Szymon Grych Szymon Grych
26
BLOG

Leo Gawędziarz

Szymon Grych Szymon Grych Polityka Obserwuj notkę 0

Ubiegły tydzień przyniósł rewelacje na temat nowych etatów w Kancelarii Premiera. Wzmocniona miała zostać reprezentacja nowego gatunku PR-owców, mianowicie tzw. storytellerów. Podobno dowolny komunikat można dobrze "sprzedać" pod warunkiem właśnie, że ubierze się go w umiejętnie opowiedzianą historię.

Tymczasem jest w Polsce osoba, która w zatrudnianiu wysokiej klasy specjalistów tej nowej metody komunikacji znacznie wyprzedziła Donalda Tuska i Tomasza Arabskiego. To Michał Listkiewicz.

Prezes PZPN, powierzając dwa lata temu funkcję selekcjonera polskiej reprezentacji Leo Beenhakkerowi, popisał się iście mistrzowskim wyczuciem. Holender to nie tylko trener dysponujący doświadczeniem nieporównywalnie bogatszym od jakiegokolwiek polskiego szkoleniowca. To również fenomenalny gawędziarz, który bajką o tłumach biegających po polskich boiskach kopciuszków i brzydkich kaczątek oczarował dziesiątki samych piłkarzy, a także miliony kibiców.

Little by little - krok po kroku, eh?

Czysto sportowe efekty tej podchwyconej przez media telenoweli są póki co zdumiewające. Zbieranina grzejących ławę w średniej klasy zespołach europejskich i od czasu do czasu błyszczących w rodzimej, przaśnej lidze graczy zdołała wywalczyć pierwszy w dziejach awans na mistrzostwa starego kontynentu.

Podobną opowieść, przywołując podobnych bohaterów i trochę podobne okoliczności, snuł Beenhakker już na ostatnim mundialu. W Niemczech, w czerwcu 2006r., był trenerem reprezentacji Trynidadu i Tobago. Mając do dyspozycji kończącego karierę byłego gwiazdora Manchesteru United Dwighta Yorke'a oraz kilku jego kolegów z niższych lig angielskich, napędził stracha wielkim potęgom - Anglii i Szwecji. Jednak jeszcze większym hitem były konferencje prasowe Holendra, na których z wielką swobodą opowiadał o swojej pracy w tak egzotycznym kraju, o drzemiącym w jego mieszkańcach ogromnym potencjale itp., itd.

Relacje z tych konferencji musiał zapewne oglądać Michał Listkiewicz. Zestawił kunszt narracyjny Beenhakkera z antyretoryką ówczesnego selekcjonera Biało-Czerwonych Pawła Janasa i długo się nie zastanawiał, kto pod każdym względem, piłkarskim i wizerunkowym, będzie lepszym kandydatem do prowadzenia Polaków w eliminacjach EURO 2008.

 

 Leo wśród swoich słuchaczy.
źródło: www.tygodniknowy.pl

Nie wiadomo, czy Beenhakkerowi w znalezieniu nowej posady pomogły referencje od poprzedniego pracodawcy, szefa federacji piłkarskiej Trynidadu i Tobago, wpływowego wiceprezydenta FIFA Jacka Warnera. Niestety, nie znalazłem do tej pory dowodów na to, że Holender chwalił sobie współpracę z Warnerem w podobnym tonie jak teraz czyni to w przypadku Listkiewicza. Nie ulega jednak wątpliwości, że obydwaj szefowie federacji, polskiej i trynidadzko-tobagijskiej, swoje grzeszki na sumieniu mają, oraz że obydwu taki zręczny adwokat bardzo się przydaje.

Zarzuty stawiane Listkiewiczowi są powszechnie znane. Swego czasu głośno było również o aferze wiązanej z nazwiskiem Warnera. On i jego rodzina mieli zarobić ponad milion dolarów na nielegalnym obrocie biletami na MŚ w 2006r. Nie przeszkodziło mu to w zachowaniu wszystkich swoich eksponowanych stanowisk. Jak donosi dzisiejsza prasa, Listkiewicz co prawda zmieni gabinety, ale bynajmniej finansowo na tym ruchu nie ucierpi. Jako pośrednik między UEFA a PZPN-em zarobi nawet więcej niż dotychczas.

Występując dziś w jego obronie, Leo Beenhakker chyba nie do końca świadomie wziął udział w toczonej obecnie w Polsce na styku futbolu i polityki rozgrywce. Jedyną czytelną dla zewnętrznych obserwatorów tej rozgrywki zasadą jest kopanie się po kostkach pod stołem. Gdybym był brutalny i małostkowy, powiedziałbym, że Holender nie skorzystał z okazji, by siedzieć cicho.

Ten wątek w opowiadanej przez Beenhakkera historii być może spodoba się prezesowi Listkiewiczowi. Jednak drugi pracodawca - płacąca 40 procent pensji trenera Kompania Piwowarska - takie osobiste zaangażowanie w obronę osoby utożsamianej dziś przez opinię publiczną z patologiami w polskiej piłce może uznać za wysoce niefortunne. Przecież gawędziarz komplementujący Złego Wilka nie będzie dobrym sprzedawcą popularnego napoju, prawda?

 

 

Za cherlawy na sportsmena, By iść w posły zbyt uczciwy, faktu jednak to nie zmienia, że obie te dyscypliny kocha aż do zapomnienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka