Źródło: PAP
Pierwsza kobieta, która pragnęła wystartować w igrzyskach, musiała przebierać się za mężczyznę (Ateny 1896). W „trosce” o nie-białych sportowców w 1904 r. w Saint Louis zorganizowano osobne igrzyska, nazwane „dniami antropologicznymi”. Takie były trudne początki, obciążone starymi uprzedzeniami. Jednak apartheid w sporcie oceniono już kilkadziesiąt lat temu, zabraniając startu na igrzyskach RPA i Rodezji (pod presją bojkotu przez inne państwa afrykańskie).
Gdyby MKOl miał olimpijskie ideały wyryte jeszcze gdzieś poza pamiątkowymi tablicami, wykluczyłby z Pekinu reprezentację Arabii Saudyjskiej, która próbuje cofnąć olimpijską ideologię do czasów wczesnego Coubertina (baron bardzo sceptycznie zapatrywał się na uprawianie sportu przez kobiety). Warto zauważyć, że Saudyjczycy otwarcie przyznali się do tego, co wiele krajów muzułmańskich robi nieoficjalnie. Tym łatwiejsze byłoby ich ukaranie.
Ciekawe, czy na olimpiadzie 2020 w Dubaju (całkiem prawdopodobna lokalizacja) podobna segregacja obejmie wszystkie reprezentacje, które zechcą tam się stawić? A może na podobnej zasadzie za cztery lata w Londynie, powiedzmy Polski Komitet Olimpijski nie dopuści do udziału w igrzyskach dajmy na to… rudowłosych. Czy wówczas MKOl też będzie milczeć?
Cóż, petrodolary to argument równie silny, co niezmierzony chiński rynek...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)