599 obserwujących
693 notki
3858k odsłon
2682 odsłony

CZEGO SIĘ BOI BRONISŁAW K. ? - (2)

Wykop Skomentuj59

 

Na długo przed wyborem Bronisława Komorowskiego na marszałka Sejmu, w mediach pojawiły się zarzuty o udziale polityka PO w tajemniczych aferach. Sprawy dotyczyły okresu, gdy Komorowski był ministrem obrony narodowej, a we wszystkich występowali ludzie Wojskowych Służb Informacyjnych. Wówczas – w roku 2007 poseł Komorowski wydawał się łatwym obiektem do mocnego i celnego ataku.

Wśród wielu publikacji z tego czasu można wymienić artykuły z tygodnika „Wprost” z dn. 14 października 2007r na temat inwigilacji posłów z sejmowej komisji obrony, czy z 27 października o wezwaniu Komorowskiego przed Komisję Weryfikacyjną, a wreszcie z 18 października o związkach Komorowskiego z WSI i Aleksandrem Lichockim.

Do wściekłości doprowadzał wówczas polityków PO fakt „sprzątnięcia sprzed nosa” archiwum Komisji i przeniesienia jej siedziby do BBN –u. Trzeba zwrócić uwagę, jaki żal przebija z publikacji „Dziennika” z początków grudnia 2007r. – „Jednego dnia zabrakło, by premier Donald Tusk i wicepremier Grzegorz Schetyna mogli przeczytać aneks do raportu o weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Jest to o tyle ciekawe, że w aneksie, według prasowych przecieków, mają być opisani politycy Platformy, tacy jak: Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski czy Grzegorz Schetyna. Jednak 15 listopada, dzień przed objęciem władzy przez Tuska, dokumenty zostały zwrócone przez kancelarię premiera do szefa komisji weryfikacyjnej WSI. Aneks ma w tej chwili tylko prezydent i od prawie półtora miesiąca nie podjął decyzji, kiedy go ujawni.”

6 listopada, ten sam „Dziennik” wyraźnie sygnalizował, jakie obawy żywią ludzie Platformy:

Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron. Politycy Platformy, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się, że aneks będzie wymierzony w ich partię i zostanie opublikowany przed powołaniem rządu Donalda Tuska. "Spodziewamy się, że w raporcie padną nazwiska Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Schetyny i Radka Sikorskiego. Czy będą bomby? Gdyby mieli bomby, to zrzuciliby je na nas w kampanii wyborczej" - opowiada rozmówca DZIENNIKA z Platformy.”

W tym, mniej więcej czasie Bronisław Komorowski spotkał się z byłym szefem kontrwywiadu WSW Aleksandrem Lichockim. Jeśli wierzyć słowom Komorowskiego, trzeba przyjąć, że do spotkania doszło po dniu 5 listopada 2007r., czyli po dacie wyboru polityka PO na marszałka sejmu VI kadencji. Sam bowiem marszałek pytany o powód wizyty pułkownika WSW, stwierdził:

Ja myślę, że prozaiczna sprawa – po pierwsze sądził, że ja jestem zainteresowany, bo jak pan Antoni Macierewicz publicznie mówił... moje nazwisko jest wymieniane w jego Aneksie tajnym, a po drugie nastąpiła zmiana władzy, ja już byłem marszałkiem Sejmu, więc mógł sądzić, że się „przeflancuję”, mówiąc takim językiem polityczno–ogrodniczym, na nową grządkę, na nowy układ sił politycznych”.

Tymczasem – niekoniecznie sprawa mogła być tak prozaiczna, jak chce tego Komorowski.

18 października 2007r. „Gazeta Polska” zamieściła artykuł Leszka Misiaka pt. „Komorowski i WSI”, nawiązujący do wcześniejszej publikacji „Wprost”. Misiak ujawnił w nim fakt wieloletniej znajomości Komorowskiego z Lichockim i zakończył swój artykuł intrygującym pytaniem:

Jaki interes miał wysoki rangą oficer WSI, by występować jako rzecznik Bronisława Komorowskiego? Co łączy czy łączyło obu panów? Czy była to znajomość prywatna czy też miała inny charakter? Te pytania chcieliśmy zadać marszałkowi Komorowskiemu.”

Niestety, Komorowski nie znalazł wówczas czasu, by porozmawiać z "GP", a jego asystent kilkakrotnie przekładał termin wywiadu, odsyłając dziennikarza do sejmowego sekretariatu.

Z chronologii zdarzeń wynika, że przed spotkaniem z Lichockim, Komorowski wiedział już, że tą znajomością interesują się dziennikarze, wiedział też, że zadają w tej sprawie pytania - a mimo to, zdecydował się przyjąć Lichockiego w swoim biurze poselskim. Również Lichocki miał świadomość, że jego związki z Komorowskim zostały ujawnione i stanowią przedmiot dziennikarskiego zainteresowania - a jednak zdecydował się na spotkanie z marszałkiem w miejscu publicznym. Byłoby to zadziwiającą niefrasobliwością - wprost nieprawdopodobną u oficera kontrwywiadu i doświadczonego polityka, na którego media poszukują „haków”

Dlatego wydaje się mało prawdopodobne, by w tych okolicznościach i w tym właśnie czasie doszło do spotkania - według scenariusza, jaki przedstawił mediom Komorowski. W cyklu „Afera marszałkowa” pisałem, że wersja marszałka Sejmu wydaje się wiarygodna tylko wówczas, gdy przyjmiemy, że panowie musieli się spotkać, a ich spotkanie, odnotowane przez „Wprost” było jednym z wielu już odbytych. Jeśli do tej aktywności, zmusiła ich publikacja „Gazety Polskiej”, byłaby to logiczna i uprawniona reakcja.

Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale