10 lipca w chińskim więzieniu wykonano wyrok śmierci na Xiaoyu Zhengu, 62-letnim byłym szefie Państwowej Administracji Żywności i Leków. Najwyższy wymiar kary otrzymał on za... przyjęcie łapówek wysokości odpowiadającej 800 tysiącom dolarów.
Tym szokującym wielu ludzi posunięciem władze w Pekinie chcą udowodnić, jak bardzo zależy im na poprawie niskich standardów sanitarnych panujących w przemyśle spożywczym, kosmetycznym i farmaceutycznym. Ostatnio w kilku krajach odnotowano sporo przypadków wykrycia w importowanych z Chin produktach szkodliwych substancji.
W zeszłym roku w Panamie obecny w jednej partii popularnego leku glikol przyczynił się do śmierci co najmniej 100 osób. Ten sam związek znaleziono w czerwcu i lipcu w kilkuset tubkach pasty do zębów w Salwadorze i Hiszpanii. W Stanach Zjednoczonych kilka osób zatruło się poważnie po zjedzeniu skażonej groźną tetradotoksyną ryby żarnicy.
Mało optymistycznie wygląda też sytuacja w pekińskich lokalach gastronomicznych, które za rok spodziewają się przyjąć setki tysięcy gości przybyłych na igrzyska olimpijskie. "Ofiarą" przeprowadzonych niedawno kontroli padły chociażby serwowane w jednym z punktów pierogi faszerowane kartonowymi skrawkami.
Xiaoyu Zheng skazany został 29 maja. Kolejne instancje nie złagodziły kary mimo przyznania się oskarżonego do winy. Bezprecedensowy nawet jak na chińskie warunki był pośpiech, z jakim wykonano wyrok. Sąd Najwyższy w swoim orzeczeniu nazwał wpuszczenie na rynek przez Zhenga przynajmniej sześciu niebezpiecznych dla zdrowia i życia medykamentów "nikczemną zbrodnią, która wyrządziła ogromne szkody społeczeństwu".
Niezależni analitycy podkreślają jednak, że za całą sytuację winić trzeba nie pojedynczego skorumpowanego urzędnika, a raczej... zbyt szybkie tempo rozwoju gospodarczego.
Za gospodarczą koniunkturą nie nadąża bowiem rozbudowa bazy eksperckiej i kształtowanie czegoś, co nazwać można by kulturą technologiczną. "Tam, gdzie jeszcze wczoraj uprawiano soję, dziś usiłuje się przeprowadzać wyrafinowane procesy chemiczne" -ilustruje problem Kent Kedl z firmy doradczej Technomic Asia. Na maksymalizację zysków za wszelką cenę nastawieni są nie tylko właściciele firm, ale także teoretycznie kontrolująca ich administracja i służby publiczne. Często przymykają oni oko na nieprzestrzeganie norm sanitarnych. Same przepisy są skomplikowane i niejednoznaczne.
Co zatem eksperci sugerują władzom Państwa Środka? Niezbędne wydają się być głębokie reformy instytucjonalne. Potrzeba też zmiany myślenia u samych przedsiębiorców, a to osiągnąc da się tylko poprzez odpowiednią kampanię informacyjną edukację. Póki co, jak widać, Pekin wybiera inne metody.
Zarówno chiński jak i polski rząd bardzo energicznie zabiegają o poprawę swojego wizerunku. Wytoczono ciężkie działa przeciwko korupcji. Tylko czy takie widowiskowe bombardowanie uderzy w rzeczywiste źródło patologii, z którymi deklaruję się walkę?
źródła: Reuters, AP, stevejanke.com


Komentarze
Pokaż komentarze (4)