Dziś będzie tekst odgrzebany sprzed ponad roku, by się oderwać od polityki.
Kropka nerwowa
Jasny gwint, zdiagnozowano u mnie rzadką chorobę – kropkę nerwową! Objawy? Nieustanne myślenie: „No i jestem w kropce” - to objaw samej kropki. A co z drugim członem nazwy? To już dłuższa historia...
Mój wykładowca poprosił nas – swoich studentów, o napisanie felietonu na temat tego, co nas albo bardzo denerwuje albo bardzo cieszy. W pierwszej chwili pomyślałam, że to cudowny, lekki temat, niestety później zaczęłam zastanawiać się, co mnie, tak naprawdę, denerwuje. I się zaczęło: denerwują mnie kierowcy autobusów, którzy gwałtownie hamują i/lub przytrzaskują wsiadających drzwiami, denerwują ludzie powolnie do tychże środków lokomocji wsiadający, do szewskiej pasji doprowadzają ludzie pozbawieni „inteligencji przestrzennej” jak na własny użytek nazwałam to, co jest po prostu stawaniem w głupich miejscach, wpadaniem na innych i wszelkie inne sposoby utrudniania przemieszczania się innym, rozsierdzają mnie roszczenia bab pokroju Alicji Tysiąc, drażnią mnie piszczące małolaty, wkurzają dziury w drogach, o drgawki przyprawia mnie głos posłanki Senyszyn, szlag mnie trafia, kiedy zewsząd otaczają mnie chude, jak patyk, za to piersiaste blondyny, jeszcze to, że ciekawe dokumenty "puszczane" są w telewizji, wtedy, kiedy normalni ludzie śpią i, że Doktor House jest w tym samym dniu co turniej w darta (rzutki)... Wymieniałam w głowie tysiące rzeczy i zachowań, które mnie denerwują i spośród nich udało mi się wykluczyć tylko jedną: w ogóle nie denerwuje mnie sportowa pasja mojego mężczyzny, z którym weekendowe rozmowy wyglądają mniej więcej tak:
- Ale ten Sarkozy to numer! Najpierw pomógł Rahidzie Dati w błyskawicznej karierze i mianował ją ministrem sprawiedliwości, a 21 dni po tym, jak urodziła dziecko, niektórzy mówią, że Sarkozego, zmusił ją do odejścia – mówię z nosem w „Sukcesie”.
- Nie znoszę tych piłkarzy gorzej niż Cristiano Ronaldo i braci Brożków razem wziętych! - odpowiada On z oczami utkwionymi w telewizorze.
- A, właściwie to mu się nie dziwię, ona też niezłą numerantką jest, posłuchaj: „Gdy tylko przyszła mama zamilkła [na temat tego, kto jest ojcem], odezwało się kilku panów. Najpierw były hiszpański premier Jose Maria Aznar oświadczył, że to nie on jest ojcem dziecka. Następnie identyczną deklarację złożył francuski minister sportu, niegdyś trener reprezentacji rugby, Bernard Laporte, a po nim popularny telewizyjny showman znany jako Arthur. Dwaj pozostali 'podejrzani', poważni biznesmeni, nie zabrali głosu (...).”
- No strzelaj, ogórku!!!
- Kocham cię.
- Dobra, Misia, Manchester musi wygrać, bo mam go na kuponie – chwila milczenia. - Ja ciebie też.
Ku mojej rozpaczy, bo byłby to niezły materiał na felieton, okazało się, że wcale mnie to nie irytuje, wręcz przeciwnie – bawi. To wtedy, po raz pierwszy, pomyślałam: „No i jestem w kropce”.
Skoro denerwuje mnie tyle rzeczy, że życia by mi nie starczyło na opisanie ich, to może napiszę o czymś, co mnie cieszy? Myślicie, że znalazłam lekarstwo na moją kropkę? Wręcz przeciwnie, w tym momencie stała się ona kropką nerwową, bo nie dość, że od ilości złoszczących mnie rzeczy mam już zszargane nerwy to jeszcze nie umiem wybrać żadnej z nich, by ją opisać, a jeśli chodzi o mój „genialny” pomysł opisania miłych faktów rzeczywistości to upadł on od razu. Zapytacie „dlaczego”? Ponieważ, jedną z rzeczy doprowadzających mnie do furii są słodkie historyjki o powodach do radości, to nie znaczy, że radości nie ma we mnie albo moim życiu – jest mnóstwo, ale to moja, prywatna radość i opisywanie jej byłoby, w moim mniemaniu, ekshibicjonizmem.
Na szczęście czwartkowy wieczór przyniósł rozwiązanie. Zwróciłam się do mojego ulubionego egocentryka i malkontenta – doktora House'a, aby zdiagnozował moją chorobę i napisał mi usprawiedliwienie na zajęcia. Wiedziałam, że Gregory House mnie zrozumie, prawie natychmiast orzekł: „Ma pani kropkę nerwową”, niestety jedyny problem tkwi w tym, że usprawiedliwienie tłumaczące mój brak pracy na zadany temat, za żadne skarby nie chciało przejść przez ekran telewizora. Dlatego, bardzo proszę, niech mi Pan i Państwo uwierzą na słowo – kropka nerwowa uniemożliwiła mi opisania całego, mojego, nerwowego życia. A gdyby to Wam nie wystarczyło, zapytajcie Mojego Lubego, on Wam powie jak bardzo nerwowo-agresywne potrafią być misie mojego pokroju.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)