Gdańsk zmienia swój Wieloletni Plan Inwestycyjny. Radni PO, przy braku sprzeciwu ze strony opozycyjnego PiS, uchwalają przesunięcie kilkuset milionów złotych. W ten sposób w miejskiej kasie zabezpieczono w sumie ponad pół miliarda złotych na dwa priorytetowe przedsięwzięcia: Arenę Bałtycką oraz Europejskie Centrum Solidarności. Jednocześnie zamrożono, okrojono, bądź opóźniono realizację takich zadań jak: remonty dróg, mostów i wiaduktów, rekreacyjne zagospodarowanie pasa nadmorskiego, wykupy gruntów pod inwestycje, rozbudowa sieci tramwajowej, szkolne sale gimnastyczne i pływalnie.
Zmiany te nie były bynajmniej rezultatem głębokiego namysłu gospodarzy miasta. Nastąpiły w momencie, gdy Gdańskowi zajrzała w oczy kompromitacja. Kilka tygodni temu w miejscu przyszłej budowy stadionu pojawiły się w świetle kamer i fleszy pierwsze koparki. Niestety, UEFA jest zbyt doświadczoną i sprytną organizacją, by dać się oczarować tego typu spektaklom. Nie wycofała podstawowego zarzutu, jaki ma zresztą do większości miast-organizatorów EURO 2012: braku realnego, a nie hipotetycznego zabezpieczenia środków na całą inwestycję.
Nad Gdańskiem zawisła również inna groźba. Podczas 25. rocznicy Sierpnia '80 z wielką pompą ogłaszano plany wybudowania i uruchomienia Europejskiego Centrum Solidarności. Decyzja ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego o zmniejszeniu dofinansowania projektu z budżetu państwa mogła skutkować tym, że na rocznicach 30. i następnych główną "atrakcją" pozostawałaby... efektowna makieta Centrum.
Potrzeba chwili zadecydowała więc o "drobnej" korekcie w kilku rubrykach Planu i postawieniu pod znakiem zapytania kilku inwestycji, o których mówi się w Gdańsku od lat. To prawda, że włodarze miasta zapewniają, że przesunięcie środków na budowę stadionu jest jedynie chwilowe i że pieniądze te ponownie przeznaczy się na pierwotne cele w momencie, gdy gmina wyemituje obligacje bądź też zaciągnie kredyt na sfinansowanie powstania Areny Bałtyckiej. Jednocześnie jednak owo niezdecydowanie - obligacje czy kredyt - każe pozostawać nieufnym wobec tych deklaracji.
Moje pytanie do szanownej społeczności Salonu24 brzmi następująco:
Czy waszym zdaniem dopuszczalne jest takie rozwiązanie problemu - najpierw zabezpieczmy pieniądze na obiekty sportowe i kulturalne, a później zastanówmy się, co z miejską infrastrukturą. Jaka wizja jest lepsza - dziury i korki w drodze na piękny stadion i nowoczesne muzeum upamiętniające historię "Solidarności", czy też komfortowy dojazd dwupasmówką, ale jedynie do kolejnych centrów handlowych czy ekskluzywnych osiedli?
Zastanawia mnie też, czy nasze samorządy (a także rząd, choć centralę zawsze trudniej podejrzewać o taką dalekowzroczność) są skłonne wykonać podobne gesty w odniesieniu do może mniej efektownych, ale kto wie czy nie potrzebniejszych projektów, szczególnie tych edukacyjnych i badawczo-rozwojowych (np. Europejskiego Instytutu Technologicznego we Wrocławiu, czy campusu Uniwersytetu Gdańskiego). A może nadzwyczajne przesunięcia i ekstraordynaryjna mobilizacja są możliwe tylko przy tych "imprezach", które "ciemny lud kupi"? Czy władza nie kieruje się przypadkiem zasadą, że odebrania Polsce EURO społeczeństwo rządzącym nie przepuści, a o niepomyślnej decyzji w sprawie lokalizacji EIT wszyscy zapomną po kilku dniach?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)