Czy przed pekińskimi igrzyskami warto zaopatrzyć się w przydatną zazwyczaj w samolotach torebkę na wymiociny? Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że tak. Esteci, puryści, idealiści, uwaga! Ta impreza może nie być dla was!
"Jedynym uzasadnieniem rozgrywania tych igrzysk jest to, że umożliwią one koneserom groteski z bliska przyjrzeć się ghulistycznej* hybrydzie tego, co najgorsze w kapitalizmie i tego, co najgorsze w socjalizmie." Im bliżej jest do ceremonii otwarcia, tym częściej pojawiają się głosy podobne do tej opinii komentatora "Observera" Nicka Cohena. Chińskie igrzyska będą wyjątkowo łatwym celem krytyki dla wielu środowisk, biorąc pod uwagę bardzo różne konteksty. Żeby to stwierdzić, wystarczy przejrzeć komentarze, jakie pod cytowanym wyżej artykułem zamieścili internauci z całego świata.
Darfur. Czy Chiny jako największy odbiorca sudańskiej ropy, mogłyby wpłynąć realnie na stanowisko władz w Chartumie? Czy mogłyby zaprzestać sprzedawania tam broni? Argumenty ludzi obarczających Pekin współodpowiedzialnością za ludobójstwo nie są pozbawione podstaw. Są jednak i tacy, którzy otwarcie pytają, czy w razie wycofania się przez chińskie konsorcja naftowe z handlu z sudańskim reżimem przypadkiem nie pojawią się na ich miejscu wielkie zachodnie koncerny paliwowe.
Tybet. Ludziom, którym w oglądaniu igrzysk nie przeszkodzi sytuacja w oddalonej od Pekinu o tysiące kilometrów Afryce, trudniej będzie zupełnie oddzielić lansowany przez chińskie władze laurkowy wizerunek Państwa Środka od trwającej blisko 6 dekad okupacji Tybetu i jej skutków. Znaczący będzie widok prezydenta George'a Busha, tak kurtuazyjnie witającego się ostatnio z Dalajlamą, siedzącego na trybunie honorowej ramię w ramię z Hu Jintao. Sporo kontrowersji budzi budowana na Dachu Świata na potrzeby sztafety z olimpijskim ogniem droga. Dla wielu osób będzie ona symbolem ostatecznego podporządkowania niepokornej prowincji. Lecz inni spytają, czy Chińczycy nie mają prawa wykorzystywać naturalnych zasobów tkwiących pod himalajskimi szczytami tylko dlatego, że odkryli je i postanowili zagospodarować kilkadziesiąt lat później niż swoje (i nie tylko) bogactwa eksploatowali Europejczycy i Amerykanie?
Demokracja. Czytając ostatnie komunikaty MKOl, czy też zalecenia niektórych narodowych komitetów olimpijskich, można odnieść wrażenie, że z całej Karty Olimpijskiej ostał się jedynie nieszczęsny artykuł 53. Katalog ideałów i postaw, jakie propagować ma ruch olimpijski, sprowadza się dziś do zakazu jakiekolwiek "manifestacji lub kampanii propagandowej o charakterze politycznym, religijnym lub rasowym", pojmowanego zresztą bardzo jednostronnie. Oficjalny przekaz z Pekinu pełen będzie obrazków Chin jako oazy szczęśliwości i stabilności, zabraknie za to plakatów podobnych do tych przygotowanych przez Amnesty International. Jednak czy ktoś kiedykolwiek wierzył, że sport położy kres przemocy, prześladowaniom, niesprawiedliwości? Nawet w starożytności igrzyska były jedynie pretekstem do przerwy w działaniach wojennych, a nie do ich zakończenia.
Zdrowie. Niełatwo będzie zachwycać się igrzyskami piewcom piękna i harmonii rozwoju ludzkiego ciała. Większość sygnałów wskazuje na to, że chińscy trenerzy obficiej niż z tradycji własnej medycyny i filozofii czerpią z doświadczeń enerdowskiej farmakologii i inżynierii genetycznej. Setki zawodniczek i zawodników, wyselekcjonowanych metodami niemal przemysłowymi spośród milionów kandydatów, przygotowywane są w absolutnej tajemnicy i odizolowaniu od świata w jednym tylko celu: zdetronizowaniu USA na pierwszym miejscu w klasyfikacji medalowej. Kolejny argument dla zwolenników teorii bezceremonialnie nazywającej igrzyska "zbiorową szowinistyczną masturbacją nad tabelką z punkcikami". Ale czy rywalizacja, zwłaszcza gdy w choć minimalnym stopniu kontrolują ją czytelne reguły, nie jest ludzkości od zawsze potrzebna jako doping do rozwoju?
Słuszne zastrzeżenia zgłaszać mogą również ekolodzy, obrońcy resztek nieskomercjalizowanego sportu, a także przeciwnicy gigantomanii i ludzie zwyczajnie uczuleni na wszelkie przejawy sztuczności i hipokryzji. Wszyscy oni powinni być jednak świadomi drugiej strony medalu. Tysiące młodych ludzi marzy o występie na igrzyskach. Dla milionów owe dwa tygodnie telewizyjnych transmisji są odskocznią od szarzyzny codzienności, okazją do autentycznych wzruszeń. Lecz sceptykom trzeba podziękować za to, że dzięki ich wysiłkom igrzyska będą o wiele bardziej wielowymiarowym doświadczeniem. Olimpizm nie umrze dopóki, dopóty komuś jeszcze będzie zależało na tym, by go krytykować, recenzować i przypominać mu o jego własnej tożsamości.
link do wzmiankowanego artykułu z "Observera":
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/feb/17/sudan.china
* ghul - mityczne, budzące odrazę stworzenie, mówiąc inaczej: trupojad
"Jedynym uzasadnieniem rozgrywania tych igrzysk jest to, że umożliwią one koneserom groteski z bliska przyjrzeć się ghulistycznej* hybrydzie tego, co najgorsze w kapitalizmie i tego, co najgorsze w socjalizmie." Im bliżej jest do ceremonii otwarcia, tym częściej pojawiają się głosy podobne do tej opinii komentatora "Observera" Nicka Cohena. Chińskie igrzyska będą wyjątkowo łatwym celem krytyki dla wielu środowisk, biorąc pod uwagę bardzo różne konteksty. Żeby to stwierdzić, wystarczy przejrzeć komentarze, jakie pod cytowanym wyżej artykułem zamieścili internauci z całego świata.
Darfur. Czy Chiny jako największy odbiorca sudańskiej ropy, mogłyby wpłynąć realnie na stanowisko władz w Chartumie? Czy mogłyby zaprzestać sprzedawania tam broni? Argumenty ludzi obarczających Pekin współodpowiedzialnością za ludobójstwo nie są pozbawione podstaw. Są jednak i tacy, którzy otwarcie pytają, czy w razie wycofania się przez chińskie konsorcja naftowe z handlu z sudańskim reżimem przypadkiem nie pojawią się na ich miejscu wielkie zachodnie koncerny paliwowe.
Tybet. Ludziom, którym w oglądaniu igrzysk nie przeszkodzi sytuacja w oddalonej od Pekinu o tysiące kilometrów Afryce, trudniej będzie zupełnie oddzielić lansowany przez chińskie władze laurkowy wizerunek Państwa Środka od trwającej blisko 6 dekad okupacji Tybetu i jej skutków. Znaczący będzie widok prezydenta George'a Busha, tak kurtuazyjnie witającego się ostatnio z Dalajlamą, siedzącego na trybunie honorowej ramię w ramię z Hu Jintao. Sporo kontrowersji budzi budowana na Dachu Świata na potrzeby sztafety z olimpijskim ogniem droga. Dla wielu osób będzie ona symbolem ostatecznego podporządkowania niepokornej prowincji. Lecz inni spytają, czy Chińczycy nie mają prawa wykorzystywać naturalnych zasobów tkwiących pod himalajskimi szczytami tylko dlatego, że odkryli je i postanowili zagospodarować kilkadziesiąt lat później niż swoje (i nie tylko) bogactwa eksploatowali Europejczycy i Amerykanie?
Demokracja. Czytając ostatnie komunikaty MKOl, czy też zalecenia niektórych narodowych komitetów olimpijskich, można odnieść wrażenie, że z całej Karty Olimpijskiej ostał się jedynie nieszczęsny artykuł 53. Katalog ideałów i postaw, jakie propagować ma ruch olimpijski, sprowadza się dziś do zakazu jakiekolwiek "manifestacji lub kampanii propagandowej o charakterze politycznym, religijnym lub rasowym", pojmowanego zresztą bardzo jednostronnie. Oficjalny przekaz z Pekinu pełen będzie obrazków Chin jako oazy szczęśliwości i stabilności, zabraknie za to plakatów podobnych do tych przygotowanych przez Amnesty International. Jednak czy ktoś kiedykolwiek wierzył, że sport położy kres przemocy, prześladowaniom, niesprawiedliwości? Nawet w starożytności igrzyska były jedynie pretekstem do przerwy w działaniach wojennych, a nie do ich zakończenia.
źródło: Amnesty International
Zdrowie. Niełatwo będzie zachwycać się igrzyskami piewcom piękna i harmonii rozwoju ludzkiego ciała. Większość sygnałów wskazuje na to, że chińscy trenerzy obficiej niż z tradycji własnej medycyny i filozofii czerpią z doświadczeń enerdowskiej farmakologii i inżynierii genetycznej. Setki zawodniczek i zawodników, wyselekcjonowanych metodami niemal przemysłowymi spośród milionów kandydatów, przygotowywane są w absolutnej tajemnicy i odizolowaniu od świata w jednym tylko celu: zdetronizowaniu USA na pierwszym miejscu w klasyfikacji medalowej. Kolejny argument dla zwolenników teorii bezceremonialnie nazywającej igrzyska "zbiorową szowinistyczną masturbacją nad tabelką z punkcikami". Ale czy rywalizacja, zwłaszcza gdy w choć minimalnym stopniu kontrolują ją czytelne reguły, nie jest ludzkości od zawsze potrzebna jako doping do rozwoju?
Słuszne zastrzeżenia zgłaszać mogą również ekolodzy, obrońcy resztek nieskomercjalizowanego sportu, a także przeciwnicy gigantomanii i ludzie zwyczajnie uczuleni na wszelkie przejawy sztuczności i hipokryzji. Wszyscy oni powinni być jednak świadomi drugiej strony medalu. Tysiące młodych ludzi marzy o występie na igrzyskach. Dla milionów owe dwa tygodnie telewizyjnych transmisji są odskocznią od szarzyzny codzienności, okazją do autentycznych wzruszeń. Lecz sceptykom trzeba podziękować za to, że dzięki ich wysiłkom igrzyska będą o wiele bardziej wielowymiarowym doświadczeniem. Olimpizm nie umrze dopóki, dopóty komuś jeszcze będzie zależało na tym, by go krytykować, recenzować i przypominać mu o jego własnej tożsamości.
link do wzmiankowanego artykułu z "Observera":
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/feb/17/sudan.china
* ghul - mityczne, budzące odrazę stworzenie, mówiąc inaczej: trupojad


Komentarze
Pokaż komentarze (1)