Znów przemówił autor zgrzebnych bon motów i infantylnych rymowanek. Polityk PO pełniący funkcję marszałka sejmu RP raczył po raz kolejny wypowiedzieć się w sprawie odwołania Mariusza Kamińskiego ze stanowiska szefa CBA. I znów w świetle dziennikarskich fleszy zabłysnął oryginalnym tokiem myślenia, dowodząc, co mu się już wcześniej zdarzyło, że Lech Kaczyński zapowiadając publicznie sprzeciw dla odwołania Kamińskiego formalno-prawnie rzecz biorąc wydał wiążącą dla Tuska opinię na ten temat. Marszałek Komorowski zgodnie ze znaną manierą działaczy Platformy Obywatelskiej niniejszym raz jeszcze stanął na straży wysokich standardów w polityce polskiej. Wyraźnie dał do zrozumienia, że politykowi tej rangi, co prezydent nie wypada robić z gęby cholewy, inaczej mówiąc – słowo się rzekło, kobyłka u płotu. I słusznie, tylko przyklasnąć panie Marszałku. Mało tego, jestem przekonany, że prezydent Kaczyński, pod wrażeniem tak autorytatywnie i przekonująco wyłożonego przez Pana stanowiska, nie zechce zmienić już swojej negatywnej opinii o dymisji Kamińskiego.
Jest tylko jeden problem, z którego być może Bronisław Komorowski nie do końca zdaje sobie sprawę. Otóż, niniejszym nasz bezkompromisowy w kwestii zasad marszałek zdymisjonował wciąż jeszcze urzędującego ministra skarbu Aleksandra Grada, którego odwołanie pod pewnym warunkiem i w określonym czasie zapowiedział, jak wszyscy zapewne jeszcze pamiętają, premier Tusk. Warunek został spełniony, wyznaczony termin minął, Grad stanowiska nie stracił. No cóż premierowi wolno zmienić zdanie, prezydentowi już nie. No, ale przecież marszałek Komorowski na tak skandalicznie zaniżone standardy zapewne się nie godzi i należy domniemywać, że dalszego urzędowania ministra skarbu po prostu nie przyjmuje do wiadomości i w sensie formalno-prawnym uważa go za odwołanego.
Dość żartów. Wypada całkiem poważnie zastanowić się nad żenującym, co tu mówić, zaangażowaniem drugiej osoby w państwie w awanturę o usunięcie Mariusza Kamińskiego. W imię czego marszałek wystawia się na pośmiewisko i ataki opozycji, posługując się tak naciąganymi i kuriozalnymi argumentami? Do głowy przychodzą mi dwie możliwe odpowiedzi. Pierwsza to przysłowiowe „parcie na szkło”, nieobca Komorowskiemu skłonność do zaistnienia w mediach, błyśnięcia jakąś oryginalną myślą lub niebanalną wypowiedzią, czasami nawet za cenę śmieszności. Odpowiedź druga jest znacznie cięższego gatunku. Zachowanie Komorowskiego może sugerować jego osobiste zainteresowanie w bezzwłocznym unieszkodliwieniu Kamińskiego i jego firmy. Od pewnego czasu wróble ćwierkają coś niecoś o dziwnych, by nie powiedzieć: podejrzanych, znajomościach i zachowaniach pana marszałka, o jego związku z tajemniczą sprawą red. Wojciecha Sumlińskiego. Zainteresowanym szczegółami polecam artykuł „PrOwokacja POlityczna” zamieszczony w „Najwyższym Czasie” (nr z 20 czerwca 2009).
Panie Marszałku, czy aby nie poczuł Pan czyjegoś gorącego oddechu na plecach? - Ja tylko pytam.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)