"Patrzę na świat z nawyku - więc to nie od narkotyków ....." zacznę Kaczmarskim. Bard mojego pokolenia, którego słuchałem z charczącego magneciaka na korytarzu w akademiku mojej Alma Mater- Polibudy Gdańskiej. Śpiewałem autoportret Witkacego, wydzierałem się "Kaczmarskim" podczas samotnej wędrówki plażą z Brzeźna do Jelitkowa pewnej nocy listopadowej w 1982r. Właśnie zaliczyłem pierwszy rok fizyki (z trudem) ale wcale nie było mi do śmiechu. Srożył się stan wojenny, wiosna 1982 wcale nie była nasza, wściekłość i bezsilność sprawiły, że musiałem odreagować spóźnioną sesję. Udało mi się wtedy chyłkiem wrócić do akademika we Wrzeszczu przed północą. Nie natknąłem się na żaden patrol, a mogło być krucho - było po godzinie milicyjnej. Nie, bynajmniej nie piszę tego w celach steropianowych, kombatanckich. Byłem tylko małym szeregowym opornikiem, nic nie znaczyłem w tej walce z komuną, ale chcę Wam pokazać czym pachnę. Tak, dla komuny jestem stracony definitywnie. Dla mnie faszyzm i komunizm to inna tonacja tej samej socjalistycznej melodii. Takie ponure "disco polo". Mnie nikt nie nabierze na dandysostwo Kwaśniewskiego. Po prostu wiem, czym oni pachną. Teraz podobną wiedzę mam o różowych. Bez złudzeń.
Tak, jak większość tutejszych blogerów kocham politykę. Nie, nie tę stosowaną ale taką z dystansu. Jak partię szachów, próbuję i lubię analizować. Gram czarnymi. Raczej hetero, biały lekko przy ciężki homofob, zupełnie niepoprawny politycznie. Zwalczam natręctwo trzeciej płci w swoim otoczeniu, na dystans toleruję i współczuję. Mocher posiadam, taki statystyczny pisuaropodobny osobnik.
Effendi jestem. Witajcie w Ciemnogrodzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)