to oba ugrupowania mogłyby liczyć łącznie na 320 mandatów (czyli 69%). Biorąc pod uwagę fakt, iż do zmiany Konstytucji potrzebne jest 2/3 głosów widzimy, że PO+PSL mogłyby to uczynić.
Jesteśmy więc bombardowani sondażami, które mają pokazać, że PiS słabnie i już niemal znika, a popieranie PO jest tym, co chce zdecydowana większość Polaków. Warto jednak zauważyć, że przy publikacji tych kolejnych ankiet nikt już nie oblicza potencjalnego podziału mandatów. Ta informacja jest przed nami ukrywana, a dlaczego? Bo jest niezbyt wygodna dla obecnego rządu, który brak jakichkolwiek sensownych wyników tłumaczy ciągle i niezmiennie prezydenckim vetem.
Cóż, powyższa symulacja pokazuje wyraźnie, że wystarczy rozpisać nowe wybory, by ten swoisty pat rozwiązać. Ba, PO i PSL mogłyby zmienić nawet Konstytucję w taki sposób, by mówiła ona, iż należy zdelegalizować PiS i zabronić Kaczyńskiemu kandydować na urząd Prezydenta RP. Dlaczego nie popuścić wodzy fantazji dalej? Ta koalicja mogłaby przecież w ogóle zlikwidować instytucję Prezydenta RP.
Tylko czym wtedy tłumaczono by wszystkie niepowodzenia? Mam jednak wrażenie, że znalazłby się sposób, a patrząc w ekrany telewizorów, okazałoby się, iż żyjemy w kraju szczęśliwości wszelakiej, a kryzys byłby wszędzie, tylko nie w Polsce, samotnej oazie spokoju pośród wszechobecnego chaosu.
Kieruję zatem pytanie, w pierwszej kolejności do sympatyków partii Donalda Tuska, ale ucieszę się z odpowiedzi każdego chętnego do jej udzielenia:
Dlaczego PO nie decyduje się na nowe wybory w sytuacji, gdy Lech Kaczyński przeszkadza rządowi ratować Polskę, a kryzys już nie puka do naszych drzwi, on jest już w środku i szaleje?


Komentarze
Pokaż komentarze (34)