Ósemka to liczba magiczna w Świecie Dysku. Żaden szanujący się mieszkaniec tego uniwersum jej nie wypowie ani nie zapisze. Jednak nie o świecie na dysku wspartym przez cztery słonie stojące na grzbiecie ogromnego żółwia A'Tuina chcę dzisiaj pisać. Jest przecież jeszcze inny, równie fascynujący Świat Dysku - podtrzymywany przez gotowego do rzutu Dyskobola.
Minęło już z górą sto lat, odkąd ideę nowożytnego olimpizmu powołał do życia francuski pedagog baron Pierre de Coubertin i garstka jego współpracowników - dla jednych znudzonych i zblazowanych arystokratów, dla innych entuzjastycznych pionierów i wizjonerów. Olimpizm jest mniej więcej rówieśnikiem innej utopii - socjalizmu. I choć krzewienie socjalizmu pochłonęło dziesiątki milionów ofiar, to olimpizm skuteczniej zawładnął światem. Oczywiście nasuwa się pytanie, ile w samej idei pozostało dziś jeszcze z pierwotnych naiwnych/szczytnych (bardziej pasujące podkreślić) pomysłów de Coubertina.
Za równo rok rozpoczną się igrzyska w Pekinie. Już dziś można z dużą dozą pewności stwierdzić, że będą wyjątkowe, być może nawet przełomowe. Tylko na czym ów przełom będzie polegał? Na podcięciu skrzydeł tamującemu demokratyczne przemiany w Państwie Środka smokowi, czy też na ostatecznej zamianie pięciu olimpijskich kół na pięć lśniących monet? Być może Chiny, zmuszone szerzej niż dotychczas uchylić furtkę w Murze, włożonej w tę lukę stopy demokratyzacji nie będą już w stanie wypchnąć? Czy też być może MKOl zaprzeda duszę komercji do tego stopnia, że z pocałowaniem ręki pozwoli się wprzęgnąć w sprawne tryby chińskiej machiny propagandowej?


Komentarze
Pokaż komentarze