

"Dziennik" informuje, używając trybu już dokonanego, o zmianie na stanowisku ministra sportu. Bezpośrednią przyczyną odejścia Tomasza Lipca ma być afera w Centralnym Ośrodku Sportu. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwóch członków kierownictwa COS, bliskich współpracowników ministra. Resort przejąć ma dotychczasowa szefowa Gabinetu Prezydenta Kaczyńskiego Elżbieta Jakubiak.
Jeśli ta informacja się potwierdzi, wypada zastanowić się nad dwiema kwestiami:
- Co pozostawia po sobie Lipiec?
Z pewnością pozostawia pytania o stopień odpowiedzialności za patologiczną sytuację w COS-ie. Żadna z możliwych odpowiedzi - czy to zbytnie zaufanie, czy to przymykanie oka - nie wystawia Lipcowi dobrego świadectwa.
Co jeszcze? Mętlik w głowie po dziś dzień mają nawet wnikliwi obserwatorzy konfliktu na linii ministerstwo-PZPN. Co poza mglistymi obietnicami nowych wyborów pod koniec roku osiągnięto dzięki zawieszeniu zarządu związku? Reforma wydziału dyscypliny PZPN to krok w dobrym kierunku, ale chaos zaistniały przy okazji spadków i awansów do Ekstraklasy i 2. Ligi kolejny raz dobitnie pokazał, że przebudowy wymaga cała skostniała struktura piłkarskiej centrali.
Zwycięstwo w batalii o prawo do organizacji EURO 2012 tylko pozornie ratuje bilans odchodzącego (?) ministra. Główne zasługi trzeba przypisać nie Lipcowi, ani też nikomu innemu z polskiej strony, a raczej szefowi federacji ukraińskiej Hryhorijowi Surkisowi.
Wreszcie pozostaje niesmak po dwóch drobniejszych, ale symptomatycznych sprawach. Pierwsza z nich to usunięcie z komisji ds zwalczania dopingu w sporcie prof. Jerzego Smorawińskiego, uznanego na arenie międzynarodowej eksperta w tej dziedzinie, który to przyczynił się przed laty do dyskwalifikacji za doping wówczas uprawiającego chód sportowy Lipca. Druga sprawa to użycie służbowej karty kredytowej ministra do zapłacenie za prywatne przyjęcie urodzinowe w restauracji.
- Co wnosi ze sobą Jakubiak?
"Po pierwsze, pokazała, że CBA ściga także swoich, zadając kłam twierdzeniom opozycji, a po drugie, zwolnił się resort dla Eli Jakubiak" - cytuje anonimowego posła PiS "Dziennik". Określenie "zwolnił się resort" może sugerować, że mogło to być dowolne ministerstwo. Przecież ta jedna z najbardziej zaufanych współpracowniczek Lecha Kaczyńskiego poradziłaby sobie na każdym stanowisku, na które zostałaby oddelegowana.
Anonimowe opinie o minister Jakubiak dominują także w poświęconym jej artykule w "Przekroju" (Robert Mazurek, nr 11/2006). Występujący tam działacze partii rządzącej wymieniają tylko jedną istotną wadę prawdopodobnej następczyni Tomasza Lipca. Nie chodzi bynajmniej o wykształcenie (Wyższa Szkoła Pedagogiki Specjalnej), ani przegrane wybory na wójta rodzinnej gminy, a o spory kawałek kariery zawodowej. Otóż Elżbieta Jakubiak w latach 90. pracowała dla polityków Unii Wolności Olgi Krzyżanowskiej i Jacka Taylora.
"Ela nie jest ekspertem, lecz urzędnikiem. Nie specjalizuje się w fajerwerkach, ale pozytywistycznej pracy. Błyskawicznie tworzy zespoły fachowców i organizuje im pracę" - tak opisuje swoją znajomą z czasów pracy w stołecznym ratuszu poseł Jan Ołdakowski. Z jej własnych wypowiedzi wynika jednak, że owa "urzędniczka" ma własne ambicje polityczne. Jeszcze półtora roku temu marzyła o stanowisku wiceprezydenta u boku Lecha Kaczyńskiego. O czym marzy dzisiaj?
źródła: "Dziennik", "Przekrój", Wikipedia
Co przyniesie ewentualna roszada w Ministerstwie Sportu? Czy nastąpi radykalna zmiana kursu? Wskazywałby na to zupełnie odmienny bagaż doświadczeń starego szefa i nowej kierowniczki resortu. Odchodzi były wyczynowy sportowiec, przychodzi dotychczas niewiele mająca wspólnego z tą dziedziną życia technokratka. A może to kolejny w tym rządzie ruch pozorny? Tyle tylko, że pozorowanie działań do pomyślnego końca operacji EURO 2012 nas nie przybliży.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)