Moje zdziwienie nie ma granic...
Zadzwoniłam w imieniu mojego znajomego do dziekanatu psychologii na UKSW. Dawno nikt mnie tak z równowagi nie wytrącił, jak ten babsztyl w dziekanacie!
Pytam grzecznie jak wygląda dyplom po tych studiach czy nie ma tam jakiegoś haczyka typu: magister wydziału filozofii chrześcijańskiej i gdzieś drobnym druczkiem specjalizacja: psychologia.
Nie zgadniecie co ona na to! "Nie ma czegoś takiego jak magister psychologii. W całej Polsce Ludowej jest magister i tyle". Zatkało mnie po tej Ludowej. No, ale dobra, pytam dalej: ok., magister, ale jakiegoś wydziału, kierunku, nie? No i niby powiedziała, że psychologii, ale tak mętnie, że nie jestem pewna.
Kolejne pytanie: "A co ze spisem psychologów, rejestrem zawodu?", "A cóż to za pytanie?!", "Grzeczne. Dlaczego, pani, jest taka niemiła?!", "Miała wejść ustawa, ale nie wiem czy weszła to już wy musicie się dowiedzieć". Aha, słowem, ja tu jestem tylko od siedzenia na dupie, bo żadnych informacji nie udzielam, a ty - studencie, jedź najlepiej do ministerstwa i się dowiaduj. Żałuję, że na koniec nie życzyłam jej miłego życia w PRLu. Ale po jej zachowaniu widać, że rzeczywiście nie zauważyła zmiany ustroju. Goodbye, Lenin!



Komentarze
Pokaż komentarze (10)