W starożytności na czas sportowej rywalizacji podczas igrzysk w Olimpii przerywano rywalizację na miecze, włócznie i łuki. Na naszych oczach rodzi się nowa, zupełnie przeciwstawna tradycja.
Co prawda z Chin do Gruzji jest jeszcze dalej niż z Polski, jednak echa kaukaskiej zawieruchy mogą dotrzeć także i do Pekinu. Prezydent Saakaszwili namawia swoich sportowców do pozostania na igrzyskach. Analogie z rokiem 1956 nasuwają się same, przy zachowaniu (na razie) wszelkich proporcji. Wtedy sowieckie tanki pacyfikowały budapeszteńską rewoltę, teraz rosyjskich dywizji póki co nie widać u bram Tbilisi.
Niestety, nie miałem czasu sprawdzić, czy czeka nas na igrzyskach jakiś rosyjsko-gruziński pojedynek. Jednak nawet jeśli do takiego spotkania dojdzie, trudno spodziewać się na nim emocji i wydarzeń podobnych do tych z meczu piłki wodnej ZSRR-Węgry w Melbourne. Sportowcy z tych samych dyscyplin tworzą dziś często wielką rodzinę, albo jak kto woli cyrk objazdowy, wspólnie skaczący przez okrągły rok z kontynentu na kontynent, z jednych zawodów na drugie. Prędzej niż oznaki wrogości ujrzymy jakiś symboliczny, pojednawczy gest. Pobić się mogą, i to zgodnie z przepisami, co najwyżej bokserzy. Trochę inaczej może wyglądać sprawa z kibicami, ale Gruzinów zapewne nie przyjechało do Pekinu zbyt wielu.
A propos potencjalnych demonstracyjnych gestów na trybunach - nawet jeśli będą miały miejsce, to najprawdopodobniej świat ich w ogóle nie ujrzy. Zawdzięczać to będziemy, po pierwsze chińskim realizatorom telewizyjnym, po drugie chińskim architektom. Stosując kilkusekundowy poślizg można dowolnie i komfortowo żonglować obecnymi na każdym obiekcie kamerami, by żaden telewidz nie zauważył przykładowo rozwijania tybetańskiej flagi. Gospodarze zadbali nawet, by żaden niekontrolowany element nie zaplątał się w kadr nawet podczas pokazywania siatkarskiej wymiany, kiedy trudno byłoby wytłumaczyć nagłą zmianę ujęcia. Zdążyłem zauważyć, że pierwsze rzędy siedzeń na wielu olimpijskich obiektach znajdują się na wysokości pierwszego piętra, w związku z czym podczas rozgrywki widzimy jedynie boisko oraz sporych rozmiarów napis "Beijing 2008". Widownię oglądamy jedynie na przebitkach, a te w ostateczności można pokazywać nawet z poprzedniego meczu danej drużyny.


Komentarze
Pokaż komentarze