Aż strach pomyśleć, co dzisiaj działoby się w Polsce, gdyby z górą dwa wieki temu Józef Wybicki nie skreślił na kartce kilku linijek "Pieśni Legionów Polskich we Włoszech".
Hiszpanie dopiero teraz doszli do wniosku, że ich hymn potrzebuje słów. Rywale hiszpańskich reprezentacji narodowych wraz ze swoimi kibicami przed meczami międzypaństwowymi zdzierają gardła, prezentują zdolności wokalne (lub ich brak) i przez to dodają sobie otuchy. Tymczasem Raul, Casillas, czy Puyol mogą co najwyżej nieśmiało zaintonować infantylne "la la la". Może w tym tkwi tajemnica wiecznych niepowodzeń hiszpańskiej jedenastki na kolejnych mundialach?
Zaradzić temu postanowił Hiszpański Komitet Olimpijski. Ogłosił w tym roku otwarty konkurs na słowa do "Marcha Real" (Marszu Królewskiego), jednego z najstarszych hymnów narodowych w Europie. Do pomysłu szybko dołączyły władze w Madrycie i... rozpętała się burza.
Jak pogodzić w kilku zaledwie zwrotkach Kastylijczyków, Katalończyków, Basków i kilkanaście innych grup etnicznych? Jak wyrazić patriotyczną dumę nie narażając się na skojarzenia z czasami reżimu Franco? Jak uwzględnić postulaty laickiej lewicy, nie tworząc przy tym drugiej "Międzynarodówki"? Jak nie obrazić mniejszości religijnych, seksualnych i wszelkich innych? Publicystka magazynu "Time" chyba trafnie określiła to zadanie jako "kichotyczne". A tymczasem zwycięska wersja ma trafić pod obrady i ostateczny osąd parlamentu do 19 grudnia.
Na konkurs wpłynęło do tej pory ponad pięć tysięcy propozycji. Wszystkich do końca się rzecz jasna nie zadowoli, ale jest nadzieja, że na igrzyskach w Pekinie usłyszymy hiszpańskich sportowców śpiewających (na razie zapewne z kartki) na najwyższym podium.


Komentarze
Pokaż komentarze