Nie wiem, jak on to robi, ale znów mnie wytrącił z błogiej bezmyślności i wzbudził we mnie refleksję. Donald Tusk to uczynił swoimi dzisiejszymi żalami i pretensjami wobec Mariusza Kamińskiego o to, że działa jawnie politycznie, to jest, w oczywistym interesie partii opozycyjnej. Rzecz jasna fakt, że akurat ten partyjno-opozycyjny interes doskonale pokrywa się z elementarnym interesem państwa i społeczeństwa ma dla premiera znaczenie drugorzędne. Dla jego oceny decydujące jest to, czy szkodzi Platformie Obywatelskiej. Donald Tusk mężem stanu jest.
Rozmawiając dziś o awanturze wokół ustawy hazardowej i roli, jaką odgrywa w niej CBA, usłyszałem zarzut pod adresem agencji, że w ciągu jej już dwuletniego istnienia jej sukcesy w walce z korupcją są prawie żadne. Przyznać się muszę, że jakiś czas temu działalność CBA oceniałem równie krytycznie. Afera z udziałem Chlebowskiego, Drzewieckiego i, jak chcą niektórzy, Mariusza Kamińskiego uświadamia, jak fundamentalne znaczenie ma Centralne Biuro Antykorupcyjne dla przetrwania choćby w stanie szczątkowym praworządności w Polsce. I to właśnie w takim, a nie innym, kształcie personalnym – z szefem kojarzonym z twardą, bezkompromisową opozycją wobec partii rządzącej. Nie potrzeba nazbyt rozwiniętej wyobraźni, by przedstawić sobie dzisiejszy stan spraw publicznych na styku państwo-biznes, gdyby za walkę z korupcją odpowiadał jakiś funkcjonariusz z platformianej górnej półki, ot choćby pan Czuma, Graś a może i sam Chlebowski!
Premierze Tusk, niech to dotrze i do pańskiej świadomości: Mariusz Kamiński na stanowisku szefa CBA to dla Polski błogosławieństwo, problem zaś dla cwaniaków, aferzystów i polityków małego formatu. Kraj, którym pan próbuje rządzić, zasługuje na to, by z układu, że na czele służby antykorupcyjnej stoi przedstawiciel partii opozycyjnej uczynić konstytucyjną zasadę.
No tak, wiem, nie jest Pan zwolennikiem przesadnie rygorystycznych regulacji. To taka polska odmiana liberalizmu…



Komentarze
Pokaż komentarze (5)