0 obserwujących
22 notki
97k odsłon
3469 odsłon

Cztery twarze Tomasza Węcławskiego

Wykop Skomentuj21
To będzie tekst radykalnie ateistyczny (kogo to razi niech nie czyta). O moim
nowym bracie w niewierze. Kłopot mam taki z tym bratem, że mu nie ufam.

Z jednej bowiem strony profesor ksiądz Tomasz Węcławski wydaje się być porządnym człowiekiem. Gotowym do gestów imponująco uczciwych, jak przy okazji lustracyjnych i obyczajowych spraw Kościoła. No i podobno potrafi przepedałować jakieś tysiące kilometrów. A wiadomo, świnie na rowerze nie jeżdzą, nie opłaca im się. Ale z drugiej strony nie umiem księdzu profesorowi Węcławskiemu zapomnieć, że był oficerem armii która napadła na uniwersytet, czyli na mój dom.

Po wprowadzeniu, na początku lat 90, religii do szkół, kolejnym obiektem kościelnej kolonizacji instytucji publicznych miały się stać uniwersytety. Plan zakłądał utworzenie na każdym z nich przyczółka -- podległego Kościołowi wydziału teologii katolickiej. Rozkaz do działania dał -- w swoim ezopowym języku -- sam JP2:

"Święta fundatorka Uniwersytetu - Jadwiga, w mądrości właściwej świętym, wiedziała, iż Uniwersytet, jako wspólnota ludzi poszukujących prawdy, jest niezbędny dla życia narodu i dla życia Kościoła. Dlatego wytrwale dążyła do tego, aby odrodzić Akademię Krakowską fundacji Kazimierzowskiej i ubogacić ją o Wydział Teologiczny. (..) Z Wydziałem tym byłem ściśle związany poprzez studia (...) a potem poprzez doktorat i habilitację. Dzisiaj stają mi przed oczyma przede wszystkim lata dramatycznych zmagań o jego istnienie w okresie dyktatury komunistycznej. Kościół nigdy nie pogodził się z faktem jednostronnej i niesprawiedliwej likwidacji Wydziału przez ówczesne władze państwowe. (..) Powołaniem każdego uniwersytetu jest służba prawdzie: jej odkrywanie i przekazywanie innym. Wymownie wyraził to artysta projektujący kaplicę św. Jana z Kęt, która zdobi tę kolegiatę. Sarkofag Mistrza Jana został umieszczony na barkach postaci uosabiających cztery tradycyjne wydziały Uniwersytetu: Medycynę, Prawo, Filozofię i Teologię." (JP2 w Kościele św. Anny w Krakowie, 8 czerwca 1997)

Wyglądać to miało tak, że pieniądze będą publiczne, ścianami będzie rządził rektor uniwersytetu, a kadrą i studentami lokalny biskup. Wyposażony w nieakceptowalne na przyzwoitej uczelni narzędzie: jeśli któryś z profesorów pobłądzi w swoich poglądach, biskup może odebrać mu tzw. "misję kanoniczną", czyli prawo nauczania na Wydziale. A że profesor polskiej uczelni jest w zasadzie nieusuwalny, więc takiego delikwenta rektor będzie musiał wziąć na swój garnuszek. Tak jak dziś księdza Węcławskiego. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Uniwersytety są w Polsce autonomiczne, więc do utworzenia Wydziału katolickiej teologii potrzebna była ich zgoda. W środowiskach, gdzie wcześniej nikt nikogo nie pytał o wyznanie, doszło nagle do potężnych, niszczących, konfliktów religijnych. Ludzie przestali się dzielić na dobrych i złych uczonych, a zaczęli na katolików i ateistów. Choć przyznać trzeba, że rówież wielu katolików, rozumiejących zasady współczesnego laickiego państwa, było przeciw tworzeniu Wydziałów. Na toczące się na uczelniach dyskusje strona kościelna odpowiedziała naciskami i oszczerstwami. Z obrońców autonomii uniwersytetu robiono pogrobowców komunizmu, choć przecież zgodne z komunistycznymi zwyczajami było akurat to czego domagał się Kościół: prawo władzy do odsuwania nieprawomyślnych profesorów od nauczania.

W ciągu kilku lat powstało 6 takich Wydziałów. Dwie uczelnie się obroniły. W tym moja. Brałem w tym udział, jako członek Senatu UWr. Potem nauczyliśmy walczyć kolegów z Gdańska.

Rola księdza Tomasza Węcławskiego w tej kampanii była znacząca. Stworzył Wydział teologii katolickiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i został jego pierwszym dziekanem. W tej akurat sprawie nie był w sporze ze swymi przełożonymi:

"Myśl (o stworzeniu Wydziału) została z wielkim zainteresowaniem podjęta przez Księdza Arcybiskupa Juliusza Paetza. (...) Bardzo ważne było zaangażowanie Księdza Arcybiskupa (...). Równocześnie rozmowy na ten temat w społeczności uniwersyteckiej podjął rektor UAM Stefan Jurga." -- opowiadał w 1999, w rozmowie z J. Grzegorczykiem -- "Cały rok 1997/98 prowadzono konsultacje na wszystkich wydziałach Uniwersytetu .(...) Poza jedynym Wydziałem Nauk Społecznych, który w głosowaniu wypowiedział się na 'nie', wszystkie wydziały wypowiedziały się na 'tak', chociaż z różną intensywnością."

Czyli, po ludzku mówiąc, "wielu było w środowisku akademickim ludzi którzy uważali teologię na Uniwersytecie za gwałt, ale przy pewnej mobilizacji udało nam się ich przegłosować". Jednym z protestujących był filozof Leszek Nowak, zwolniony przez komunistów z pracy na UAM w 1985 za publikowanie w wydawnictwach podziemnych, i przywrócony dopiero w 1989. O nim mówi się dalej w cytowanym wywiadzie, a uczciwość argumentów niech każdy sobie sam oceni:

JG: Zacytuję jeszcze raz wspomnianego profesora Nowaka: "Żadnych złudzeń: teologia na uniwersytetach to nie tylko uszczuplanie nakładów na naukę dla utrzymania teologów (z podatków płaconych przez ateistów)..."

TW: Jest to typowy argument obrotowy, można bowiem mówić o ateistach utrzymywanych z pieniędzy teologów czy, szerzej, ludzi wierzących.

JG: I myślę, że oburzenie mogłoby tu być znacznie większe, bo ile to lat większość katolicka utrzymywała rozwój nauki, która ani z nauką, ani z dobrem społeczeństwa niewiele miała wspólnego.

Dziewięć lat później, w wieku lat 56, profesor Tomasz Węcławski zrozumiał to, do czego bardziej krytyczne umysły dochodzą około 13 roku życia -- że teoria o boskości Jezusa nie daje się pogodzić ze zdrowym rozsądkiem. Pozostał jednak profesorem, mimo że uzyskał tytuł w dziedzinie, w której sens przestał chyba wierzyć, skoro jedynym kryterium prawdy jest w niej opinia papieża katolików. Dla wielu stanie się teraz autorytetem, takim nowym Leszkiem Kołakowskim (który też zanim został Mędrcem, przez 20 lat wierzył w jakieś nieprzytomne głupoty i uczestniczył w prześladowaniu niewierzących). UAM utworzył dla profesora Węcławskiego międzywydziałową Pracownię Pytań Granicznych, gdzie może sobie być intelektualistą bez teki, i spokojnie korzystać z tego, że świeckie czary nie ustępują ekonomicznym potencjałem czarom kościelnym (piszę te słowa ze smutkiem, po starannym wysłuchaniu godzinnego wykładu profesora, dostępnego na stronie Pracowni).

Może ja chcę za wiele, ale byłoby mi łatwiej szanować pana Tomasza Węcławskiego gdyby odszedł z publicznej Uczelni i spróbował zarabiac na życie bez czerpania korzyści z kariery którą zbudował, jak sam dziś przyznaje, wprowadzając siebie i innych w błąd.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale