Pamiętam 4 czerwiec 1992 ,nocna zmiana – rozniesiony w pył „nieudaczny rząd” Olszewskiego, niedobitki ścigane przez sfory dziennikarzy.
I znów Lech Wałęsa był przyjacielem Adama Michnika, człowiekiem, którego nie musieliśmy się wstydzić na świecie. Z „niebezpiecznego elektryka machającego z siekierką” stał się mężem opatrznościowym narodu. Według Kuronia wręcz zbawcą polskiej demokracji, którą obronił przed zamachem Olszewskiego (zamach stanu na samego siebie? ).
Już wówczas głównym oszołomem był niejaki Jarosław K., co to bredził o potrzebie lustracji, dekomunizacji czy innych „zoologicznych antykomunizmach”. Podobnie jak Antoni M.( Antek Policmajster), człowiek, który miał pecha , gdyż dostał awykonalne zadanie do spełnienia od swego pracodawcy (Sejmu). Pamiętam bezradność i zaskoczenie Olszewskiego, który pytał już retorycznie: Czyja Polska ? Nocne posiedzenie w Sejmie, kilka twarzy u Wałęsy, co dzisiaj się znowu przemierzają korytarze sejmowe.
Tak rozprawiliśmy się, z „harcerzykiem w krótkich majtkach” w swoich bezradnych pytaniach o Polskę. Pełny tryumf, niejaki Facet z Szafą jeszcze ścigał niedobitki, ale Młody premier posprzątał biurka jeszcze tej pamiętnej nocy, a Pani Premier też się nie wtrącała w nasze męskie sprawy .
No i nastał okres prosperity. 15 lat tycia, życia budżetem. Osłona ze wszystkich stron: służby jawne , media, sądy, prokuratury, urzędy skarbowe i tyle do sprywatyzowania. Te banki z dostępem do każdej kwoty kredytu tylko na legitymacje, co tam na poręczenie słowne.
Wahadło wyborcze w ramach „koncesjonowanych partii” , po nie do końca obliczalnym Wałęsie co to zbyt przejął się rolą tego męża opatrznościowego wybrany został „ mąż uniwersalny” pogromca sondaży i popularności z żoną , która wręcz od zawsze była Pierwszą Damą. Człowiek sprawdzony, który wiedział co ważne od wczesnej młodości, namaszczony jeszcze w czasach otwartej przyjaźni z towarzyszami radzieckimi, taki któremu nie był potrzebny jakiś Kapciowy do pilnowania. On nie musiał być pilnowany, on pilnował i wiedział, gdzie źródło jego siły. I sprawdził się, przeżył i „bezpiecznie” przeprowadził Kraj Nadwiślański nawet przez okres AWS-u. Fakt, nie musiał się mocno namęczyć, ale zawsze trzymał veto na pulsie i w końcu miał pomocników wewnątrz tej ,było nie było, wrażej formacji.
Trochę przegapił M., ten zamiast trzymać się paktu, jak obrósł za mocno w piórka jął wojnę wewnętrzną i obraził Adama propozycją wyjętą wręcz z kinematografii. Uczestnicy Przymierza stracili chwilowo głowy, no i pospólstwo zobaczyło trochę za dużo. Fakt, to nie była wina Wodza, to chwilowa niedyspozycja Adama, który stracił orientację, po tym jak Leszkowi się za dużo wydawało. Ot, taki mały wypadek przy pracy, najgorzej jest jak poderwie się zaufanie.
Później nerwy i się cholera trochę posypało. Jeszcze część pospólstwa udało się odzyskać, tę bardziej wykształconą. Sterniczy zdążył ustawić łajbę pod wiatr, żagiel TVN i Polsat wręcz prześcigały się w wynajdywaniu grzeszków Leszka . Koncesja na rząd już była wydana, ale prezydentem miał zostać Człowiek z Puszczy, namaszczony od pokoleń. Tenor, z tenorem i tenorem poganiany zrobili taki koncert, że w pół roku zawojowali całe pole walki. Jako, że Człowiek z Puszczy nie dawał jednak pewności, to sondaże zmieniły się z dnia na dzień. Tak wiatr od morza wygra szybciej , niż oddech wschodniej Puszczy.
Okręt ustawił się i banderę wciągnął niejakiej IV RP, tak wyśpiewał nadworny socjolog. Fakt, zbagatelizowano niejakiego Grzyba, z jego żałosną świtą w moherowych beretach. I trochę przekombinowano, z poparciem L. dla Kaczyńskiego, jak świat się zawalił po raz pierwszy – gdy PIS wygrał. Trzeba było towarzysza L. podstawić do koalicji z PIS-em, a jak to można było zrobić bez poparcia dla Lecha. No i stało się. Świat zawalił się po raz drugi.
Teraz to już siedzimy na –5 poziomie i trochę trudniej ogarniać wszystko. Ten mały K. , co miał nam za złe ten 1992 rok jednak dostał na tyle w skórę, że się czegoś nauczył i jakiś układ zmontował, nie na żarty. Nieźle nam bruździ.
Jutro nasi w formie protestu przykują się łańcuchami do sejmowej mównicy i nie odpuszczą, dopóki nie odzyskamy Marszałka, później pójdzie jak po maśle, a w marcu , no może w kwietniu odzyskamy zaległy żołd. Nie może być , już ponad roczny. I pomyślcie, jak blisko było do katastrofy. Jeszcze Polska nie zginęła, póki my ...... .



Komentarze
Pokaż komentarze (10)