Belgrad, koniec listopada 2007, kilkaset osób skanduje: "Kosowo, Kosowo!" Kim są? Polakami.
Zdarzyło się to na kończącym eliminacje Euro 2008 meczu Serbia-Polska. Z racji tego, że stawka spotkania była bliska zeru (biało-czerwoni awans już mieli w kieszeni, ich rywale byli pogodzeni z porażką), grupa kilkuset kibiców znad Wisły oraz niewiele liczniej zgromadzeni na meczu Serbowie urządzili sobie zawody na kulturalne przyśpiewki.
Polskich chórzystów zainspirowali Finowie, którzy tym samym refrenem ugościli Serbów wcześniej w Helsinkach.
Gospodarze nie pozostali fanom Orłów Beenhakkera dłużni i odwdzięczyli się im, intonując: "Auschwitz, Auschwitz!", względnie "Rosja, Rosja!"
Kontratak Polaków była szybki niczym akcja, po której na boisku gola strzelił Murawski. Wzmocnionymi śliwowicą i piwem głosami odpowiedzieli: "Wasze matki to Chorwatki!"
Wynik? Obydwie konfrontacje - ta piłkarska i ta muzyczna - zakończone remisem 2:2
Po meczu odbył się jeszcze (podobno) wspólny grill i wszyscy, w poczuciu dobrze spełnionego patriotycznego obowiązku, ruszyli w dłuższą lub krótszą drogę do domu.

Prowokacyjna dziecinada prowokacyjną dziecinadą, a tymczasem sportowcy z Kosowa od kilku dobrych miesięcy naprawdę walczą z czasem, aby wystartować na igrzyskach w Pekinie. Piłka jest obecnie po stronie oficjeli z MKOl. Decyzja musiałaby zapaść w ciągu najbliższych dni, aby choć symboliczna reprezentacja młodego państwa mogła do Chin pojechać. Tylko jak w takim wypadku zachowają się Serbowie. Czy w powietrzu wisi bojkot? Czas pokaże.


Komentarze
Pokaż komentarze