99 obserwujących
90 notek
697k odsłon
  7849   0

Prawdziwe miejsce znikniętej katastrofy

Osoby skupione wokół hipotezy maskirowki uzgodniły, że żadnej katastrofy w Smoleńsku nie było. Pozwolę sobie jednak podważyć tę hipotezę. Spróbuję dowieść, że jakiś samolot rzeczywiście w Smoleńsku się rozbił, ale nie tak, jak jakieś raporty donoszą, i nie na polance przy Siewiernym.
 
1)
 
Zacznijmy od skoszonych drzew przy smoleńskim lotnisku. Hipoteza maskirowki, która nie uwzględniała przelotu tupolewa nad Smoleńskiem w ogóle, tłumaczyła ewenement ściętych drzew tak, że Rosjanie specjalnymi maszynami do drzew ścinania te drzewa pokosiły. Wszystko byłoby fajnie i logicznie gdyby nie to, że w jakiś czas po "katastrofie" Rosjanie w ogóle się tych drzew pozbyli, poprawiając przycinkę aż do podstawy ich pni.
 
Dlaczego? - bo pościnane drzewa nie zgadzały się z trajektorią rzekomego lotu polskiego tu-154. Przecież gdyby ostrzyżone były jak trza, dołączyłyby do grona osławionej brzozy, a jeszcze jacyś sentymentalni osobnicy mogliby sobie je poklepać.
 
Gdyby maskirowka miała być przygotowywana z dużym wyprzedzeniem, z pewnością dopracowano by takie detale, jak przycinka drzew zgodna z trajektorią lotu, którego nie było. Takimi maszynkami sądzę,  można takie drzewka precyzyjnie podrasować. Nie było ich wszak tak wiele.
 
Z materiałów medialnych z pierwszych minut po "katastrofie" ulica Kutuzowa była zasłana wieloma gałęziami, które dość szybko i sprawnie usunięto.
 
2)
 
Kolejnym puzzlem jest zerwana linia energetyczna. Nikt do tej pory nie wyjaśnił tego dziwnego zdarzenia, którego nijak nie można dopasować do żadnej z postawionych dotychczas hipotez. Linię zerwano o godz. 08.39.35. Żeby dopasować to do danych z czarnych skrzynek tupolewa, nad którymi odprawia modły pewien przewodniczący pewnej komisji, to trzeba byłoby zawisnąć samolot na tym kablu na kilkadziesiąt sekund, żeby sobie później poleciał dalej i rozpadł się na kawałki we właściwym, czarnoskrzynkowym czasie.
 
 
3)
 
Chyba wszyscy pamiętamy, jak usilnie próbowano nam wmówić, że na lotnisku Siewiernym nie są możliwe lądowania od strony zachodniej - bezpiecznej, bez groźnych brzóz rzucających się na samoloty na drodze podejścia do lądowania. W ową sobotę było to zresztą podejście właściwe, pod wiatr. A lampy AMP na ciężarówkach tymi ciężarówkami można było przecież na drugi koniec pasa przewieźć.
To, że lądowanie od zachodu było jak najbardziej możliwe i na dodatek się w najlepsze odbywało, udowodniłam tutaj: http://clouds.salon24.pl/207448,kilka-godzin-po-katastrofie-laduje-an-72-od-zachodu.
 
Tak bardzo chciano nas przekonać o tym, że samoloty lądowały tylko od wschodu, że nawet wycięto lądowanie z filmu Witolda Lilientala i wklejono w ten film jakieś inne lądowanie, innego samolotu (http://clouds.salon24.pl/286587,ladowanie-witolda-lilientala-7-kwietnia-w-smolensku), a w drugim filmie, który się ukazał, wklejone jest kołowanie wskazujące na lądowanie od wschodu, które miał nakręcić Klimowicz, ale z pewnością tego nie zrobił (http://clouds.salon24.pl/304662,tajemnice-lotu-7-04-2010).
 
Dlaczego więc tak nas okłamywano? Dlaczego kategorycznie zaprzeczano możliwości lądowania z tego kierunku? Niektórzy twierdzili, że Rosjanie specjalnie chcieli naprowadzić pilotów na śmierć, dlatego zalecili lądowanie od wschodu. Ale przecież piloci idiotami nie są, my też. Poza tym my wiemy, że nie było katastrofy samolotu tu-154 lecącego od wchodu na polance przy Siewiernym.
 
Zastanówmy się, my - zwolennicy teorii maskirowki, czy nie łatwiej i przyjemniej byłoby inscenizację urządzić po drugiej stronie lotniska? Gdzieś tam jakieś drzewka by się znalazło, mgła by była, podchodziliby i wsie pagibli gdzieś z dala od oczu gapiów i kamer psów ogrodników. Gdybym to ja miała zaplanować sobie taką katastrofy, to umiejscowiłabym ją właśnie tam, po zachodniej stronie. Narracja byłaby jedna, a widowisko idealne. Ale przecież gdzie mi się równać z rosyjskimi planistami katastrof lotniczych.
 
4)
 
Z relacji Sławomira Wiśniewskiego (http://www.rp.pl/artykul/460798.html):
 
"Nagle usłyszał pan huk samolotowych silników.

 

Tak, ale myślałem, że samolot leci pusty. Godzinę wcześniej wydawało mi się bowiem, że maszyna lądowała. Wówczas również słyszałem huk silników. Gdy więc usłyszałem go ponownie, myślałem, że nasza delegacja wylądowała już bezpiecznie, a samolot leci załatwić jakieś sprawy techniczne, na przykład zatankować, albo wraca do Polski i potem przyleci z powrotem po prezydenta. Mimo to podszedłem do okna, żeby zobaczyć maszynę".
 
W jaki sposób Wiśniewski mógł sobie pomyśleć, że delegacja już wylądowała, a samolot leci załatwić jakieś sprawy? Słynny montażysta musiał widzieć samolot, który leciał od strony lotniska, a nie od wschodu.
 
-----------------------------------
 
 
1) + 2) + 3) + 4)
 
Samolot leciał od zachodu. Nie wiem, czy wylądował wcześniej i później ponownie wystartował, czy też przeleciał przez lotnisko (pozostawiam do ustalenia). Lewym skrzydłem ściął drzewa przy ulicy Kutuzowa. Zerwał linię energetyczną o 08.39.35, zahaczył o maszt radiolatarni i rozbił się ok godz 08.40. Do ustalenia pozostawiam, w którym miejscu - czy było to przy czołgu (moja notka - "Czołg i milicja"), czy w okolicy jaru.
 
Była to kontrolowana katastrofa, tak sądzę. Samolot był pusty i najprawdopodobniej był to jeden z dwu tu-154 101.
 
Nie jestem przekonana, co do czasu zdarzenia, bo mogło też to się wydarzyć wcześniej - dopasowałam do czasu zerwanego kabla.

Zobacz galerię zdjęć:

Znalezisko MMarioli - obok brzozy jeszcze jedno przycięte drzewo
Znalezisko MMarioli - obok brzozy jeszcze jedno przycięte drzewo Dym w okolicy jaru  - ponoć miały być tam wypalane trawy Ulica Kutuzowa i połamane gałęzie Zerwana linia energetyczna i przeorana ziemia +1 zdjęcie +2 zdjęcia
Lubię to! Skomentuj112 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale